fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Naprawa auta po kolizji: jedni powiększają szkodę, drudzy zaniżają koszty naprawy

www.sxc.hu
Każdy, kto używa samochodu, chciałby nigdy nie mieć wypadku. Niestety, te się zdarzają. Głównym zmartwieniem poszkodowanego jest wtedy, jak auto naprawić i pokryć koszty porządnej naprawy.

W zasadzie sprawa wydaje się prosta: ochrona ubezpieczeniowa jest zapewniona w ustawie z 22 marca 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych i poszkodowany może na nią liczyć. Trzeba więc zgłosić szkodę ubezpieczycielowi, ten obliczy koszty naprawy, i oddać auto do warsztatu, bo wiadomo, ile może kosztować naprawa. Jeżeli poszkodowany upoważni warsztat do przejęcia zapłaty, może w zasadzie zapomnieć o fakturach i poprzestać na zgłoszeniu się po odbiór naprawionego pojazdu.

Czytaj także: Czyj salon samochodowy, tego odpowiedzialność

Skąd więc tyle nerwów, napięć i sporów z powodu napraw powypadkowych? Niestety, są ważne powody.

Wojna „naciągaczy" z „zaniżaczami"

„Naciągacze" mają naturalne skłonności do powiększania szkody, aby uzyskać możliwie wysokie odszkodowanie. „Zaniżacze" to z kolei zakłady ubezpieczeń, które potrafią tak obliczyć koszty naprawy, że żaden mechanik nie zdoła za nie przywrócić auta do wymaganego przepisami stanu technicznego. Jedni i drudzy manipulują kosztami naprawy, podczas gdy jej koszt jest wyrażony w pieniądzu, a stan techniczny pojazdu w normach technicznych, których spełnienie pozwala przywrócić mu prawo do poruszania się po drogach publicznych.

Te dwie wartości trzeba połączyć tzw. technologią naprawy, która jest sumą kosztów robocizny, części zamiennych i innych niezbędnych nakładów. Nie da się obliczyć kosztów naprawy obiektywnie, bo zawsze można i trzeba wybierać między różnymi warsztatami, rodzajami części, a także sposobem naprawy. W efekcie taką samą naprawę można sobie zapewnić za różne pieniądze, dokonując wyboru między warsztatami, rodzajami części czy sposobem naprawy. Z wiadomych względów ubezpieczyciele preferują tańsze sposoby.

A poszkodowani? Tu sprawy okazują się bardziej złożone, bo pojawia się pokusa, aby na szkodzie i naprawie przynajmniej coś zyskać. Sprzyjają temu sądy, które w swoim orzecznictwie godzą się uwzględniać opinie biegłych (czyli hipotetyczne koszty naprawy), zamiast rzeczywistych rachunków. W efekcie nie brakuje desperatów skłonnych naprawiać auto osobiście (żeby zarobić za swoją pracę) lub montujących części używane zamiast nowych (różnica w gotówce zasili konto „przedsiębiorczego" poszkodowanego). Czy takie postępowanie jest zgodne z prawem?

Modelowy spór i rozstrzygnięcie SN

Przed Sądem Najwyższym zapadł 12 kwietnia 2018 r. wyrok w sprawie II CNP 43/17, a niedawno zostało opublikowane jego uzasadnienie. Stan faktyczny jest pokrótce taki, że auto powódki (VW Touareg, czyli dość drogi pojazd i zaledwie sześcioletni) zostało uszkodzone w kolizji przez ciężarówkę, w której zawiodły hamulce. Początkowo powódka domagała się zwrotu kosztów naprawy z polisy OC sprawcy, potem wniosła o likwidację szkody ze swojego AC. Ubezpieczyciel wypłacił powódce kwotę, która jej zdaniem nie wystarczała na naprawę. Zażądała więc sporej dopłaty. Trzeba dodać, że zdecydowała się powierzyć naprawę koledze męża, a nie warsztatowi. Ponadto zgodziła się na użycie części używanych. Naprawa okazała się wadliwa, co pozwala zrozumieć poszukiwanie przez powództwo środków na dalsze nakłady.

Sąd rejonowy uznał, że za wadliwą naprawę odpowiedzialność ponosi powódka. Nie ma to jednak znaczenia dla wysokości odszkodowania i odpowiedzialności ubezpieczyciela. Mając na względzie, że pojazd miał pierwszą kolizję i nie był stary – należało go naprawić częściami nowymi. Według tego rozumowania zasądził odpowiednie odszkodowanie ponad sumę wypłaconą przed sporem, kierując się postanowieniami umowy polisy AC, z której korzystała powódka, oraz przywołał art. art. 436 § 2, 415 k.c. i art. 19 ust. 1 ustawy z 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych.

Sąd drugiej instancji powództwo oddalił w całości. Jego zdaniem wadliwe jest określanie wysokości szkody na podstawie hipotetycznych kosztów obliczonych przez biegłego. Poszkodowany ma wprawdzie prawo do odszkodowania, także jeśli z naprawy zrezygnuje, jeżeli jednak do niej doszło, to w obliczu tego wyboru obowiązek odszkodowawczy ubezpieczyciela konkretyzuje się do kosztów naprawy i wydatków poniesionych na przywrócenie pojazdu do stanu sprzed szkody. Powódka powinna więc wykazać koszty, a skoro tego uczynić nie chciała – należało powództwo oddalić – co też sąd odwoławczy orzekł.

Do SN wpłynęła skarga o uznanie tego wyroku za niezgodny z prawem, zarzucająca niezgodność z przepisami art. 6, art. 361 § 1 i 2 k.c., art. 363 § 2 k.c., art. 415 k.c., art. 436 § 2 k.c. oraz art. 232 i art. 233 k.p.c. SN przychylił się do skargi i na podstawie art. 42411 § 2 k.p.c. stwierdził, że wyrok jest niezgodny z prawem. W uzasadnieniu wskazał, że sąd drugiej instancji dokonał błędnej wykładni prawa, uznając, że odpowiedzialność za skutki kolizji należy ograniczyć do niewykazanych wydatków na nieprofesjonalną naprawę. Tymczasem zastosowanie uznanej wykładni art. 363 § 1 i art. 822 § 1 k.c. prowadzi do oczywistego wniosku, że powódce należało się odszkodowanie w wysokości odpowiadającej kosztom profesjonalnej naprawy pojazdu, chociaż powierzyła czynności mające doprowadzić do osiągnięcia takiego rezultatu osobie, która naprawę wykonała tanio, ale wadliwie, powiększając szkodę powódki.

Opisany spór w pełni zasługuje na miano modelowego, bo wnoszenie pozwów o wypłatę dodatkowego odszkodowania jest powszechną praktyką i zmorą polskich sądów.

Nowatorski charakter rozstrzygnięcia SN w sprawie II CNP 43/17

Jest wiele powodów, by uważać powyższe rozstrzygnięcie za wyraz nowatorskiego podejścia nie tylko do roszczeń odszkodowawczych, ale także zasad stosowania i wykładni prawa przed sądem.

Po pierwsze – wprowadzone zostało nowe pojęcie „profesjonalnej naprawy pojazdu". SN szerzej objaśnił, jakie podstawy prawne prowadzą do krystalizacji tego pojęcia i prawa, którego naruszenie skutkować może uwzględnieniem skargi z art. 42411 § 2 k.p.c. Z pewnością nie można tej zasady wywieść z przepisów wskazanych w uzasadnieniu skargi, bo: art. 6 k.c. kształtuje ciężar dowodowy, art. 361 § 1 i 2 k.c. ograniczają roszczenia odszkodowawcze, art. 363 § 2 k.c. pozwala dokonać wyboru między odszkodowaniem w naturze albo pieniądzu, art. 415 k.c. karze odszkodowaniem czyny zabronione, art. 436 § 2 k.c. to podstawa odpowiedzialności posiadaczy pojazdów mechanicznych, art. 232 nakazuje dowodzić roszczenia przed sądem, a art. 233 k.p.c. pozwala mu na tzw. swobodną ocenę dowodów. W utrwalonej praktyce językowej „profesjonalna naprawa" kojarzyła się z oceną, na którą trzeba zasłużyć: a) używaniem części i materiałów zalecanych przez producenta, b) pełną odpowiedzialnością potwierdzoną gwarancją skuteczności naprawy, c) wykazaniem certyfikatu producenta lub dystrybutora naprawianych produktów (że posiada konieczne umiejętności, możliwości i doświadczenie). W konsekwencji profesjonalne naprawy okazują się droższe niż nieprofesjonalne, ale z reguły są skuteczne i pewne. Pojęcie to ma zatem charakter następczy, jest oceną i afirmacją pozytywnego skutku. Nie przeczy to powszechnym praktykom oferowania „profesjonalnych usług". Takie sformułowanie nie ma charakteru prawnego. Podmiot, który postanowił z takiej oferty skorzystać, nie zawiera wcale umowy o „profesjonalną usługę" – tylko o usługę treści i rodzaju wskazanego w umowie stron, oczekując jej „profesjonalnego" wykonania. Z tych właśnie przyczyn konstruowanie roszczenia wywiedzionego z prawa do „profesjonalnej naprawy pojazdu" napotyka poważny deficyt argumentacji prawnej.

Po drugie – Wedle SN obowiązki procesowe ustępować mają ogólnym prawom wywiedzionym wprost z prawa materialnego. W realiach opisywanej sprawy polega to na tym, że logika sądu odwoławczego oparta na przestrzeganiu obowiązków dowodowych w procesie została odrzucona. Sąd Najwyższy pozwala zastąpić dowód materialny i bezpośredni (rachunki za poniesione koszty naprawy) dowodem pośrednim (opinia biegłego). Uzasadnienie nie pozostawia wątpliwości, że SN wie, że powódka nie poniosła kosztów dochodzonych powództwem. Nowatorski charakter tezy polega więc na tym, że uznaje się za możliwe dochodzenie roszczeń bezpośrednio z prawa materialnego.

Po trzecie – Reforma natury procesu sądowego poprzez odsunięcie dowodów materialnych i bezpośrednich i zastąpienie ich wywodami spekulatywnymi z opinii biegłych (potocznie metoda zwana „spekulatywną" lub „gdybaniem" albo „pojedynkiem na kosztorysy"). W sensie ogólnym na podstawie art. 361 k.c. w związku z art. 232 k.p.c., art 233 k.p.c. i art. 278 k.p.c. – należy wyjaśnić, jakie to wiadomości specjalne pochodzące od biegłych pozwalają na podniesienie ich do rangi dowodu. W realiach opisywanej sprawy dowody materialne istniały i były dla powódki niekorzystne, więc postanowiła ich nie ujawniać w procesie. Sąd odwoławczy, uznając to za naruszenie obowiązków procesowych (art. 6 k.p.c.) zastosował sankcję w postaci oddalenia powództwa, a SN ocenił taką argumentację za złamanie prawa.

Po czwarte – SN odwołuje się także do przysługującego powódce prawa do wyboru formy świadczenia odszkodowawczego, przywołując art. 363 k.c. Zakwestionowane zostało stanowisko sądu odwoławczego, który uznał decyzję o naprawie pojazdu za poczynienie wyboru i sprecyzowanie wynikającego z niego roszczenia. Zażądał więc dowodów na poniesione koszty naprawy. SN zaś ocenił, że powódka, chociaż dokonała naprawy, zachowuje prawo do uzyskania odszkodowania w oderwaniu od poniesionych kosztów, według spekulatywnych obliczeń biegłego. Takie rozumowanie doprowadzi do pełnej afirmacji powszechnych już praktyk dokonywania napraw sposobami gospodarczymi oraz uzyskiwania dodatkowej gotówki z wyroku sądowego opartego na spekulatywnych (bo z pominięciem realnie poniesionych kosztów) opiniach biegłych.

Po piąte – Trudno wątpić, aby praktyka nie wyciągnęła wygodnych dla siebie wniosków z omawianego wyroku SN. Mogą się okazać następujące:

1. Każdy dowód materialny można zastąpić dowodem spekulatywnym z opinii biegłego, pod warunkiem deklaracji dochodzenia roszczenia bezpośrednio z prawa materialnego.

2. Swobodna ocena dowodów z art. 233 k.p.c. nie może godzić w prawa wywodzone jak w pkt 1, bo może zostać uznana za łamanie prawa.

Prawo do pełnej rekompensaty należy do kanonów prawa i nie może być kwestionowane. Problemem jest praktyczna transformacja roszczenia na kwotę pieniężną w obliczu trudności, z których za najważniejsze można uznać:

a) problem swobodnego kształtowania cen części i usług, co generuje spory o wysokość sumy odpowiadającej rzetelnej naprawie, b) ustalenie zasady odszkodowania za zniszczony pojazd, który nie może być naprawiany, c) określenie, kiedy poszkodowanemu wolno odstąpić od naprawy i jakie może wtedy uzyskać odszkodowanie.

Wydaje się, że aktualny stan prawny nie reguluje adekwatnie powyższych kwestii, a sądowa lub naukowa interpretacja przepisów nie zadowala ani ubezpieczycieli, ani poszkodowanych. Już czas na poczynienie odpowiednich nowelizacji.

Autor jest sędzią Sądu Gospodarczego w Krakowie, głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru Administracyjnego w MS

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA