fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Tomasz Pietryga: sąd to nie jarmark osobliwości

Fotolia.com
W ubiegłym tygodniu w redakcji „Rzeczpospolitej" odbyła się ciekawa debata poświęcona sędziowskiemu aktywizmowi w sali sądowej i poza nią. Wniosków jest kilka. Aktywizm sędziowski się nie zmienił. Bycie wyłącznie „ustami ustawy" to truizm, a formalistyczne trzymanie się litery prawa może w istocie być bardzo groźne, wręcz niesprawiedliwe.

Niewiele zmieniło się też, jeśli chodzi o sędziowski aktywizm konstytucyjny. Po sporze o Trybunał Konstytucyjny coraz mocniejsze głosy płynęły ze środowisk naukowych i od emerytowanych sędziów TK, że dysfunkcja Trybunału wymusza zmianę podejścia i aktywniejsze opieranie orzecznictwa wprost na konstytucji. Uczestnicy debaty nie potwierdzili jednak tej praktyki – konstytucja w dalszym ciągu jest stosowana wprost wyjątkowo.

Inaczej wygląda kwestia aktywizmu sędziowskiego poza salą sądową. W ostatnich latach zmiana jest diametralna. Pamiętam, jak jeszcze 15 lat temu samo krytykowanie orzeczeń przez świat zewnętrzny było nie do pomyślenia, a sędziowskie wystąpienia publiczne ewenementem.

Zmiana dokonywała się w ostatniej dekadzie. Środowisko niewątpliwie uaktywniło pojawienie się na scenie stowarzyszenia Iustitia, a także młodego pokolenia sędziów, inaczej definiującego sędziowską rzeczywistość i jego rolę publiczną. Z tego też wzięły się pierwsze, wtedy szokujące, sędziowskie „strajki" – dni bez wokandy.

Po 2015 r. proces ten jednak przyspieszył w związku z reformami forsowanymi agresywnie przez Prawo i Sprawiedliwość, wbrew sędziowskim elitom i dużej części środowiska. Bitwy o Trybunał Konstytucyjny, sądy powszechne, Krajową Radę Sądownictwa czy wreszcie Sąd Najwyższy sprawiły, że sędziowie stali się bardzo aktywnymi uczestnikami debaty publicznej w różnych wymiarach. Zabierają zdecydowany głos w kwestiach dotyczących wymiaru sprawiedliwości.

To wydaje się dobrze pojętym aktywizmem. Obok tego, jak w każdym środowisku, pojawiają się postawy skrajne. Paradowanie w koszulkach z napisem „Konstytucja" czy pisanie listów do premiera przez sędziego Łączewskiego i wytaczanie procesu to egzotyczne antypody tego aktywizmu. I całe szczęście. W innym wypadku sądownictwo stałoby się kolorowym jarmarkiem osobliwości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA