fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Małgorzata Gersdorf: decyzja, czy odpowiedzieć, należy do unijnego Trybunału

Małgorzata Gersdorf
Fotorzepa, Robert Gardziński
Pozwólmy Trybunałowi Sprawiedliwości UE rozstrzygnąć, czy ma prawo zajmować się pytaniami prejudycjalnymi polskiego Sądu Najwyższego. Niech sam zdecyduje, czy udzieli odpowiedzi.

W „Rzeczpospolitej" 2 kwietnia 2019 r. ukazał się felieton dr. K. Wytrykowskiego pt. „Dlaczego Trybunał zajmuje się tą sprawą". Autor dowodzi w nim, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej powinien odmówić odpowiedzi na pytania prejudycjalne Sądu Najwyższego w połączonych sprawach C-585/18, C-624/18, C-625/18, dotyczące m.in. możliwości uznania Izby Dyscyplinarnej SN za sąd niezależny i niezawisły w rozumieniu przepisów prawa Unii Europejskiej.

K. Wytrykowski stwierdza, że pytania te zadano w sprawach z powództw sędziów Sądu Najwyższego z naruszeniem przepisów ustawy z 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (dalej: ustawa o SN) o właściwości Izby Dyscyplinarnej w składzie sprzecznym z art. 79 ustawy o SN. Zdaniem autora ma to powodować nieważność postępowania. Dodaje on, że postępowania, w których sformułowano pytania, uległy umorzeniu, a spory leżące u podstaw tych postępowań były pozorne. Argumentacją odwołującą się do nieważności orzeczeń inicjujących postępowanie przed TSUE posługuje się także uchwała nr 5 zgromadzenia sędziów Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego z 28 marca 2019 r. (dalej: uchwała nr 5), która jest bodaj pierwszym w historii samorządu sędziów SN stanowiskiem postulującym pożądany kierunek rozstrzygnięcia w konkretnym, toczącym się postępowaniu, na dodatek – jak się wydaje – sformułowanym w oderwaniu od podstaw ustawowych kompetencji zgromadzenia sędziów izby SN (zob. J. Matras, „Procesowe pendolino w Izbie Dyscyplinarnej", „Rzeczpospolita" online z 9 kwietnia 2019 r.).

Warto prześledzić argumentację, mającą rzekomo przemawiać za niedopuszczalnością zajmowania się przez Trybunał pytaniami prejudycjalnymi Sądu Najwyższego.

Nieważność, czyli właściwie co

Należy rozpocząć od ponoszonego przez K. Wytrykowskiego zarzutu nieważności postępowania, w którym sformułowano pytania prejudycjalne inicjujące postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości.

Argumentem odwołującym się do nieważności, choć nie postępowania, ale samych orzeczeń, posługuje się także uchwała nr 5. Podobną argumentacją szafuje się zresztą w przestrzeni publicznej. Warto w związku z tym przypomnieć, że na gruncie kodeksu postępowania cywilnego pojęcie „nieważności" odnosi się li tylko do postępowania, a nie zapadłego w nim orzeczenia. Co więcej, z pojęcia zaskarżalności orzeczenia wynika, że nie chodzi tu o nieważność w znaczeniu przyjmowanym w prawie materialnym w stosunku do czynności prawnych, a więc brak możliwości wywierania skutków prawnych. Orzeczenia zapadłe w postępowaniach dotkniętych nieważnością w rozumieniu k.p.c. wywołują skutki prawne, a tylko wtedy mogą być – przez zaskarżenie ich odpowiednimi środkami – tych skutków pozbawione, gdy zostaną uchylone przez sąd wyższej instancji (J. Gudowski, K. Weitz, [w:] T. Ereciński (red.), „Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz". Tom III. „Postępowanie rozpoznawcze", wyd. V, Warszawa 2016, teza 2 do art. 379). Tym samym błędne jest, iż pytań w ogóle nigdy nie zadano.

Trzeba zaakcentować, że w momencie formułowania pytań prejudycjalnych przez SN Izba Dyscyplinarna nie była w ogóle obsadzona. Jedno z pytań Sądu Najwyższego dotyczyło właśnie tego problemu. Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN miała pełną świadomość, że jest niewłaściwa do rozpatrzenia spraw, w których sformułowano pytanie. Powzięła jednak wątpliwość, czy można pominąć przepisy o właściwości Izby Dyscyplinarnej w sytuacji, gdy jej nieobsadzenie uniemożliwia udzielenie ochrony prawnej osobom powołującym się na uprawnienia wynikające z prawa UE.

Prawo Unii Europejskiej zna bowiem mechanizm odmowy zastosowania prawa krajowego w konkretnej sprawie. Wynika on z wyroku TSUE z 9 marca 1978 r. w sprawie 106/77 Simmenthal (Zb. Orz. 1978, s. 629). W sprawie zawisłej przed SN takie postępowanie było konieczne w świetle zasady pierwszeństwa i efektywności prawa unijnego, dla których obowiązywania w polskim porządku prawnym otworzyło przekazanie, zgodnie z art. 90 ust. 1 Konstytucji RP, kompetencji organów państwowych w niektórych sprawach.

Należy podkreślić, że w ten sposób Rzeczpospolita Polska sama ograniczyła zakres wykonywania własnego władztwa, godząc się z własnej suwerennej woli na przyjęcie zasad obowiązujących w prawie wspólnotowym, co – jak orzekł TK w wyrokach: z 11 maja 2005 r., K 18/04 oraz z 24 listopada 2010 r., K 32/09 – odbyło się zgodnie z ustawą zasadniczą.

Należy przypomnieć, że SN zapytał TSUE, czy przepisy prawa UE trzeba interpretować w ten sposób, że – w razie uznania, iż Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem niezależnym i niezawisłym w rozumieniu prawa Unii Europejskiej – niewłaściwa izba SN (tu: Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) spełniająca wymogi dla sądu, do której wniesiono środek zaskarżenia w sprawie unijnej, powinna pominąć przepisy krajowej ustawy wyłączające jej właściwość w tej sprawie.

Chodzi tu właśnie o powołane przez K. Wytrykowskiego art. 27 § 1 pkt 2 i 3 oraz art. 79 ustawy o SN, z których wywodzi on brak kompetencji Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych do zadania pytania inicjującego postępowanie przed TSUE. Innymi słowy, K. Wytrykowski argumentuje, że z określonych przepisów prawa krajowego wynika, iż pytanie w ogóle nie powinno być zadane, podczas gdy SN jedynie zapytał, czy przy określonych założeniach można pominąć wspomniane przepisy.

Tylko TSUE może odpowiedzieć na to pytanie, a zatem pytanie, dlaczego nadal zajmuje się tą sprawą, jest chybione.

Umorzenie. Czy aby na pewno?

Zdaniem K. Wytrykowskiego z mocy art. 4 ustawy z 21 listopada 2018 r. o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym wynika, że doszło do umorzenia postępowań, w których sformułowano pytania prejudycjalne, a zatem TSUE nie może się już nimi zajmować. Argumentem na poparcie tej tezy ma być uchwała Sądu Najwyższego z 21 lipca 1970 r., III CZP 41/70, w której stwierdzono, że w sytuacji, gdy stosownie do art. XXI przepisów wprowadzających k.p.c. nastąpiło umorzenie postępowania z mocy prawa, sąd powinien wprawdzie wydać postanowienie w tym przedmiocie, ale nawet w razie niewydania takiego postanowienia sprawa, w której postępowanie uległo z mocy prawa umorzeniu, nie ma charakteru sprawy w toku.

Warto jednak zauważyć, że we wspomnianym art. XXI przepisów wprowadzających k.p.c. ustawodawca posłużył się formułą „postępowanie ulega umorzeniu z mocy prawa". Tymczasem w art. 4 listopadowej nowelizacji ustawy o SN stwierdził jedynie, że „postępowania wszczęte na podstawie art. 37 § 1 oraz art. 111 § 1–1b ustawy zmienianej (...) w brzmieniu dotychczasowym i postępowania odwoławcze w tych sprawach, niezakończone do dnia wejścia w życie niniejszej ustawy, podlegają umorzeniu".

Dogmat racjonalności ustawodawcy i zakaz wykładni synonimicznej uniemożliwiają przyjęcie, że w tym ostatnim przepisie chodzi o takie same umorzenie, co w art. XXI przepisów wprowadzających k.p.c.

Niezależnie od powyższego należy wspomnieć, że umorzenie postępowań, które są w toku, jest niezgodne z art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, art. 47 Karty praw podstawowych, a także z art. 45 i art. 70 Konstytucji RP. Blokuje bowiem prawo dostępu obywateli do sądu. Wbrew sugestii K. Wytrykowskiego nowelizacja ustawy z 21 listopada 2018 r. nie rozwiązuje problemu sędziów SN, którzy przed 3 lipca 2018 r. ukończyli 65. rok życia. Ustawa nowelizująca wprowadziła bowiem fikcję prawną nieprzerwanej czynnej służby sędziowskiej, wskutek przywrócenia do niej po przejściu w stan spoczynku, a powództwa sędziów w sprawach, w których zadano pytania do TSUE, zmierzają do ustalenia, że sędziowie nigdy nie przeszli w stan spoczynku i przez cały czas pozostawali w czynnej służbie.

Także i z tej perspektywy nie sposób zgodzić się z tezą, że TSUE nie powinien zajmować się pytaniami Sądu Najwyższego.

Pozorność sporu

Dalej K. Wytrykowski podnosi, że spory, w których sformułowano pytania rozpatrywane przez TSUE, są pozorne, albowiem występujący w nich powodowie (sędziowie żądający ustalenia istnienia stosunku służbowego sędziego w stanie czynnym) znajdują się w takiej samej sytuacji, co reprezentacja pozwanego (tj. prezes SN Józef Iwulski oraz ja – I prezes SN). Argument ten zasadza się na całkowitym nieporozumieniu. Z procesowego punktu widzenia nie można bowiem utożsamiać pozwanego (Sąd Najwyższy) i osób go reprezentujących (I prezes SN lub prezes SN go zastępujący). Tak jak w sprawie, w której pracownik dochodzi wynagrodzenia od spółki, w której prezesem jest osoba również będąca w podobnym sporze ze spółką, nie można mówić o pozorności sporu, tak i doszukiwanie się pozorności w postępowaniu, w którym sformułowano pytania, jest całkowicie chybione.

Nietrafiony jest także argument, że to Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN nie jest sądem niezawisłym i niezależnym, bowiem rozpoznawała inne „jednorodzajowe sprawy, z których jedna została zainicjowana przez prezesa tej Izby Józefa Iwulskiego", „każdy zewnętrzny obserwator dostrzeże brak neutralności sądu w odniesieniu do pozostających w sporze interesów". Spuszczając zasłonę milczenia na sugestie, że w sprawach, w których zadano pytania, występowały jakiekolwiek naciski na składy orzekające, należy podkreślić, że, po pierwsze, Józef Iwulski nie orzekał w żadnej z tych spraw. Po drugie, sprawie z odwołania (a nie powództwa, jak wskazuje K. Wytrykowski) Józefa Iwulskiego również nie sformułowano żadnego pytania; jedynie zawieszono postępowanie do czasu rozstrzygnięcia TSUE. Po trzecie, i być może najważniejsze, gdyby z żelazną konsekwencją stosować logikę autora, należałoby zgłosić zastrzeżenia pod adresem rozwiązań ustawy o SN dotyczących właściwości Izby Dyscyplinarnej. Oto bowiem sprawy z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych sędziów Sądu Najwyższego orzekających w Izbie Dyscyplinarnej rozpatrywać ma nie kto inny, jak Izba Dyscyplinarna.

Zresztą warto także wspomnieć, że Izba Dyscyplinarna w pełnym składzie zajmuje się zagadnieniem, czy sędziowie tej Izby są osobami nieuprawnionymi do orzekania, a składy, w których zasiadają – składami nienależycie obsadzonymi w rozumieniu przepisów kodeksu postępowania karnego. Wydaje się, że to w takich właśnie sytuacjach Rzymianie mawiali: nemo iudex in causa sua.

Podkreślenia wymaga też, że sformułowane przez Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wątpliwości co do statusu Izby Dyscyplinarnej wynikają z zastrzeżeń natury ustrojowej dotyczących jej powołania, a nie okoliczności faktycznych, w jakich rozpoznawane są w niej konkretne sprawy.

Nie podpowiadajmy

Podsumowując, warto przywołać stanowisko samego TSUE, który w odpowiedzi na pisma sędziego wykonującego obowiązki prezesa SN kierującego Izbą Dyscyplinarną stwierdził, że dopóki do TSUE nie wpłynie wniosek sądu odsyłającego (Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN) o wycofanie pytania prejudycjalnego, dopóty TSUE zobowiązany jest dalej prowadzić postępowanie zainicjowane tym pytaniem. Jak starałam się zaś wykazać, istnieją poważne argumenty przeciwko wycofaniu przez SN pytań prejudycjalnych w połączonych sprawach C-585/18, C-624/18, C-625/18. O tym, jakie będzie ich rozstrzygnięcie, powinien zdecydować niezawisły Trybunał Sprawiedliwości, ważąc argumenty natury prawnej. Innymi słowy, to sam Trybunał powinien zdecydować, czy udzieli odpowiedzi, czy też odmówi jej udzielenia.

Autorka jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA