Sędziowie i sądy

Małgorzata Tomkiewicz: Sądy dyscyplinarne sędziów, czyli więcej pytań niż odpowiedzi

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Jak, gdzie i kiedy pociągać sędziów do odpowiedzialności

Zmiana modelu orzekania w postępowaniu dyscyplinarnym sędziów budzi wątpliwości natury konstytucyjnej. Nie sposób także nie zapytać o jakość tych zmian na poziomie procedury, która postępowanie to reguluje. A problemy pojawiają się już w punkcie wyjścia, tj. określenia właściwości miejscowej sądów dyscyplinarnych, warunków orzekania i sposobu wyłaniania składów orzekających.

Właściwość niewłaściwa

Zgodnie z art. 110 § 3 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (dalej: u.s.p.) z rozpoznawania spraw dyscyplinarnych wyłączony jest sąd dyscyplinarny, w którego okręgu pełni służbę sędzia objęty tym postępowaniem. W takim przypadku sąd właściwy wyznacza, na wniosek rzecznika dyscyplinarnego, prezes Sądu Najwyższego kierujący pracą Izby Dyscyplinarnej.

Sądy dyscyplinarne rozpoznają również m.in. wnioski o udzielenie zezwolenia na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej (art. 80 u.s.p.). W odniesieniu do tej kategorii spraw, zgodnie z obowiązującym od 10 sierpnia 2018 r. art. 110 § 2a u.s.p. właściwy miejscowo jest ten sąd dyscyplinarny, w okręgu którego prowadzi się postępowanie, a w wypadkach niecierpiących zwłoki także inny. Przekładając powyższe przepisy na język konkretów, oznacza to, że w przypadku odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego za np. nieterminowe sporządzenie uzasadnienia, z góry wiadomo, że sprawa nie trafi do sądu dyscyplinarnego przy apelacji, w której sędzia orzeka, a nad wyborem właściwego miejscowo sądu pochyli się sam prezes SN. Gdy natomiast sędzia zostanie zatrzymany w związku z zarzutem np. spowodowania wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości, a postępowanie przygotowawcze będzie prowadzone przez prokuraturę działającą na obszarze apelacji, w której pełni służbę, sądem dyscyplinarnym właściwym miejscowo do decydowania o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej, w tym na tymczasowe aresztowanie sędziego, będzie jego „rodzimy" sąd dyscyplinarny, a w jego składzie mogą znaleźć się sędziowie, z którymi obwiniony orzeka na co dzień.

Prokurator wybierze

Jest oczywistym paradoksem, gdy ten sam sąd dyscyplinarny zostaje ustawowo wyłączony od podejmowania decyzji, gdy w grę wchodzi np. upomnienie, natomiast nie jest wyłączony, gdy chodzi o podjęcie uchwały zezwalającej na zastosowanie wobec sędziego izolacyjnego środka zapobiegawczego, jest oczywistym paradoksem, który z ochroną standardów nie ma nic wspólnego. W założeniu chodziło zapewne o to, żeby sprawy związane z zezwoleniem na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej były rozpoznawane szybko. Tymczasem wprowadzone regulacje, w połączeniu z obecną specyfiką kadrową sądów dyscyplinarnych, prowadzą do sytuacji dokładnie odwrotnej. Jeśli bowiem do rozpoznania wniosku o zezwolenie na tymczasowe aresztowanie zostanie wylosowany kolega zza biurka sędziego lub chociażby z aplikacji, to z góry można założyć – nie siląc się na wysublimowaną przenikliwość – iż sprawy rozpoznać „szybko" z reguły się nie da.

W sytuacji bowiem złożenia wniosku o wyłączenie od udziału w sprawie (a zgłoszenie takiego postulatu przez sędziego pierwotnie wylosowanego lub przez stronę wydaje się oczywiste) sama procedura jego rozpoznania wymaga czasu. Trzeba wszak wylosować tego, który rozpozna wniosek o wyłączenie, a następnie, przy ewentualnej decyzji pozytywnej, wylosować tego, który zastąpi wyłączonego, a w sytuacji, gdy kolejny z wylosowanych również złoży wniosek o wyłączenie – całą procedurę przeprowadzić raz jeszcze.

Inną, choć nie mniej paradoksalną, kwestią jest, że w przypadku ewentualnego przejmowania postępowań karnych dotyczących sędziów przez specjalnie powołany do tego Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej właściwość miejscowa sądów dyscyplinarnych dotycząca uchwał w sprawie zezwolenia na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności w praktyce może zostać znacząco „sprofilowana". Jeśli bowiem uznać, że w takim przypadku postępowanie jest prowadzone – z uwagi na siedzibę wymienionego wydziału – w okręgu Sądu Apelacyjnego w Warszawie, to zgodnie z literalnym brzmieniem przywołanego art. 110 § 2a u.s.p sądem dyscyplinarnym właściwym miejscowo byłby (przepraszam sędziów z Warszawy!) właśnie Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Czy praktyka taka się przyjmie, trudno rozstrzygnąć jednoznacznie, ponieważ ustawodawca w tym samym przepisie równocześnie stanowi, iż w wypadkach niecierpiących zwłoki wniosek o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej/tymczasowe aresztowanie sędziego może rozpoznać także inny sąd dyscyplinarny. Zapis powyższy (będący dość bezrefleksyjnym powieleniem treści art. 249 k.p.k.) jest swoistym wytrychem, który otwiera możliwość wyboru sądu w sposób uznaniowy i niczym nieograniczony.

Wnioski, o których tu mowa, z natury rzeczy dotyczą wypadków niecierpiących zwłoki. Jeśli zatem prokurator uzna, że w sprawie zatrzymanego sędziego sądem właściwym miejscowo w sprawie podjęcia uchwały z art. 80 u.s.p będzie sąd dyscyplinarny wskazany przez niego, sądowi wybranemu z takim stanowiskiem trudno polemizować.

Termin bez charakteru

Zatrzymując się przy zasygnalizowanej kwestii terminów, odnotować trzeba, iż zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami, sąd dyscyplinarny rozpoznaje wniosek o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej w terminie 14 dni od dnia jego wpłynięcia do sądu (art. 80 § 2d u.s.p.), a gdy sędzia zostaje ujęty na gorącym uczynku popełnienia przestępstw wymienionych w tym przepisie i pozostaje nadal zatrzymanym, uchwałę w przedmiocie wniosku o zezwolenie na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej lub tymczasowe aresztowanie sąd dyscyplinarny podejmuje niezwłocznie, nie później niż przed upływem 24 godzin od wpłynięcia wniosku do sądu (art. 80 § 2 a u.s.p.).

To, iż ustawodawca zakreślił granice czasowe powyższych czynności, trzeba uznać za potrzebne i słuszne. Szkoda jednak, że zamysłu swojego nie doprecyzował i nie określił charakteru tych terminów, a tym samym skutków ich niedochowania.

Rodzi się zatem pytanie: czy terminy te mają charakter instrukcyjny czy też procesowy i po ich upływie nie jest dopuszczalne podjęcie uchwały prawnie skutecznej?

Za instrukcyjnym charakterem przemawiają pragmatyka i zdrowy rozsądek, natomiast przeciwko tej tezie – wykładnia językowa ustawy. Jeśli bowiem ustawodawca poprzez zakreślenie wspomnianych terminów chciałby jedynie zasygnalizować pewną powinność, to zapewne użyłby właśnie takiego sformułowania, tak jak w innych podobnych przypadkach odnoszących się do terminów (np. „czynności wyjaśniające powinny być przeprowadzone w terminie 30 dni" – art. 114 § 1 u.s.p.). Oba jednak przepisy dotyczące rozpoznania wniosku i wydania uchwały z art. 80 u.s.p. nie mówią o powinności, lecz wyrażają nakaz stanowczy („sąd rozpoznaje wniosek", „sąd podejmuje uchwałę"), co zdaje się podważać pogląd o instrukcyjnym charakterze terminów w przepisie tym wskazanych. ?

Autorka jest doktorem nauk prawnych i sędzią Sądu Okręgowego w Olsztynie

Nocny jeździec

Pytanie o charakter terminów nie jest jednakże jedynym problemem. Zasadnicza trudność wiąże się z pytaniem, czy w sytuacji, gdy w skład sądu orzekającego wchodzą sędziowie pracujący w trzech różnych sądach oddalonych o kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od siedziby sądu apelacyjnego, zachowanie 24-godzinnego terminu do podjęcia uchwały w ogóle jest realne? Skoro przed przystąpieniem do merytorycznego rozpoznania wniosku istnieje konieczność przeprowadzenia czynności techniczno-organizacyjnych związanych z wylosowaniem składu i przygotowaniem posiedzenia, umożliwienia stronom zapoznania się z aktami lub podjęcie decyzji o odmowie wglądu (art. 80 § 2f i 2g u.s.p.), na samym posiedzeniu zaś należy wysłuchać osoby, które mają prawo w nim uczestniczyć i się stawią, przy czym uchwałę należy z urzędu pisemnie uzasadnić, to na wszystkie te czynności pozostaje dramatycznie mało czasu. Oczywistością jest przy tym i to, że sędziowie orzekający w sprawie również muszą mieć czas na dotarcie do sądu, jak i na zapoznanie się z materiałem dowodowym, który – notabene – może być całkiem pokaźny, gdyż w art. 115c u.s.p. wyraźnie już przesądzono, że w postępowaniu dyscyplinarnym można wykorzystywać m.in. materiały pochodzące z czynności operacyjnych (tj. m.in. z podsłuchów).

Dla zobrazowania skali trudności na marginesie wskazać należy, iż w przypadku gdy niemający szczęścia w losowaniu sędzia mieszka np. w Olsztynie, stawienie się w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku wymaga od niego pokonania 230 km, co oznacza ok. 4,5-godzinną podróżą powiatowymi drożynami, i to najlepiej nocą.

Rozwiany włos Temidy

Jeśli w przekonaniu ustawodawcy, wszystkie wskazane trudności nie czynią niemożliwym podjęcia uchwały w ciągu 24 godzin, to rodzi się pytanie o powagę procedowania w takim trybie. Działanie pod presją czasu nie jest obce procedurze karnej, jednak w postępowaniu tym istnieją mechanizmy (np. plan dyżurów), które przynajmniej formalnie gwarantują sędziom normalne warunki orzecznicze i minimalizują ryzyko stawiennictwa na posiedzeniu sędziego z rozwianym włosem.

Mechanizmów takich nie przewiduje postępowanie dyscyplinarne w analizowanej materii. Sędzia dyscyplinarny w każdej chwili musi liczyć się z tym, że w trybie nagłym zmuszony będzie porzucić wszystko, czym aktualnie się zajmuje, by na telefoniczne wezwanie rączo stawić się w sądzie dyscyplinarnym.

Niezależnie jednak od terminu 24-godzinnego, rozpoznanie sprawy nawet w terminie 14 dni również obecnie łatwe procesowo nie jest. Równoległe orzekanie w dwóch strukturalnie wyodrębnionych sądach, zwłaszcza gdy znajdują się one na krańcach apelacji, z natury rzeczy rodzi problemy natury logistycznej, o możliwości wzajemnego porozumienia się składu orzekającego chociażby co do oświadczeń i wniosków złożonych przez strony przed terminem posiedzenia i o obiegu akt nie wspominając.

Obowiązki niezależne, czyli jakie?

Zasygnalizowana konieczność porzucenia obowiązków wykonywanych w swoim „normalnym" miejscu służbowym w razie pilnego wezwania do sądu dyscyplinarnego skłania z kolei do pytania, jak należy rozumieć wyrażoną w art. 110a § 2 u.s.p zasadę, iż wykonywanie obowiązków sędziego sądu dyscyplinarnego jest niezależne od wykonywania obowiązków służbowych związanych z zajmowanym przez sędziego miejscem służbowym.

Przepis brzmi odpowiednio patetycznie, ale co konkretnie oznacza? W czym ma się wyrażać owa niezależność, jeśli w tym samym dniu sędzia ma wyznaczone posiedzenie zarówno w swoim sądzie macierzystym, jak i w sądzie dyscyplinarnym, a dar bilokacji nie jest i nie był zjawiskiem powszechnym nawet wśród uznanych świętych?

Przyjęty model postępowania dyscyplinarnego, w tym siłowy sposób wcielenia sędziów do pełnienia tej służby raczej nie pozostawia złudzeń, iż niezależne wykonywanie obowiązków oznacza w tym przypadku podporządkowanie obowiązków w sądzie macierzystym obowiązkom, które pojawią się w sądzie dyscyplinarnym. To, że sędzia wezwany do sądu dyscyplinarnego, aby w trybie pilnym rozpoznać kwestię wpadkową, zmuszony będzie odwołać zaplanowaną z dużym wyprzedzeniem sesję w sprawie, na którą wezwano licznych świadków, nie jest problemem, którym ustawodawca zaprzątałby sobie głowę.

Ręka prezesa i pytania bez odpowiedzi

Nie można wreszcie nie zapytać i o kryteria losowego przydziału spraw w tego rodzaju przypadkach, a także o sposób miarkowania równomiernego obciążenia sędziów. Skoro system losowego przydziału spraw potrafi – według entuzjastycznych zapewnień przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości – profesjonalnie badać, mierzyć i ważyć każdą sprawę oraz rzekomo skutecznie zapobiegać wszelkim patologiom na etapie jej przydziału, to trudno zrozumieć przyczyny, z których powodu o wyniku losowania w omawianej kategorii spraw nie decyduje SLPS, lecz ręka prezesa sądu. Podobnie jak trudno zrozumieć przyczyny, z których powodu obciążenie sędziów orzekających w sądach dyscyplinarnych nie jest ustalane na podstawie jakichkolwiek kryteriów dających się obiektywnie zweryfikować, lecz zależy wyłącznie od łutu szczęścia.

Nie można także nie powiedzieć i tego, że pełnienie służby w obu wymienionych sądach nie jest uwzględniane przy określaniu wskaźnika procentowego udziału spraw wpływających do wydziału w sądzie macierzystym (§ 48 ust. 1 pkt 2 regulaminu urzędowania sądów powszechnych), jak również nie jest dostrzegalne w danych statycznych ujawnianych w tym sądzie. To zatem, jak faktycznie wygląda obciążenie sędziego orzekającego w tym samym czasie w dwóch różnych sądach, umyka uwagi ogólnej i nie jest przedmiotem niczyjej troski.

W ratyfikowanym przez Polskę, a wydanym na podstawie rezolucji nr 16 &3 VI Kongresu Narodów Zjednoczonych dokumencie E/CN 4/Sub. 2/481/Add 1 z 4 września 1989 r. stwierdza się m.in., że: „(...) Wszelkie działania dyscyplinarne powinny być oparte na standardach sędziowskiego zachowania się przewidzianych w prawie lub w ustanowionych regułach sądu".

Ani wizji, ani standardów

Rozwiązania proceduralne obowiązujące w analizowanym zakresie postępowania dyscyplinarnego prowadzą do wniosku, iż wbrew zapowiedziom lansowanym w mediach, zakładane usprawnienie odpowiedzialności sędziów ze względu na mankamenty wskazane powyżej, w znaczącej mierze jest fikcją. Ustawodawca polski nie ma spójnej wizji tego postępowania, a sprowadzenie sędziów dyscyplinarnych do roli współczesnych nomadów z europejskimi standardami „sędziowskiego zachowania się" również nic wspólnego nie ma.

Autorka jest doktorem nauk prawnych i sędzią Sądu Okręgowego w Olsztynie

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL