fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Po co PiS odracza posiedzenia Sejmu na po wyborach

Adobe Stock
Komentatorów politycznych i polityków zelektryzowała niespodziewana decyzja prezydium Sejmu o skróceniu zeszłotygodniowego, ostatniego przed wyborami posiedzenia Sejmu i przesunięcia części porządku zebrania na po wyborach 15 i 16 października.

Zanim przejdę do hipotez jaki motyw mógł stać za taką decyzją PiS, przeanalizujmy prawne ramy tej sytuacji. Obecna konstytucja jasno stanowi w art. 98 ust. 1, że kadencje Sejmu i Senatu „trwają do dnia poprzedzającego dzień zebrania się Sejmu następnej kadencji". Pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu zwołuje zaś prezydent „na dzień przypadający w ciągu 30 dni od dnia wyborów", a więc musi wyznaczyć je do 11 listopada, a nie wcześniej niż w połowie października, gdyż PKW musi ogłosić wyniki na co potrzebuje ze 2 dni. Stary parlament może mieć zatem ok. trzech tygodni by wykonywać wszelkie swoje kompetencje włącznie z uchwalaniem ustaw. Muszą one przejść całą procedurę ustawodawczą, która może być oczywiście maksymalnie skrócona. Tylko po co miałby je uchwalać?

- Takie naprędce wprowadzone ustawy, które na dobre nie zaczną działać, nowa władza bez prawnych przeszkód może usunąć, a politycznych także, tym bardziej, że kolejne wybory będą nowe  – uważa prof. Ryszard Piotrowski.

- Przegrywając wybory PiS mógłby np. wprowadzić zapowiadaną 13 czy nawet 14 emeryturę, zapowiadana w swym programie, stawiając nową władzę w bardzo niezręcznym położeniu, gdyż jej przedstawiciele twierdzili, że „przyznane świadczenia zostaną zachowane" – odpowiada Marek Chmaj, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

Trzeba też pamiętać, że nadal na stanowisku będzie pozostawał prezydent, a dla obalenia jego weta zwykła większość nie wystarczy, ale trzeba 5/6 przewagi.

Nie ma natomiast prawnych możliwości, by obecny parlament zmienił konstytucję. Nie ma odpowiedniej większości ani czasu. Teoretycznie może pokusić na powołanie trzech nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego w miejsce trzech sędziów wybranych głównie przez PO, których kadencja wygasa 3 grudnia br. Byłby to trudny do usprawiedliwienia „skok na Trybunał" gdyż przed kilku laty podobny wybór „na zakładkę" dwóch sędziów wykonała PO, ale Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2015 r., że prawo wyboru sędziego TK ma ten Sejm, w czasie kadencji którego wygasa kadencja odchodzącego sędziego (K 34/15 ). Zatem wyboru winien dokonać już nowy Sejm. Zresztą niezależnie który obóz wygra zbliżające się wybory, przez dłuższy czas większość w Trybunale będą mieli sędziowie z rekomendacji PiS.

Co zatem mogło stać za decyzją o przedłużeniu posiedzenia?

Zdaniem prof. Piotrowskiego PiS chodzić mogło o zmianę tematyki wyborczej, zaskoczenie opozycji i wprowadzenie ciszy parlamentarnej, w szczególności odebranie jej sejmowej trybuny. Konstytucjonalista widzi przy w tej zagrywce zresztą pewien element sejmowej kreatywności, który mógł zaskoczyć opozycję.

Być może PiS chciało wyciszyć kampanię, tę zwłaszcza transmitowana przez stacje, w szczególności uniknąć ewentualnych sejmowych awantur, jakie izba ta widziała np. w grudniu 2015 r. przy uchwalaniu budżetu. Jednak starcia są elementem parlamentaryzmu. Nie ma też żadnych sygnałów, by awantura miała być powtórzona. Przyjmując tę hipotezę PiS dmuchało na zimne. Jeśli przesadził ocenią to wyborcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA