fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Krzysztof Szczucki: Granice między dopuszczalną krytyką a mową nienawiści

Adobe Stock
Trudno ustalić precyzyjne granice między dopuszczalną krytyką a mową nienawiści.

Tragiczna śmierć Pawła Adamowicza, oprócz żałoby i pytań o sens tego zdarzenia wzywa nas także do analizy obowiązujących rozwiązań prawnych, w szczególności w celu zastanowienia się, czy możliwe są zmiany, które mogłyby zapobiec podobnej tragedii. Różne rozwiązania były sugerowane przez niektórych komentatorów już w ubiegłym tygodniu. Niewątpliwie najbliższy czas, w miarę ustępowania najsilniejszych emocji, przyniesie ożywioną debatę nad kolejnymi propozycjami legislacyjnymi. Trudno się zresztą temu dziwić.

Warto jednak już na początku tego procesu zauważyć, że nowe rozwiązania prawne mogą nieść ze sobą także pewne ryzyka. Przynajmniej te, o których do tej pory powiedziano, nie mogą być zaakceptowane bezkrytycznie. Nie oznacza to, że w żadnym razie nie nadają się do przyjęcia. Decyzja powinna być jednak poprzedzona krytyczną analizą i wieloaspektowym rozważeniem ewentualnych konsekwencji wprowadzanych zmian.

Warto też pamiętać o czymś, co współcześnie coraz trudniej jest nam zaakceptować. Wiara w prawo, jako narzędzie mogące, przynajmniej potencjalnie, doprowadzić do pełnego osiągnięcia stawianych przed nim celów, zawsze prędzej czy później nas zawodzi. W akcie prawnym zadekretować można przeróżne gwarancje i procedury. Wcale nie oznacza to jeszcze, że pójdzie za tym zmiana otaczającej nas rzeczywistości. Wiąże się to zresztą poniekąd z jeszcze inną, smutną niestety prawdą. Ludzkość nie dysponuje narzędziami pozwalającymi wyeliminować przestępczość, tym bardziej jeżeli chce być zorganizowana w społeczeństwo demokratyczne.

Pierwszym zagadnieniem, nad którym trzeba się pochylić, są aspekty prawne organizowania imprez tego rodzaju, jak ta, która odbywała się w Gdańsku. Postępowanie prowadzone w sprawie popełnionej zbrodni nie pozwala jeszcze na ustalenie, czy wtargnięcie na scenę było możliwe, ponieważ obowiązujące procedury były niedostatecznie przestrzegane, czy też obowiązują niedostatecznie skuteczne procedury.

Innymi słowy, trzeba sprawdzić, czy problem sprowadza się do złego prawa, czy też do niewłaściwego stosowania prawa, które samo w sobie mogłoby być skuteczne. Jeżeli okaże się, że organizatorzy imprezy lub inne podmioty odpowiedzialne za jej poszczególne elementy nie zrealizowali właściwie swoich obowiązków, to zmiany prawa dotyczącego organizowania imprez masowych mogą okazać się nieuzasadnione. Ewentualne nowelizacje w tym zakresie powinny być rozważone, dopiero gdy gotowe już będą pierwsze raporty wskazujące na przyczynę zaistniałego zdarzenia.

Coraz częściej wskazywaną propozycją reakcji prawnej jest też wprowadzenie do polskiego prawa karnego nowego typu czynu zabronionego, który kryminalizowałby mowę nienawiści. Pomysł może wydawać się interesujący, szczególnie ze względu na widoczną gołym okiem na portalach społecznościowych i różnego rodzaju forach wymiany opinii w sieci wulgaryzację języka i reakcje, które mieszczą się w zakresie czegoś, co nazywamy mową nienawiści. Problemem jest jednak to, że kategoria ta jest niezwykle nieostra, a przez to ocenna i stanowiąca duże wyzwanie dla funkcji gwarancyjnej prawa karnego.

Są oczywiście takie wypowiedzi czy zachowania, których zakwalifikowanie do zbioru nienawistnych nie budziłoby żadnych wątpliwości. Cień semantyczny tego pojęcia pozostaje jednak dość szeroki, co może być niebezpieczne ze względu na konieczność zagwarantowania każdemu wolności wypowiedzi.

Trudno jest wyznaczyć precyzyjne granice pomiędzy dopuszczalną krytyką a mową nienawiści. Czy mamy gwarancję, że krytyk jakiegoś zjawiska lub nawet określonych postaw konkretnych osób nie zostanie uznany za sprawcę mowy nienawiści, bynajmniej nie ze względu na szerzoną nienawiść, ale z powodu niewygodnych dla niektórych poglądów, które głosi?

Od lat w doktrynie prawa karnego oraz w świecie mediów i polityki dyskutuje się o zasadności utrzymywania w systemie typów czynów zabronionych polegających na znieważeniu i zniesławieniu. Podnoszone zastrzeżenia dotyczą zarówno typów zorientowanych na ochronę zwykłych obywateli, jak i na ochronę piastunów najważniejszych urzędów państwowych. Jednym z argumentów przeciwko tym typom jest ewentualny efekt mrożący, które mogą one powodować w debacie publicznej. Warto się zastanowić, czy podobnego efektu nie spowoduje wprowadzenie nowego typu czynu zabronionego i jednocześnie, czy jego wprowadzenie pozwoli nam rzeczywiście osiągnąć spodziewane rezultaty.

W końcu wskazuje się także, że konieczne mogą być zmiany w prawie karnym wykonawczym oraz w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. To wydaje się najbardziej uzasadnione. Musimy się zastanowić, czy obowiązujące obecnie w porządku prawnym instrumenty pozwalają poradzić sobie z osobą, która odbyła już karę lub w niedługim okresie zakończy jej odbywanie, a istnieje jednocześnie prawdopodobieństwo, że jest chora psychicznie w takim stopniu, który niesie zagrożenia dla niej samej i dla otoczenia. Nie powinno to jednak zamienić się w bezterminową prewencyjną izolację, niepopartą wysokim prawdopodobieństwem ponownego popełnienia czynu zabronionego. W przeciwnym razie możemy zatracić sprawiedliwościowy wymiar prawa karnego.

Kolejny raz przychodzi nam ważyć potrzebę poczucia bezpieczeństwa i potrzebę wolności oraz prywatności. Trzeba stanąć w prawdzie i przyjąć, że nie da się maksymalizować ochrony naszego bezpieczeństwa bez jednoczesnego ograniczania wolności i prywatności jednostek. Nie da się w znaczącym stopniu skuteczniej chronić nas przed przestępstwami bez dalej idącego stosowania środków, takich jak podsłuchy, kontrola komunikacji w internecie czy nawet izolacja prewencyjna. Ewentualną decyzję warto odłożyć do czasu, gdy będziemy w stanie powziąć ją w sposób bardziej przemyślany.

Autor jest doktorem nauk prawnych, autorem publikacji z zakresu prawa karnego i konstytucyjnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA