fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Pobyt w ośrodku za rajd na Pałac Prezydencki

Fotorzepa/ Danuta Matloch
Nie w więzieniu, lecz w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym pozostanie mężczyzna, który wjechał samochodem w bramę Pałacu Prezydenckiego – sąd umorzył jego sprawę.

Tomasz S., wykonując szaleńczy rajd ulicami Warszawy, zakończony na ogrodzeniu Pałacu Prezydenckiego, nie był świadomy, co robi – miał zniesioną poczytalność, więc za swój czyn nie poniesie odpowiedzialności karnej.

– Sąd umorzył postępowanie i tytułem środka zapobiegawczego orzekł pobyt podejrzanego Tomasza S. w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym – mówi „Rzeczpospolitej" Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. O to w czerwcu wnioskowała prokuratura wobec niepoczytalności S. i „wysokiego prawdopodobieństwa popełniania przez niego w przyszłości czynu o znacznej społecznej szkodliwości".

W styczniu, w środku dnia 36-latek na zatłoczonych ulicach Warszawy urządził sobie piracką jazdę. Poruszał się pod prąd, a kiedy chciał mu w tym przeszkodzić policjant w radiowozie, S. zaczął uciekać. Potrącił funkcjonariusza i przez chwilę wiózł go na masce, aż ten, spadając, doznał lekkich obrażeń. Na koniec S. próbował wjechać na teren Pałacu Prezydenckiego, ale zatrzymał się na zaporach chroniących wjazd.

Prokuratura postawiła mężczyźnie dwa zarzuty: czynnej napaści na policjanta w związku z wykonywaniem przez niego obowiązków i usiłowania wdarcia się do Pałacu przez sforsowanie samochodem ogrodzenia.

Dlaczego 36-latek to zrobił, czym się kierował i czy Pałac Prezydencki wybrał celowo?

Sam S. tego nie wyjaśnił. Nie odpowiadał na pytania prokuratora, nie przedstawił żadnych motywów, a logiczny kontakt z nim był utrudniony. Po przebadaniu przez biegłych okazało się, że jest chory psychicznie.

Tymczasem po „wyczynie" Tomasza S. pojawiły się sugestie, że szturm na Pałac Prezydencki był nieprzypadkowy – przywołując go, uzasadniano konieczność postawienia barierek wokół Sejmu.

Z opinii wynika, iż Tomasz S. w chwili popełnienia przestępstw miał zniesioną poczytalność. Jednocześnie biegli ocenili, że S. może w przyszłości dopuścić się zachowań zagrażających sobie i otoczeniu. Dlatego prokuratura uznała, że S. wymaga „kontynuacji leczenia psychiatrycznego w warunkach szpitalnych w ramach środka zabezpieczającego" – z czym sąd się zgodził. – Sąd ustalił, iż podejrzany dopuścił się zarzucanych mu czynów, jednak w chwili ich popełniania nie mógł z powodu choroby psychicznej rozpoznać ich znaczenia ani pokierować swoim postępowaniem. Wobec tego tytułem środka zapobiegawczego orzekł pobyt podejrzanego Tomasza S. w zakładzie psychiatrycznym – zaznacza prok. Łapczyński.

Jak długo S. tam pozostanie – to zależy od jego zachowania oraz prognoz lekarzy psychiatrów. Orzekając środek zapobiegawczy w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym, sąd nie określa bowiem, jak długo pobyt w takiej placówce ma trwać. Zgodnie z procedurami stan Tomasza S. będą oceniali okresowo lekarze, od ich opinii zależy czas pozostawania S. w odosobnieniu.

Prokuratura podjęła kroki, by odebrać Tomaszowi S. uprawnienia do kierowania pojazdami. Jak to możliwe, że w ogóle je otrzymał? Mógł zataić chorobę psychiczną – słyszymy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA