Sądownictwo dyscyplinarne

Sędziowie, którzy zadali pytanie do TSUE są wzywani przez rzecznika descyplinarnego

123RF
Sędziowie, którzy zadali pytanie prejudycjalne do TSUE są wzywani przez rzecznika dyscyplinarnego.

Jak podaje Onet, sędzia Ewa Maciejewska z łódzkiego "okręgu", która pod koniec sierpnia zadała pytanie prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości została wezwana przez rzecznika dyscypliny w charakterze świadka. Podobne wezwanie - jak się dowiedzieliśmy - otrzymał dziś także sędzia Igor Tuleya z warszawskiego SO, który również zapytał Trybunał w Luksemburgu, czy wobec nowych przepisów dyscyplinarnych polscy sędziowie mają szansę pozostać niezawiśli. - Nie wierzę w żaden przypadek, tu chodzi o spacyfikowanie tych sędziów, którzy aktywnie bronią niezależnych sądów - mówi nam prezes "Iustitii", prof. Krystian Markiewicz.

Sędzia Markiewicz ma również zeznawać przed rzecznikiem dyscypliny jako świadek. - Poważnie liczę się z tym, że też usłyszę zarzuty - mówi. Jak ustalił onet, wezwana przez rzecznika dyscypliny została też sędzia Maciejewska z Łodzi. Wszystko w związku z postępowaniem, w którym zadała pytanie prejudycjalne do TSUE. Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że nie miało nic wspólnego z wszczęciem postępowań, a wiceszef KRS, sędzia Wiesław Johan podkreśla w rozmowie z Onetem, że każdy ma prawo do wolności słowa.

Najpierw dwa sądy w Polsce zadały unijnemu Trybunałowi Sprawiedliwości pytania prejudycjalne, dotyczące tego, czy polscy sędziowie - wobec przeprowadzonych przez PiS zmian w prawie - mają szansę, by pozostać niezawiśli. Zaledwie kilka dni później jedna z tych, która pytanie zadała, sędzia Ewa Maciejewska z łódzkiego SO, otrzymała od zastępcy rzecznika dyscypliny sędziów sądów powszechnych wezwanie na przesłuchanie - w charakterze świadka. Prowadzone przez rzecznika postępowanie dotyczyć ma, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, właśnie sprawy, w której zwróciła się do Luksemburga.

Podobne wezwanie, jako świadek, dziś dostał także sędzia Igor Tuleya, który również, w zeszłym tygodniu zapytał TSUE o niezawisłość polskich sędziów wobec wprowadzonych przez partię rządzącą drastycznych zmian w postępowaniach dyscyplinarnych.

To jednak nie koniec, bo sędzia Tuleya ma również dwa inne, toczące się już postępowania dyscyplinarne. Jedno z nich dotyczy jego wypowiedzi w TVN24, drugie - uzasadnienia wyroku, jakie wygłosił podczas orzekania w sprawie sławetnego posiedzenia Sejmu, które PiS zwołał w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 roku, bo salę plenarną "okupowała" opozycja.

Sędzia Tuleya, nakazując prokuraturze ponownie wszcząć postępowanie w tej sprawie, ujawnił materiały ze śledztwa, między innymi zeznania czołowych polityków PiS. Na sali były media, a prokurator nie wyrażał sprzeciwu wobec ujawniania treści zeznań. Sędzia, podczas ustnego uzasadniania wyroku stwierdził wprost, że: "16 grudnia (2016 roku - red.) pogrzebano demokrację, bezkarnie zgwałcono prawo, tamtej nocy umarła zwykła ludzka przyzwoitość".

Świadek, albo dyscyplinarka

W charakterze świadka ma również stawić się przed rzecznikiem dyscypliny sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia". - Wejdę jako świadek, wyjść mogę już z zarzutami, poważnie się z tym liczę - mówi nam prof. Markiewicz. - To jest bardzo "sprytnie" pomyślane, bo świadek ma obowiązek mówić prawdę. A wzywa się mnie - robi to zastępca rzecznika dyscypliny sędziów sądów powszechnych, pan Przemysław Radzik - w celu wyjaśnienia bliżej niesprecyzowanych "wypowiedzi medialnych" sędziów. Cóż, sam się wielokrotnie w mediach wypowiadałem i będę to robić dalej, jako reprezentant środowiska - podkreśla.

- Nie wierzę w żaden przypadek, ta akcja "dyscyplinująca" to działania zorganizowane i zaplanowane. Dotykają tych sędziów, którzy potrafią aktywnie sprzeciwić się temu, co się dzieje i stanąć w obronie "zwykłych" ludzi. Bo to oni ucierpią najbardziej, gdy sądy przestaną być niezależne - mówi nam sędzia Markiewicz.

Jak dodaje, w przypadku równoczesnego niemal wzywania na świadków sędziów Maciejewskiej z Łodzi i Tuleyi z Warszawy, prezes "Iustitii" wprost mówi, że chodzi o ich ewentualne zastraszenie za zadanie pytań do TSUE. - A formuła tego wzywania na świadków jest "bardzo kolorowa" - mówi. - Bo wystarczy pomylić jakieś daty i taki świadek po przesłuchaniu wychodzi już z zarzutami - podkreśla prof. Markiewicz.

Dodajmy, że rzecznik "Iustitii", sędzia Bartłomiej Przymusiński ma wszczęte postępowanie dyscyplinarne w związku z tym, że w mediach krytykował procedurę naboru nowych sędziów do Sądu Najwyższego. Został on również - jak ustalił Onet - wezwany przez rzecznika dyscypliny jako świadek. Także chodzić ma o bliżej niesprecyzowane "wypowiedzi w mediach".

Jak mówi nam sędzia Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek z łódzkiego Sądu Okręgowego, obecne działania rzeczników dyscypliny mają jeden cel. - To jest próba wywołania "efektu mrożącego" wśród sędziów, zamknięcia im ust, po prostu zakneblowania ich - podkreśla. - Po to, żeby kolejni się "nie wychylali". Ta akcja nie skończy się na tych sędziach, którzy w różnym charakterze zostali wezwani przed oblicze rzecznika dyscypliny - prognozuje. - To jest chęć zamknięcia ust w ogóle, całemu środowisku. Czekam tylko, kiedy i mnie wezwą, za rozmowę z panią redaktor i z Onetem.

Sędzia Wesołowska-Zbudniewek dodaje, że nie wierzy w żaden przypadek. - Zbyt jaskrawe jest to, że wśród wzywanych przez rzecznika pojawiają się nazwiska tych sędziów, którzy głośno protestują przeciw zmianom w sądownictwie - mówi. - Rządzący, mam wrażenie, idą "szeroką ławą". A pamiętajmy, że na ukończeniu jest wybór Izby Dyscyplinarnej SN. Tak więc, wygląda na to, że ktoś szykuje sobie oręż do walki przed tą Izbą. Po to, by uderzać w sędziów, którzy stawili władzy opór - kwituje sędzia.

Dodajmy, że karą, jaką można wymierzyć sędziemu w postępowaniu dyscyplinarnym jest upomnienie, nagana czy obcięcie części pensji. To środki "miękkie", bo można również przymusowo przenieść sędziego do innego miasta i na inne - niższe stanowisko a także pozbawić prawa do wykonywania zawodu. Tym samym, taki sędzia traci też wszelkie uprawnienia emerytalne, bo jako "nie-sędzia" nie ma prawa do stanu spoczynku.

Wiceszef KRS: jestem za wolnością słowa, ale...

Postępowanie dyscyplinarna ma prawo wszcząć rzecznik dyscypliny - na własny wniosek. Poza nim, prawo zainicjowania takiego postępowania ma również minister sprawiedliwości, prezes danego sądu oraz Krajowa Rada Sądownictwa. - Pani redaktor, nie wiem, czy Rada takie postępowanie inicjowała, pełnej informacji w tej sprawie będę mógł pani udzielić jutro - mówi Onetowi wiceprzewodniczący KRS i przedstawiciel w niej prezydenta, sędzia Wiesław Johan.

Jak dodaje, od zawsze stał na stanowisku, że każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej ma pełne prawo do swobody wypowiedzi. - To jest wpisane w konstytucję, konkretnie, mówi o tym art. 54. Ja zawsze prawa do swobody wypowiedzi będę bronił. - podkreśla sędzia Johan. - Być może w niektórych sądach obowiązuje pragmatyka, że sędziowie powinni swoje wypowiedzi w mediach uzgadniać w przełożonymi. Mnie się to specjalnie nie podoba, bo tak sędzia, jak szewc czy krawiec ma prawo do wolności słowa - zaznacza wiceszef Krajowej Rady. Jak dodaje, jest tu jednak jedno "ale".

- Sędziów obowiązują zasady i pewne ograniczenia, które nie dotykają tak zwanych "zwykłych" ludzi, a wynikają z istoty tego zawodu - zastrzega sędzia Johan. - Otóż, sędzia nie ma prawa wprowadzać do swoich wypowiedzi elementów politycznych. O to miałem pretensje do sędziego Tuleyi, który właśnie polityki użył w jednym z uzasadnień do swoich wyroków - wyjaśnia.

Jak dodaje sędzia Johan, w jego ocenie jeśli sędzia chce uprawiać politykę, powinien zrezygnować z zawodu. - Mój dawny kolega, mec. Władysław Siła-Nowicki mówił mi, że jak na salę sądową wchodzi polityka, to sprawiedliwość wychodzi drugimi drzwiami. Nie możemy sobie na to w sądach pozwolić - przekonuje wiceszef KRS.

Jak dodaje, to sędziowie powinni pamietać, że obowiązuje ich daleko idąca wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o wypowiedzi o charakterze politycznym.

Ministerstwo Sprawiedliwości: to nie my inicjowaliśmy "dyscyplinarki"

Jako, że inicjatywę wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec danego sędziego ma także Ministerstwo Sprawiedliwości, zapytaliśmy rzecznika tego resortu, czy mieli cokolwiek wspólnego ze zmasowaną akcją - a to wszczynania postępowań dyscyplinarnych, a to - "hurtowego" wzywania sędziów na przesłuchania przez rzecznika dyscypliny. - To nie jest pytanie do nas, bo minister nie ma nic wspólnego z tymi działaniami - mówi nam Jan Kanthak. - A przynajmniej ja nic o tym nie wiedziałem. Dlatego mogę stwierdzić, że to na pewno nie była inicjatywa ministra - podkreśla rzecznik resortu.

Jak dodaje, nie chce oceniać działania dwojga sędziów (z Łodzi i Warszawy, oboje wezwani przez rzecznika dyscypliny na świadków-red.), którzy zadali pytania prejudycjalne do TSUE, co wstrzymało bieg prowadzonych przez nich spraw.

- Co do sprawy sędzi z Łodzi, to nic nie powiem, bo nie znam tej sprawy - mówi nam Kathak. - Jednak w przypadku sędziego Tuleyi, to mogę jednoznacznie powiedzieć, że jego działanie jest kuriozalne - podkreśla rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości. - A to dlatego, że próbuje zatrzymać proces gangu oskarżonego o ciężkie przestępstwa tylko po to, by we własnej sprawie wykonać ruch polityczny. Najpierw była próba zawieszenia obowiązywania ustawy przez Sąd Najwyższy, a teraz próba zawieszenia poważnego postępowania karnego - mówi. - Takie działanie pozostawiamy do oceny opinii publicznej, podobnie jak działania sędziów, którzy występowali na manifestacjach politycznych wbrew obowiązującym przepisom - kwituje.

Przypomnijmy, działania sędziego Igora Tuleyi, który zapytał TSUE o sędziowską niezawisłość wobec wprowadzanych przez PiS zmian w postępowaniu dyscyplinarnym ocenił już przedwczoraj minister Zbigniew Ziobro. W TVP Info mówił, że sędzia Tuleya jest "zacietrzewiony politycznie", a jego działania są na korzyść tych, którzy łamią prawo.

- To jest prezent dla bandytów, taka postawa sędziego - mówił minister Ziobro. - To pokazuje, jak nasze reformy i ta izba dyscyplinarna jest potrzebna. Nie można godzić się na to, żeby wymiar sprawiedliwości był traktowany instrumentalnie przez ludzi zacietrzewionych politycznie, którzy zmierzają do tego, aby swoje własne interesy i obsesje polityczne rozgrywać kosztem sprawiedliwości, bezpieczeństwa Polaków, praworządności - kwitował.

Tyle, że - na co zwróciła uwagę publicystka "Polityki" Ewa Siedlecka, sędzia Tuleya nie orzeka w sprawie groźnego gangu, którego członkowie zajmowali się porwaniami czy brutalnym zastraszaniem. Sprawa trójki oskarżonych, których osądzić ma Igor Tuleya została wyłączona do odrębnego postępowania, ma osobny proces, bo poszli na współpracę z prokuraturą. Pozostałą trzynastką oskarżonych, którzy porywali i zastraszali zajmuje się zupełnie inny sędzia.

Źródło: Onet.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL