fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Spór o sędziów: nie chodzi o jakość prawa tylko o politykę

Adobe Stock
Nowe przepisy są stosowane w celach politycznych

Na łamach „Rzeczpospolitej" z 6 kwietnia 2019 r. ukazał się artykuł „Nowi sędziowie potwierdzą wprowadzone zmiany". Autor tekstu, omawiając ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego (z 25 marca 2019 r. sygn. K 12/18), który „potwierdził" konstytucyjność zreformowanej Krajowej Rady Sądownictwa wskazał, że wiąże on wszystkich, w tym prawników i wszystkie sądy. W tej sytuacji bledną zastrzeżenia do nowych izb Sądu Najwyższego – Dyscyplinarnej (szczególnie zwalczanej przez krytyków zmian) oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Konstatując, autor stwierdził, że „prawo ma bowiem tę właściwość, że nawet nie najlepsze z czasem szlachetnieje i budzi respekt". Z powyższym stwierdzeniem ani z prowadzącym do tego wywodem zgodzić się nie mogę.

Po pierwsze konstytucja!

Jeżeli nowy przepis jest jaskrawo niezgodny z konstytucją, to po prostu nie należy go stosować i nie może tego zmienić nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Poza tym ab initio nullum semper nullum, co od początku jest nieważne, zawsze jest nieważne.

Konstytucję należy stosować wprost. Jeżeli nowo uchwalony przepis jest z nią niezgodny, nie należy go stosować w ogóle, lub stosując wykładnię prokonstytucyjną, systemową, starać się dokonać subsumcji.

Profesor Łętowska w jednym z wywiadów powiedziała, że konstytucja „w rękach dobrego prawnika staje się świetnym narzędziem. Bo trzeba na nią patrzeć właśnie jak na narzędzie, które można wykorzystać, by coś zbudować. I to jak w życiu: jeśli trafimy na dobrego rzemieślnika, to nawet z kiepskim młotkiem sobie przyzwoicie poradzi. A gdy damy najlepszy sprzęt partaczowi lub komuś, kto zamiast budować, chce burzyć – nie możemy się niczego dobrego spodziewać".

Nawet więc nie najlepsze prawo nigdy nie zeszlachetnieje, gdy nie będzie stosowane przez dobrych rzemieślników, a do tego potrzebna jest prokonstytucyjna i proeuropejska wykładnia prawa.

Po drugie Unia Europejska!

Zgodnie z art. 91 ust. 2 konstytucji umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.

Koniec, kropka. Skoro przepisy prawa krajowego, w tym te o KRS, Izbie Dyscyplinarnej SN, Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, czy też o nowym modelu postępowania dyscyplinarnego w sprawie sędziów sądów powszechnych zostaną uznane przez organ międzynarodowy, jakim jest TSUE, za sprzeczne z umową międzynarodową, jaką jest przecież traktat o Unii Europejskiej czy Karta Praw Podstawowych UE, to po prostu nie należy ich stosować i ponownie zaznaczę, nie zmieni tego żadne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, żadna uchwała SN!

Pacta sunt servanda!

Po trzecie – rządy prawa!

Chcąc, by Rzeczpospolita była państwem prawa, rządy prawa powinny być podstawą jej systemu politycznego i prawnego.

Dlaczego w środowisku prawników, sędziów nowe przepisy budzą tak daleko idące wątpliwości, co do ich zgodności z konstytucją i prawem europejskim?

Ponieważ stosowane są nie w celu ugruntowania rządów prawa, ale w celach politycznych, doraźnych. Świadczy o tym chociażby wyrok Izby Dyscyplinarnej w sprawie sędzi Czubieniak, skazanej za prawidłowe orzeczenie.

Dodajmy do tego wypowiedzi rządzących polityków na temat orzeczeń sądowych jak ministra sprawiedliwości Patryka Jakiego w sprawie uchylenia przez WSA w Warszawie decyzji komisji weryfikacyjnej z października 2018 roku dotyczącej nieruchomości przy ul. Otwockiej 10 w Warszawie. Minister oświadczył o wyroku: „Skandal to mało powiedziane. Głupota tego orzeczenia poraża. Ciekawe, co na to nasze dumne stowarzyszenia sędziowskie".

Czy to jest język, który przystoi ministrowi rządu?

Jeżeli się zestawi nowe przepisy o całym systemie postępowania dyscyplinarnego z takim podejściem ministerstwa do sędziów, czy można mieć wątpliwości co do rządów prawa?

Odpowiedź wydaje się oczywista.

Rządy prawa opierają się na transparentnym i równym wobec wszystkich stosowaniu prawa. Ich podstawą jest też trójpodział władz, z których każda winna nawzajem się szanować. Przy braku równowagi, grozi nam chaos, o czym wielokrotnie wspominano na łamach „Rzeczpospolitej".

Po czwarte – sprawiedliwość!

Niesprawiedliwość zawsze budzi zdecydowany bunt u sędziów, ale też u innych grup społecznych.

Chodzi o niesprawiedliwe traktowanie jednych względem innych. Za niesprawiedliwe uznać należy arbitralne odwoływanie urzędujących prezesów i powoływanie nowych, „swoich". I ściganie jednych sędziów za wypowiedzi, i to nawet te w uzasadnieniach orzeczeń, a odmawianie wszczęcia postępowania w analogicznych sprawach wobec innych sędziów, np. związanych z ministerstwem czy wprost z ministrem sprawiedliwości. Za niesprawiedliwe uznać w końcu należy awansowanie jedynie „znajomych", kosztem innych, zasłużonych np. stażem i jakością pracy.

Wszystko powyższe pozwala wątpić w prawidłowość tworzonego prawa i jego stosowanie, a już same wątpliwości są złe i nie ma na nie miejsca w państwie prawa.

W razie wątpliwości w stosowaniu prawa, podziale na równych i równiejszych każdy będzie mógł powiedzieć: „sądy sądami, ale sprawiedliwość musi być po mojej stronie". Czy takie prawo będzie budzić respekt? Z pewnością nie, a przynajmniej mam co do tego właśnie daleko idące wątpliwości.

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Suwałkach

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA