Rzecz o prawie

Opłaty sądowe w sprawach cywilnych: bardziej podatek czy ekwiwalent

Fotolia.com
Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak lapidarnie skomentował 20 czerwca na łamach „Rzeczpopolitej" przedstawione przez grupę radców prawnych i opracowane pod moją redakcją propozycje niektórych zmian w przepisach regulujących opłaty sądowe w sprawach cywilnych.

Jako współautora tych propozycji cieszą mnie dwie rzeczy. Pierwsza, iż zapowiedzi Kongresu Prawników Polskich o aktywnym włączeniu się środowisk prawniczych w proces tworzenia prawa nie były na wyrost. Druga, że sprowokowany publikacją resort publicznie zadeklarował, iż wkrótce przedstawi swoje propozycje zmian w opłatach sądowych. Rozumiem, że nie będzie uważał ich za nienaruszalne. Opracowanie radców też należy traktować jako propozycje do dyskusji, udoskonalania i uzupełniania.

Niebawem też, mam nadzieję, organizatorom Kongresu Prawników Polskich uda się uzgodnić formułę i zasady funkcjonowania Społecznej Komisji Kodyfikacyjnej. Jej utworzenie zapowiedziała uchwała końcowa kongresu. Ma więc szanse powstać obywatelska infrastruktura dla prowadzenia publicznej dyskusji o usprawnianiu wymiaru sprawiedliwości.

Jest jedna kwestia, która w zebranych na gorąco przez „Rzeczpopsolitą" opiniach o radcowskiej propozycji opłat sądowych mnie niepokoi. To ogólne podejście do roli opłat sądowych, które w pierwszej kolejności muszą ponosić podmioty inicjujące postępowania przed sądami powszechnymi. Nie wchodząc w szczegóły, propozycji przyświecają trzy podstawowe cele:

- racjonalizacja wysokości i sposobu wnoszenia opłat;

- uproszczenie taryfy opłat;

- defiskalizacyjne podejście do ich roli w finansowaniu wymiaru sprawiedliwości.

Spodziewam się, że pierwsze dwa cele nie zantagonizują uczestników debaty. Mniej optymistycznie patrzę na porozumienie co do celu trzeciego. To jego postrzeganie świadczyć będzie jednak o faktycznej gotowości do poważnych zmian w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.

Jedna z kluczowych propozycji radcowskiego opracowania zakłada, że strona inicjująca spór w sprawach o roszczenia majątkowe wnosić będzie (oczywiście jeśli nie spełni warunków zwolnienia z kosztów) znacznie niższą niż obecnie opłatę wstępną. O jej ostatecznej wysokości postanawiałby sąd przy zamknięciu przewodu lub w wyroku, biorąc pod uwagę przebieg i faktyczną złożoność postępowania rozpoznawczego, Minister Piebiak w wypowiedzi dla tak komentuje powyższą propozycje: „Obok szczytnych haseł o dostępie, mamy nadużywanie prawa do sądu" i dalej: „Przerzucenie na koniec procesu egzekucji opłat sądowych narażałoby Skarb Państwa na straty".

To mnie niepokoi. Eliminację jednej z niewątpliwych barier konstytucyjnego prawa do sądu minister nazywa „szczytnym hasłem". Na pierwszym miejscu stawia bliżej niesprecyzowany interes Skarbu Państwa.

Opłata sądowa jest formą daniny publicznej, ale nie podatkiem, tylko świadczeniem uiszczanym jako ekwiwalent za czynności sądowe. Ekwiwalent znaczy równoważnik. Intencję autorów opracowania, o którym pisała „Rzeczpospolita" jest to, by wysokość i zasady wnoszenia opłat odpowiadały tak rozumianej ekwiwalentności.

Autor jest byłym prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL