fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Artur Szalpuk: Są historie, o których się nie dowiecie

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Artur Szalpuk, siatkarz reprezentacji Polski po powrocie z Pucharu Świata.

Pięć miesięcy razem może dać w kość, zwłaszcza że dopada monotonia: lot, hotel, trening, rozgrzewka, mecz...

Nie zauważyłem, żebyśmy się jakoś nudzili tym wszystkim, chodzili i narzekali. Atmosfera była bardzo dobra i oby cały czas było tak w kadrze. Nikt się nie pobił przez ten czas. Ale chciałbym już pojechać do domu, położyć się do łóżka.

Sezon reprezentacyjny trwał pięć miesięcy, w trakcie których rozegraliście niemal 50 meczów...

Myślę, że mamy wszyscy takie samo zdanie, że tego jest za dużo i to jest złe dla zdrowia. Całe szczęście, że mamy taką reprezentację i takiego trenera. Nie wiem, czy jest taka reprezentacja, która rozegrała jedną czternastką wszystkie turnieje. To jest chyba niemożliwe. Duża liczba zawodników do wyboru powoduje, że nie jesteśmy tak bardzo zmęczeni, nie ma kontuzji, a do tego pokazuje to również siłę i głębię składu reprezentacji Polski.

Trener może odpuścić, dać wolne, a jak wy sami o siebie dbacie w trakcie tego wyczerpującego sezonu?

Po pierwsze nasi fizjoterapeuci Tomasz Pieczko pseudonim „Tomala” i Paweł Brandt wykonują kawał dobrej roboty, pomagają nam, dbają o nasze ciała. Do tego mamy wspaniałych doktorów, którzy też nam pomagają. Pracy sztabu medycznego nie widać na co dzień, ale to jego zasługa, że wszystko przebiegło tak sprawnie. Do tego doszło dobre przygotowanie fizyczne. Jeśli jeszcze uda się pójść na siłownię, chociaż w trakcie takich turniejów nie ma na to za bardzo czasu, to wszystko pomaga przetrwać ten okres.

Czytałem, że półfinałowa porażka ze Słowenią spowodowała chwile zwątpienia w drużynie. To prawda?

To nie my mieliśmy tę chwilę zwątpienia, tylko dziennikarze tak pisali. To nie są moje słowa, ale ktoś powiedział, że ta porażka to nauczka dla nas, by w następnym turnieju, który zagramy w przyszłym roku nie popełnić takiego samego błędu i taki mecz, w którym gramy słabiej również przechylić na naszą korzyść.

W trakcie pięciu miesięcy dużo się też działo obok siatkówki: zamieszanie na lotnisku w Amsterdamie, trener Vital Heynen, który leciał do Chicago, a potem wracał do Zakopanego na treningi z resztą drużyny.

No tak, samolotem rządowym leciałem. Bardzo fajne to było. Już dziękowały ważniejsze ode mnie osoby, ale ja też, jeśli mogę, to się przyłączam do podziękowań, bo nie wiem, czy dolecielibyśmy na półfinał do Słowenii. Dużo się działo, jest dużo historii, także takich, o których pewnie nawet nie wiecie i się nie dowiecie.

Mecz z Francją podczas turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk zrobił wrażenie. To bardzo silna drużyna, a rozbiliście ich 3:0.

To był dobry mecz, chociaż uważam, że w następnych turniejach graliśmy lepiej. Francja nie stawiła większego oporu. To duży plus, że w styczniu nie musimy się bić w ciężkim turnieju kwalifikacyjnym. Tamten wynik pewnie zostanie zapamiętany, ale to już przeszłość. To był malutki kroczek do tego, co chcemy osiągnąć.

Czego się dowiedzieliście o reprezentacji w ciągu tych pięciu miesięcy?

Tego, że jesteśmy silną drużyną i idziemy właściwą ścieżką do naszego celu. Mamy też nauczki. Spotykamy się w maju i zaczynamy ostrą pracę po to, żeby w Tokio było złoto.
Teraz wracacie do klubów.

Co teraz trzeba zrobić? Leżeć przez tydzień?

Nie, absolutnie nie. Ja się czuję dobrze. Myślę, że będę gotów.Tydzień wolnego chętnie bym wziął i nic nie robił, ale wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić.

Jak ten sezon może wyglądać w wykonaniu PGE Skry Bełchatów?

Raczej nie ma dużych zmian w drużynie. Nie widzę innej opcji niż poprawienie wyniku z poprzedniego sezonu.

Rozmawiał: Łukasz Majchrzyk

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA