fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Status sędziów sądów dyscyplinarnych – dylematy i praktyka

Fotorzepa, Jakub Dobrzynski Jakub Dobrzynski
Nowa formuła orzekania w sprawach dyscyplinarnych sędziów budzi wiele zastrzeżeń natury konstytucyjnej i proceduralnej. Po kilku miesiącach funkcjonowania warto zapytać, jak wygląda status sędziów, którym przyszło w tym postępowaniu orzekać.

„Sąd przy sądzie", czyli przybudówka

Artykuł 175 ust. 1 konstytucji stanowi, iż wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe. Artykuł 1 § 1 ustawy z 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (dalej: u.s.p.) dookreśla, iż sądami powszechnymi są sądy rejonowe, okręgowe oraz apelacyjne, przy czym dzielą się one – ujmując w skrócie – na wydziały. Działalnością sądu kieruje prezes i on też jest zwierzchnikiem służbowym sędziów (art. 22 §1 pkt 1b u.s.p). Odnosząc powyższą strukturę do sądów dyscyplinarnych, trudno określić, na jakim szczeblu organizacyjnym się plasują. Twór w postaci „sądu przy sądzie" do żadnej z kategorii nie przynależy. Nie ma struktury organizacyjnej właściwej jakimkolwiek sądom, ani nawet autonomii budżetowej, która dla jednostek takiego szczebla jest właściwa. Gołym okiem widać, że sądowi dyscyplinarnemu bliżej do wyodrębnionego funkcjonalnie wydziału sądu apelacyjnego niż do odrębnej jednostki sądowej.

Sądów dyscyplinarnych nie można jednak z przyczyn oczywistych uznać za wydziały sądów apelacyjnych, bo orzekają w nich sędziowie sądów różnych szczebli, w tym niższego rzędu, którzy w związku z powierzeniem im obowiązków w sądzie dyscyplinarnym nie uzyskali statusu sędziów sądów apelacyjnych, ani też nie zostali delegowani do orzekania w sądzie wyższym (apelacyjnym).

Orzekanie w „sądzie przy sądzie" być może ma jakąś głębię normatywną i tylko sceptycznym laikom kojarzy się z orzekaniem w sądowej przybudówce, skleconej na wątpliwych podstawach. Wszelkie niejasności dotyczące przynależności służbowej sędziego znacząco jednak godzą w jego sytuację zawodową, rzutując na zakres praw i obowiązków.

Z obowiązkami, bez praw

Od maja 2018 r. sędzia wskazany przez ministra sprawiedliwości obowiązany jest wykonywać powierzone mu obowiązki sędziego sądu dyscyplinarnego (art. 82c i 110a u.s.p) i nie ma żadnej formalnoprawnej możliwości, aby takiego wyróżnienia uniknąć. Niezależnie od arbitralnego charakteru powyższej decyzji zastosowanie konstrukcji władczego „powierzenia obowiązków" w „sądzie przy sądzie" oznacza zobligowanie sędziego dyscyplinarnego do orzekania w dwóch, często znacznie oddalonych od siebie jednostkach organizacyjnych, z obejściem wszelkich zasad, które regulują przesunięcia kadrowe sędziów i które mają na celu zagwarantowanie im stabilności miejsca orzekania. Nie wchodząc w szczegóły, odnotować jedynie warto, iż nie tylko zmiana miejsca służbowego sędziego wymaga jego zgody (art. 55 u.s.p), ale nawet przeniesienie do innego wydziału czy też delegowanie do obowiązków w innym sądzie lub instytucji nie może nastąpić bez jego zgody (art. 22 a § 4a u.s.p, art. 77 § 1–9 u.s.p.). Dodajmy, że sędzia delegowany w trybie art. 77 u.s.p. ma prawo nie tylko wyrazić swoje zdanie w sprawie delegacji, ale nawet przysługuje mu cały pakiet świadczeń rekompensujących „niedogodności wynikające z delegowania poza stałe miejsce pełnienia służby".

Dlaczego akurat sędziów dyscyplinarnych wyjęto z tych regulacji, tego oficjalnie nie wiadomo. W trosce zapewne o to, aby zbytnio nie kłopotali się szukaniem odpowiedzi, ustawodawca wprowadził art. 110a § 2 u.s.p., który stanowi, iż wykonywanie obowiązków sędziego sądu dyscyplinarnego jest niezależne od wykonywania obowiązków służbowych związanych z miejscem służbowym. Stopień uogólnienia wskazanego przepisu gwarantuje, że żadnej racjonalnej odpowiedzi wyczytać się z niego nie da.

Orzekanie w szpagacie

Pozostając przy prawach sędziego, odnotować też trzeba, że każdy sędzia ma prawo do formalnie określonego zakresu czynności, a gdy obciążony jest dodatkowymi zadaniami, do proporcjonalnie zmniejszonego przydziału spraw. Ma też prawo do przydziału spraw wedle kryteriów jednakowych dla wszystkich. Każdy sędzia, z wyjątkiem dyscyplinarnych. Regulamin wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych „nie rozpoznaje" bowiem orzekania w sądzie dyscyplinarnym jako obciążenia dodatkowego, więc sędzia dyscyplinarny, choć równolegle orzeka w dwóch sądach, w każdym traktowany jest tak, jakby orzekał w jednym. Co więcej, nie określono żadnych zasad, które podwójne orzekanie czyniłyby możliwie bezkolizyjnym. Zważywszy że w postępowaniu dyscyplinarnym niektóre decyzje zapaść muszą w ciągu 24 godzin lub 14 dni, godzenie czynności orzeczniczych wymaga pracy w swoistym szpagacie, co bywa sztuką bolesną.

Konieczność orzekania w tym samym czasie w dwóch różnych jednostkach organizacyjnych ma i to do siebie, że sędzia podlega zwierzchnictwu służbowemu dwóch różnych prezesów. Dość powiedzieć, że ustalenie w takich warunkach choćby planu urlopowego wymaga aprobaty dwóch decydentów.

Co się tyczy przydziału spraw, to wydawać by się mogło, iż odbywa się na zasadach obowiązujących wszystkich innych sędziów a obciążenie wokandami jest podobne. Sęk w tym, że w postępowaniu dyscyplinarnym każdemu składowi orzekającemu przewodniczy sędzia orzekający na stałe w sprawach karnych (art. 111 u.s.p). Oznacza to, że sędziowie wchodzący w skład sądu dyscyplinarnego losowani są według różnych kryteriów, w zależności od profilu orzeczniczego. Sędziowie karniści biorą udział w każdym losowaniu, co znacząco zwiększa ich udział w sesjach. Biorąc pod uwagę, że w małych sądach dyscyplinarnych karnistów bywa czterech-pięciu, prawdopodobieństwo bycia wylosowanym jest znaczne. Słaba to pociecha, że nie w każdej ze spraw karnistą jest referentem, skoro na każdą sesję ze swoim udziałem i tak przyjechać musi.

Za czapkę gruszek

Za pełnienie obowiązków w sądzie dyscyplinarnym przysługuje dodatek funkcyjny w wysokości 0,3 podstawy ustalania wynagrodzenia zasadniczego, w przeliczeniu ok. 1400 zł miesięcznie (brutto). Tak przewiduje załącznik do rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 7 marca 2018 r. w sprawie funkcji i ustalania dodatków funkcyjnych przysługujących sędziom. To samo rozporządzenie w § 5 stanowi jednak, iż w zbiegu dodatków sędziemu co do zasady przysługuje tylko jeden, najwyższy. Co najwyżej może być zwiększony o 10 do 50 proc. Decyduje o tym minister sprawiedliwości. Co z powyższego wynika? Że sędziowie dyscyplinarni za pracę w sądzie dyscyplinarnym otrzymują wynagrodzenie (dodatek), ale nie wszyscy. Jeśli sędzia dyscyplinarny jest w sądzie macierzystym osobą funkcyjną, to nic już mu się nie należy. Chyba że minister sprawiedliwości, oceni to inaczej. W tym roku zwiększył dodatek osobom pełniącym jedną funkcję o 10 proc., ok. 150 zł miesięcznie (brutto).

Taka hojność może oszołomić, jednak nie na tyle, aby nie zapytać o zbieg dodatków funkcyjnych. Skoro u.s.p. w przywołanym art. 110 a § 2 podkreśla, że wykonywanie obowiązków sędziego sądu dyscyplinarnego jest niezależne od wykonywania obowiązków służbowych w miejscu służbowym, to „wiązanie" dodatków zdaje się pozostawać w oczywistej sprzeczności z treścią normy ustawowej. Zwłaszcza jeśli uwzględnić, że pełnienie funkcji w „macierzystym" sądzie w żadnym stopniu nie zmniejszy obowiązków w dyscyplinarnym i odwrotnie.

W sądzie dyscyplinarnym wszyscy sędziowie wykonują te same „czynności związane z powierzonymi im obowiązkami" i są to czynności stricte orzecznicze. Różnicowanie więc wynagrodzenia sędziów jest ich nierównym traktowaniem, niezrozumiałym w świetle zasady wyrażonej w art. 91 § 1 u.s.p. i w art. 178 ust. 2 konstytucji, który stanowi m.in., iż sędziom zapewnia się wynagrodzenie odpowiadające ich obowiązków.

Sprawowanie wymiaru sprawiedliwości nie jest formą zarobkowania jak każda inna i ujmowanie problemu w tej optyce do zręcznych nie należy. Honorowanie sędziów za czynności orzecznicze wynagrodzeniem przywodzącym na myśl pańszczyźnianą czapkę gruszek, stosowne też nie jest.

Chcącemu nie dzieje się krzywda, a innym?

W myśl zasady, iż chcącemu nie dzieje się krzywda, można pomyśleć, że sędziemu, który powyższych wątpliwości nie podziela i w sądzie dyscyplinarnym orzekać chce, żadna krzywda się nie dzieje. Jak jednak postrzegać sytuację sędziego, który do sądu dyscyplinarnego został wcielony i przez sześć lat orzekać musi w dwóch sądach w dodatku bez nadziei na warunkowe, przedterminowe zwolnienie?

Rozwiązania systemowe, w których minister sprawiedliwości może „powołać" dowolnego sędziego z dziesięcioletnim stażem do służby w sądzie dyscyplinarnym, obciążyć go dodatkowymi czynności orzeczniczych poza stałym miejscem służby, a gdy jest osobą funkcyjną, płacić mu wedle uznania lub nie płacić wcale, nie przystają do zasad trójpodziału władzy, o standardach demokratycznego państwa prawa nie wspominając.

Czy taka ocena rzeczywistości jest uprawniona, a wnioski powyższe nie są wyrazem niechęci tych, którzy na prawie i sprawiedliwości zupełnie się nie znają? Przedstawiciele resortu sprawiedliwości przecież jasno oświadczyli, że taki „system jest dużo bardziej racjonalny i sprawiedliwy" (zob. https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1479465%2Cpiebiak-powolywanie-sedziow-sadow-dyscyplinarnych-bez-ich-zgody-nie-narusza-konstytucji.html; data dostępu 29 stycznia 2018 r.).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA