fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Sąd z publicznością pokornieje, a czasem zabawi - komentuje Marek Domagalski

Fotolia
Zamiast przysypiać przed telewizorem, warto czasem pójść do sądu. Nic to nie kosztuje, a odgrywane są, w nim nieraz sztuki lepsze i mądrzejsze niż w teatrze. Przy okazji pełnimy ważną obywatelską funkcję.

W związku z powyborczymi protestami pojawiła się kwestia, czy posiedzenia sądowe, zwłaszcza ewentualne liczenie głosów i przeglądanie kart do głosowania np. z dwoma krzyżykami, powinny się odbywać z udziałem publiczności czy za zamkniętymi dla niej drzwiami.

Kodeks wyborczy wskazuje tryb niejawny dla spraw, w których biorą udział tylko formalni uczestnicy, ale sąd zawsze może zarządzić posiedzenie jawne. Ze względu na obyczajność czy kwestie rodzinne, jawność powinna być wyłączona. W każdym razie w sądach są setki bardzo ciekawych i widowiskowych jawnych spraw. O prawach stron na rozprawie czy świadków wiele się pisze. Prawa publiczności są jakoś pomijane, choć zwykle większą część sali rozpraw meblują ławy dla publiczności.

Być może i z tej przyczyny, inaczej niż jeszcze w latach 90., do sądów przychodzi mniej publiczności. A warto do nich zaglądać, nie czekać, aż zostaniemy pozwani czy odziedziczymy spadek, by o gorszych procesach nie wspominać. Każda sprawa sądowa, jak mówił wybitny adwokat, uczy i buduje. Uczy prawa, i to nie tego zapisanego w książkach, wyrwanych z kontekstu paragrafów, które raczej w błąd wprowadzają, ale znaczenia prawa w realu.

Przychodzą więc na sprawy innych aplikanci, studenci prawa – to naturalne, a także osoby, które mają lub spodziewają się podobnych. Jak ostatnio liczni frankowicze. Ale też niezainteresowani wprost kwestiami prawnymi, ale np. politycznym elementem czy też ciekawym procesem kryminalnym lub znanej aktorki, którą warto zobaczyć w nieco innej i zwykle trudniejszej roli niż teatralna czy filmowa.

Takie osoby nie muszą się tłumaczyć, dlaczego przyszły na rozprawę, a gdyby sąd je zapytał, kim są i w jakim charakterze przyszły, wystarczy odpowiedź, że jako publiczność. Gdyby przez pomyłkę weszli na niejawną rozprawę, sąd każe im opuścić salę – i to wszystko.

Z kolei w sprawach z wyłączoną jawnością zarówno cywilnych, jak i karnych, na których nie może przebywać kto chce, każda ze stron może wskazać po dwie (dorosłe) tzw. osoby zaufania, które mają dodawać niejako otuchy podsądnemu, ale nie mają prawa rozpowszechniać informacji z rozprawy.

Te osoby, tak jak publiczność, wykonują jednocześnie społeczną kontrolę sądów. Na sprawach z elementem politycznym czy dotyczących mocno skrzywdzonych ich obecność jest szczególnie cenna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA