fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Reforma sądownictwa: nieprzemyślane zmiany grożą chaosem

AdobeStock
Specjalizacja sądów i podział ich zadań są potrzebne – mówi Dorota Zabłudowska, sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, członkini zarządu SSP Iustitia.

Pani nazwisko często ostatnio pada w kontekście postępowań dyscyplinarnych prowadzonych przez rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Ile ich jest? I za co?

Do tej pory zastępca rzecznika dyscyplinarnego Michał Lasota wystosował do mnie dwa pisma, z których wynikało, że podejrzewa mnie o uchybienie godności urzędu sędziego. Pierwsze dotyczyło wpisu na Twitterze: „Tak się kończy mowa nienawiści", który zamieściłam godzinę po tym, gdy byłam świadkiem zamachu na życie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza podczas finału WOŚP w Gdańsku. Drugie dotyczyło przyjęcia przeze mnie Gdańskiej Nagrody Równości. Na oba odpisałam, a że jednocześnie z drugim wezwaniem zastępca rzecznika zlecił prezesowi mojego sądu i przewodniczącej wydziału sporządzenie opinii służbowych na mój temat, liczę się z tym, że kolejnym krokiem może być przeczesywanie mojego referatu na kilka lat wstecz w poszukiwaniu błędów i uchybień, które mogłyby dać pretekst do wszczęcia kolejnego postępowania dyscyplinarnego.

Pani i wielu innych sędziów bardzo krytycznie ocenia poczynania Ministerstwa Sprawiedliwości. Tymczasem ono przygotowuje dla was drugą odsłonę reformy.

Po pierwsze, tego, co przez ostatnie dwa lata zrobiono z wymiarem sprawiedliwości, nie da się nazwać reformą. To szeroko zakrojona wymiana kadrowa połączona z podporządkowaniem organów zarządczych w sądach oraz aparatu dyscyplinarnego ministrowi sprawiedliwości, a także z upolitycznieniem Krajowej Rady Sądownictwa. Należy się spodziewać, że owa druga odsłona tzw. reformy może wyglądać podobnie, jeśli nie gorzej. Nieprzemyślane zmiany organizacyjne w sądach skończą się jedynie pogłębionym chaosem, co znacząco przedłuży już i tak niekrótkie postępowania i zachwieje stabilnością sądownictwa.

Podoba się pani pomysł wprowadzenia sędziów pokoju?

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony wydaje mi się, że szkoda kwalifikacji kształconego przez wiele lat sędziego do sądzenia prostych spraw typu picie alkoholu w miejscach publicznych lub jazda bez biletu za 2 złote. Z drugiej jednak konstytucja gwarantuje każdemu prawo do rozpoznania jego sprawy przez niezależny i niezawisły sąd.

Mogą nimi być nieprawnicy?

Tu również mam mieszane uczucia. Gdyby sędziowie pokoju mieli orzekać w najprostszych sprawach, to nawet nieprawnik teoretycznie powinien sobie z takimi sprawami poradzić po przejściu obowiązkowego szkolenia. Dla mnie zasadniczą kwestią jest to, by zachować apolityczność sądów również na tym najniższym szczeblu. Czyli taki sędzia pokoju nie powinien należeć do partii politycznej ani prowadzić działalności publicznej mogącej podważać zaufanie do jego bezstronności. Słowem, również do takich sędziów powinien mieć zastosowanie art. 178 ust. 3 konstytucji. Istotną kwestią jest również to, jak sędziowie pokoju mieliby być wybierani. Nie wyobrażam sobie, że kandydatów wskazywałyby np. partie polityczne.

Co pani myśli o spłaszczeniu struktury sadownictwa?

Tak naprawdę po wprowadzeniu systemu wynagradzania opartego na stawkach awansowych już nastąpiło znaczne spłaszczenie struktury sądownictwa pod względem finansowym. Natomiast podział sądów na rejonowe, okręgowe i apelacyjne jest istotny z punktu widzenia specjalizacji. Swego czasu pracowałam w sekcji do rozpatrywania spraw o przestępstwa gospodarcze. Obok bardzo poważnych i czasochłonnych spraw byliśmy zmuszeni sądzić również wiele spraw drobnych, co powodowało, że na te wielkie często brakowało czasu. Moim zdaniem, i zaznaczam, że jest to mój osobisty pogląd, specjalizacja i podział zadań są potrzebne do zapewnienia efektywnej pracy sądów.

A jak ocenia pani pomysł wprowadzenia jednego urzędu sędziego sądu powszechnego? Środowisko sędziowskie samo kiedyś proponowało takie zmiany.

Jest to kolejny temat zastępczy, który ma odwrócić uwagę od rzeczywistych problemów sądownictwa. Rzucanie takiego pomysłu praktycznie kilka miesięcy przed wyborami, gdy nie ma on żadnych szans na odpowiedzialne wprowadzenie w życie, według mnie jest pozbawione jakichkolwiek cech racjonalności. Wiąże się to ze zmianą nazw sądów, likwidacją części jednostek, koniecznością nowelizacji ogromnej liczby aktów prawnych, wreszcie napisaniem od nowa praktycznie wszystkich kodeksów proceduralnych. Nie ma na to w tej chwili ani czasu, ani środków, skoro w budżecie nie można było znaleźć pieniędzy nawet na znaczniejsze podwyżki dla pracowników sądów. Można przypuszczać, że ukrytym celem tego pomysłu jest usunięcie części niewygodnych sędziów pod pretekstem likwidacji ich sądów czy zmiany ich nazwy. Zamiast wprowadzać kolejną rewolucję w sądownictwie, należałoby pomyśleć o wzmocnieniu kadry urzędniczej, zatrudnieniu większej liczby asystentów i referendarzy, co pozwoliłoby sędziom skupić się na ich podstawowym zadaniu, tj. orzekaniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA