fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Wszystkie błędy szefa SOP

Fotorzepa/ Radek Pasterski
Gen. Tomasz Miłkowski miał uzdrowić rządową ochronę. Zamiast tego doprowadził do największego kryzysu służby.

Wczorajsza dymisja szefa Służby Ochrony Państwa w komunikacie MSWiA brzmi enigmatycznie „Po wcześniejszych ustaleniach z ministrem Joachimem Brudzińskim, gen. bryg. SOP Tomasz Miłkowski, komendant Służby Ochrony Państwa, złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. Nowego szefa Służby Ochrony Państwa – na wniosek ministra – powoła Prezes Rady Ministrów”. - Czekano na pretekst - mówi nam jedno z naszych źródeł.

O zwolnieniu Miłkowskiego środowisko mundurowych mówiło od wielu miesięcy a podstawą spekulacji były niekończące się wpadki funkcjonariuszy SOP, głównie nowych, niewykwalifikowanych kierowców, którzy mówiąc wprost - nie potrafili jeździć „w ochronie”. Ich doświadczeniem za kółkiem była praca kurierów.

- Miłkowski miał zostać zdymisjonowany już dawno, ale broniła go Beata Szydło, której zawdzięcza karierę w rządzie - mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.Z Miłkowskim nie potrafił dogadać się także nowy szef MSWiA Joachim Brudziński. Wiele miesięcy temu mówiono, że nowym szefem SOP ma być komendant wojewódzki ze Szczecina.

Według RMF czarę goryczy przelał kompromitujący incydent sprzed kilku dni z udziałem kierowcy premiera Mateusza Morawieckiego. Funkcjonariusz SOP miał przyjechać po szefa rządu na osiedle gdzie mieszka Morawiecki. Wtedy przez przypadek włączył sygnały dźwiękowe, których nie potrafił wyłączyć. Kierowca na sygnale przyjechał na teren przy Agencji Wywiadu gdzie obok swoje tereny ma SOP. Jednak, zdaniem RMF, gdy wysiadł z limuzyny, auto zatrzasnęło się. „Trzeba było ściągnąć specjalną ekipę. Po premiera przyjechał inny samochód" - twierdził RMF.

Nasz informator z SOP: - To historia prawdziwa. Ale wszyscy byli przekonani że ona „nie wyjdzie” i jak zwykle rozejdzie się po kościach.

Miłkowski to były policjant, który przychodząc najpierw do Biura Ochrony Rządu, a potem na stanowisko nowoutworzonej formacji Służby Ochrony Państwa wprowadził „policyjne maniery”. Jak pisała „Rzeczpospolita” z SOP tworzył nowy policyjny wydział - na potęgę ściągał do służby byłych policjantów, także na kierownicze stanowiska. SOP został utworzony w lutym 2018 r. - do końca listopada do rządowej ochrony zdążyło przejść ponad 150 funkcjonariuszy: 108 policjantów, głównie z prewencji oraz pionów operacyjno-rozpoznawczych, ośmiu funkcjonariuszy Straży Granicznej, 34 ze Służby Więziennej oraz dwóch funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej. W tym czasie w rekrutacji zewnętrznej przyjęto zaledwie 55 osób „z ulicy”.

- Biuro Ochrony Rządu miało swoją specyfikę, inny system szkolenia, potrzebowało innych funkcjonariuszy niż inne służby. Miłkowski tego nie rozumiał. No i poległ - mówi nam były oficer BOR.

Jednak koledzy z policji, którzy poznali Miłkowskiego twierdzą że i prawdziwą robotę policyjną znał raczej z książek. Zaczynał w 1991 r.w  komisariacie w Rudzie Śląskiej, potem otarł się o wydział przestępczości gospodarczej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Szybko jednak odszedł do dydaktyki - do szkoły policji, zrobił doktorat z prawa. Zresztą nawet będąc szefem SOP przyjeżdżał do prywatnej szkoły w Sosnowcu na wykłady z bezpieczeństwa. Przy okazji wypomniano mu że tydzień pracy kończy już w czwartek a służbowy kierowca wozi i przywozi go na Śląsk nabijając co weekend ponad 1,2 tys. km.

Do policji wrócił w 2014 r. - najpierw do komendy wojewódzkiej we Wrocławiu, potem, kiedy wygrał PiS - został szefem KWP w Krakowie i miał za zadanie przygotować służby i miasto na Światowe Dni Młodzieży. - Znajomość z ówczesną premier Beatą Szydło zapewniała mu posadę i bezpieczeństwo. Do czasu - mówi nam funkcjonariusz SOP.
Miłkowski miał zlikwidować BOR i stworzyć nową lepszą formację - Służbę Ochrony Państwa. Nie udało się. Wpadki na drogach z udziałem SOP stały się stałym powodem do drwin opozycji i opinii publicznej.

"Od momentu powstania formacji (czyli od lutego 2018 r. - red.) doszło do 14 zdarzeń drogowych, spośród których 7 zostało spowodowanych przez osoby niebędące funkcjonariuszami tej służby" - podawał SOP w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich pod koniec ubiegłego roku.

Głośna była stłuczka w Imielinie na Śląsku, gdzie kierujący audi 26-letni funkcjonariusz SOP nie wyhamował i uderzył w inne auto ochronne. W SOP miał niewielki staż - wcześniej  zdobywał doświadczenie na drodze rozwożąc paczki. Z zawodu kuriera do SOP przeszedł i inny 20-kilkulatek, który jeździł w ochronie premiera.

Jedyny publiczny występ  gen. Tomasza Miłkowskiego w „Faktach po faktach” TVN24 po tym zdarzeniu miał być obroną nowej formacji, ale stał się gwoździem do trumny szefa SOP. Zamiast przekonujących argumentów, widzowie zobaczyli nieprzygotowanego, aroganckiego komendanta który przekonywał, że  kraksy na drodze zdarzają się wszystkim. "Tak się zdarza, bo tak ruch drogowy czasami wygląda" - mówił szef SOP, bagatelizując kolejny incydent z udziałem pojazdów SOP.

Miłkowski pozwalał siadać za kółkiem rządowych limuzyn osobom ze służby przygotowawczej a nie stałej - rzecz nie do pomyślenia w czasach BOR.

Niepowodzenia SOP to nie tylko brak przygotowania Miłkowskiego do zarządzania rządowej ochrony, ale i mizernych kadr. W ub roku ze służby odeszło 50 doświadczonych kierowców wyszkolonych jeszcze w czasach Biura Ochrony Rządu, a w ciągu dwóch miesięcy przed wakacjami - 200 osób. Nie pomogły premierowskie podwyżki pensji.

Kierowcy BOR, którzy wozili np. premiera to była elita, najlepsi z najlepszych. Przechodzili kolejne etapy szkoleń, doskonalili swoje umiejętności. BOR miał też zawsze najlepszych instruktorów jazdy, którzy byli szkoleni przez amerykański Secret Service i przez kierowców rajdowych BMW. Miłkowski pozbył się wyszkolonych instruktorów, uznając, że są z tzw. starej nomenklatury politycznej, no i nie są z policji.

Miłkowski ma uprawnienia emerytalne - może liczyć na wysoką generalską emeryturę w wysokości ok. 10 tys. zł.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA