fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Fala pomocy po tragedii w Szczyrku. Trwają zbiórki

W czwartkowym wybuchu gazu w domu w Szczyrku zginęło osiem osób, w tym czwórka dzieci.
materiały policji
Już blisko pół miliona złotych wpłacono podczas zbiórki na rzecz Katarzyny Kaim, której rodzina zginęła podczas czwartkowej tragedii w Szczyrku.

Kobieta przeżyła, bo gdy doszło do wybuchu, była w pracy. Trwa wyjaśnianie przyczyn tragedii.

Od wybuchu gazu w domu przy ul. Leszczynowej w Szczyrku minęły trzy dni. W mieście do jutra obowiązuje żałoba.

Na wielu domach pojawiły się flagi przepasane kirem. Przy wjeździe na ulicę Leszczynową są zapalone znicze, niektórzy przynoszą dziecięce zabawki.

Miasto odpowiedziało na apel burmistrza i solidarnie odwołano wszystkie imprezy o charakterze rozrywkowym, kulturalnym i sportowym, w tym miejskiego Mikołaja.

Mieszkańcy i znajomi rodziny, która zginęła, są nadal w szoku. "Bardzo wielka tragedia. Łzy same lecą" – piszą znajomi na profilu społecznościowym jednej z ofiar tragedii.

Ktoś inny dodaje, że „mam nadzieję że tam gdzie są jest im dobrze, kochane aniołki".

Mieszkańcy Szczyrku mogą korzystać z pomocy psychologicznej. W lokalnym kościele była odprawiona msza święta w intencji ofiar oraz ratowników.

Na jednym z portali pomocowych już dwa dni temu ruszyła zbiórka na rzecz Katarzyny Kaim, która jako jedyna z rodziny przeżyła tragedię.

"W środę 4 grudnia w wyniku wybuchu gazu zawalił się dom przy ul. Leszczynowej 6 w Szczyrku. Ratownicy pracowali kilkanaście godzin w poszukiwaniu uwięzionych pod gruzami osób. W domu, gdzie doszło do eksplozji, mieszkały dwie rodziny. W chwili eksplozji znajdowało się tam 8 osób. Nie mieli szans. Z budynku po wybuchu nie zostało dosłownie nic" – przypomniała Magdalena Masłowska z fundacji Let's Go, pomysłodawczyni zbiórki.

Dodała, że spod gruzów wydobyto osiem ciał. To 60-letni Józef, jego żona - 60-letnia Jolanta, 39-letni siostrzeniec Wojciech z żoną Anną i trójką dzieci: 10-letnią Michalinką, 6-letnią Marcelinką i 3-letnim Stasiem oraz wnuk Józefa – 8-letni Szymonek.

"Jedyną osobą, która ocalała jest 34-letnia Katarzyna Kaim - samotna matka małego Szymonka. W czasie tragedii, była w pracy w Domu Dziecka. Kasia straciła wszystko co miała, jej świat się zawalił. Obecnie przebywa u przyjaciół w Szczyrku pod opieką siostry Patrycji i szwagra Marcina" – informuje Magdalena Masłowska.

Przyznaje, że Katarzyna Kaim nie ma gdzie i do czego wracać, bo jedyne co jej zostało to ubrania, w których była w dniu tragedii.

"Jako przyjaciele chcemy dać jej szanse na powrót do normalności, w tym celu organizujemy zbiórkę pieniędzy, mając nadzieję, że w jakimś stopniu pomoże jej to stanąć na nogi - chociaż wiemy, że to będzie bardzo trudne" – tłumaczy organizatorska zbiórki.

Zapewnia, że cała uzbierana kwota pomniejszona o prowizję dla portalu pomagam.pl (7,5 proc.) zostanie przelana na konto bankowe Katarzyny Kaim. Wszystkie potwierdzenia wpłat zostaną opublikowane na tej stronie.

Tragedia w Szczyrku poruszyła Polaków. W ciągu dwóch dni wsparło ją ponad 10 tys. osób, a na koncie pojawiło się 484 tys. zł. Organizatorzy chcieli zebrać 100 tys. zł. Zbiórka nadal trwa.

Niezależnie od tej zbiórki, pieniądze dla poszkodowanych w katastrofie w Szczyrku można  wpłacać na rachunek bankowy będący własnością Caritas Diecezji Bielsko-Żywieckiej na numer rachunku Bank Pekao 47 1240 1170 1111 0010 6323 0610 z dopiskiem: POMOC SZCZYRK.

W sprawie wybuchu w Szczyrku trwa śledztwo. W sobotę na miejscu pracowali prokuratorzy i specjalna grupa dochodzeniowa z kamerą 3D i georadarem.

- Oględziny prowadzone są zarówno w miejscu, gdzie doszło do zawalenia się budynku, jak również na okolicznych posesjach, ale przede wszystkim w miejscu, gdzie - jak typujemy - mogło dojść do zerwania gazociągu – mówiła Agnieszka Michulec z Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej.

Wiadomo, że to właśnie przerwanie gazociągu doprowadziło do tragedii, ale śledczy muszą ustalić kto i w jakich okolicznościach to zrobił.

Firma, która prowadziła prace w sąsiedztwie trzykondygnacyjnego budynku, wydała w tej sprawie oświadczenie, w którym podkreślono, że jest "za wcześnie, by obarczać winą kogokolwiek".

"Niełatwe warunki geologiczne, istniejące podziemne uzbrojenie terenu, gęsta zabudowa, a także skomplikowana technologia prowadzenia prac metodami bezwykopowymi w tym wypadku mogły przyczynić się do zaistniałego zdarzenia" - napisano w oświadczeniu.

Rzecznik prokuratury okręgowej w Bielsku-Białej zapowiedziała wczoraj, że przed zakończeniem wszystkich czynności śledczych, żadne informacje na temat zdarzenia nie będą udzielane.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA