fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Sławomir Sowiński: Imperium będzie kontratakować

Jarosław Kaczyński w otoczeniu członków rządu
Jarosław Kaczyński w otoczeniu członków rządu
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
PiS nie chce, by po prawej stronie powstała alternatywa.

Szczególny duch unosi się od jakiegoś czasu nad horyzontem polskiej polityki. Ale nie jest to – jak anonsują niektórzy – widmo lewicowej rewolucji, która z dnia na dzień zmieść by miała z posad bryłę naszego tradycyjnego świata, ale raczej nastrój politycznego chaosu i zagubienia, jaki wkradł się w prawicowe szeregi „dobrej zmiany".

Na ten wyborczy dryf składają się i wyborcza szarża w maju, i polityczne skutki „piątki dla zwierząt", osobliwe dzieje walki z pandemią i rywalizacja na konserwatyzm wewnątrz koalicji. Wreszcie – brak politycznego planu władzy po wyroku TK.

Choć na gruncie gospodarczej prosperity z lat 2015–2019 PiS do perfekcji opanowało sztukę wprowadzania polskiej polityki w ostre, efektowne wiraże, to na lotnych piaskach pandemii i kryzysu taka sama ostra jazda kończy się coraz wyraźniejszym poślizgiem i utratą kontaktu z częścią elektoratu. I jeśli na naszych oczach rzeczywiście kształtuje się przyszłość polskiej sceny politycznej, to dzieje się to raczej w jej centrum i po prawej jej stronie niż po – głośno protestującej – stronie lewej.

Wystarczy rzucić okiem na jesienne sondaże. Najbardziej zaskakującą ich tendencją jest brak wyraźnej pozytywnej tendencji zarówno w przypadku Lewicy, jak i Koalicji Obywatelskiej, których politycy są przecież aktywni na głośnych protestach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Niewiele wiemy także o politycznym elektoracie samego OSK. Wyraźne natomiast – co nie znaczy nieodwracalne – zmiany dotyczą jednoznacznego, na poziomie 10 pkt proc., spadku poparcia dla PiS.

Istotą momentu politycznego, w którym się znajdujemy, wydaje się nie tyle lewicujący protest OSK, ile zdumienie i rozczarowanie miliona albo i dwóch milionów prawicowych wyborców PiS. I to od trwałości oraz głębokości tego zdumienia zależeć będzie wiara w polityczną sprawczość prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a w konsekwencji przyszłość jego politycznego obozu i całej sceny politycznej.

Kto może powalczyć o zaufanie tej ważnej dziś grupy wyborców? Nie bez szans jest Szymon Hołownia, którego polityczny talent części elektoratu „dobrej zmiany" kojarzyć się może z energią (tą z kampanii roku 2015) ówczesnego kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy, który w swym mocnym entre przełamywał kolejne sondażowe progi. Coś do zaoferowania ma także – idąca coraz wyraźniej wolnorynkowym kursem – Konfederacja, zwłaszcza gdyby przedłużyć się miał lockdown w usługach. Ale kluczowy jednak wydaje się tu refleks polityczny Platformy i PSL.

W przypadku największej partii opozycyjnej nie chodzi nawet o większą powściągliwość w wyścigu z Lewicą czy o konserwatywne gesty, ale o solidną pracę u politycznych podstaw. O rozbudowę eksperckiego zaplecza, o sięgnięcie po nowych, młodych, dynamicznych, zdolnych, o kształcenie kadr, o demonstrację, że rzeczywiście chce się być partią skutecznej władzy.

Receptą dla ludowców, poza konsekwentną drogą ku centrum i przywództwem Władysława Kosiniaka Kamysza, jest demonstrowanie jeszcze większego zrozumienia dla proeuropejskich oraz zarazem konserwatywnych aspiracji milionów wyborców z byłych miast powiatowych i byłych wojewódzkich, które w roku 2015 stały się matecznikiem „dobrej zmiany".

Doświadczony i ciągle silny obóz Zjednoczonej Prawicy będzie zapewne kontratakował. Już dziś wyobrazić sobie można eksponowanie kolejnych, mobilizujących elektorat napięć, obietnice dalszych socjalnych transferów, nie mówiąc już o odżegnywaniu opozycji od patriotyzmu.

Ale pole manewru PiS ograniczyło się. Szanse na wizerunek skutecznej prawicowej partii „wszystkiego najlepszego": od wolnorynkowej modernizacji po państwo socjalne i wyrazisty konserwatyzm, są dziś znacznie mniejsze niż w r. 2015. Na ograniczenia sprawczości „dobrej zmiany", poza naturalnym zmęczeniem władzą czy przejawami chaosu, wpływać też będą zapewne czynniki zewnętrze i chłodniejszy wiatr zza Atlantyku.

Czy na tym nowym polu gry PiS może odzyskać zaufanie wyborców? Nie można tego wykluczyć. Choć potrzebne będzie tu zapewne jakieś kolejne polityczne otwarcie, być może poważna rozmowa o politycznych pryncypiach, lojalności wewnątrz koalicji, pozycji premiera Mateusza Morawieckiego i pomyśle na drugą kadencję prezydenta Dudy.

Nie można jednak wykluczyć jeszcze jednego rozwiązania. Zobrazować je można opowieścią o stupolowych warcabach (zwanych we Francji czasem „warcabami po polsku"). Ich pomysł w XVIII w. miał zrodzić się w głowie gracza przegrywającego grę na planszy tradycyjnej. Można sobie wyobrazić, że w przypływie politycznej desperacji obóz władzy obecną 41-okręgową planszę wyborczą, dającą szanse na budowanie prawicy wobec PiS alternatywnej, zechce zamienić na tę 100-polową, prowadzącą do zasadniczej polaryzacji sceny politycznej. Polaryzacji, która wzmacniając pozycję KO, znacznie ograniczyłaby polityczne możliwości PSL, Konfederacji, a nawet projektu Szymona Hołowni.

Autor jest dr. hab. w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji UKSW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA