Rzecz o polityce

Sondaż: Polacy przeciwko ustawie degradacyjnej

Posiedzenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego 14 grudnia 1981 roku
ADM
Czyszcząc przeszłość, PiS nie zdobędzie punktów, wzmocni za to lewicę.

Ponad połowa Polaków uważa, że rząd nie powinien wprowadzać przepisów pozwalających na degradację wojskowych z czasów PRL. Tylko co trzeci badany popiera ten pomysł – wynika z badań przeprowadzonych przez IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej".

Ponad połowa (55,8 proc.) ankietowanych nie zgadza się na to, aby Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak i inne osoby działające w komunistycznych organach bezpieczeństwa PRL zostały pozbawione stopni wojskowych. Tylko 29 proc. aprobuje takie rozwiązanie.

W grupie przeciwników dominują osoby o poglądach lewicowych. Większość z nich określa siebie jako „wierzących i niepraktykujących" lub „niewierzących i niepraktykujących".

Za degradacją generałów PRL są głównie wyborcy PiS, ale oni też okazują się podzieleni (64 proc. za). Co ciekawe, za przyjęciem takich uregulowań jest też 22 proc. zwolenników PO i 17 proc. partii Razem.

Taką formę odwetu za działania z przeszłości przeważnie akceptują widzowie „Wiadomości" TVP – 53 proc. Oglądający telewizje komercyjne są przeciwnikami: w przypadku „Wydarzeń" Polsatu aż 71 proc. mówi nie, a „Faktów" TVN – 66 proc.

PiS od początku swoich rządów stopniowo wprowadza ustawy, które mają na celu rozliczenie przeszłości i odcięcie się od ustaleń Okrągłego Stołu. Obowiązuje już ustawa dezubekizacyjna (pozbawiła wysokich uposażeń funkcjonariuszy komunistycznych organów bezpieczeństwa), dekomunizacyjna (zmienia patronów ulic), a teraz ma obowiązywać także degradacyjna.

W zawieszeniu jest ciągle sprawa obcięcia przywilejów płacowych wojskowym, np. byłym żołnierzom WSW. „Jastrzębie" co jakiś czas wypuszczają też balony o przenoszeniu grobów PRL-owskich przywódców (np. Bieruta).

Wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz nazwał w Sejmie planowaną degradację „prawem do historycznej sprawiedliwości". Przepisy mają dotyczyć 400 wojskowych, ale też sędziów i prokuratorów. Spośród nich około 100 oficerów wojska, którzy wydawali rozkazy użycia broni przeciwko ludności cywilnej. Członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) stracą stopień wojskowy z mocy prawa, co prezydent RP ogłosi w „Monitorze Polskim". Pozbawiani stopni lub ich bliscy będą mogli pójść do sądu.

Ustawa budzi kontrowersje, bo umożliwia degradację także pośmiertnie, co jak podkreślają zarówno historycy, jak i prawnicy, nie było stosowane w innych krajach. Pośmiertnej degradacji nie stosowała władza komunistyczna wobec znienawidzonych przedstawicieli II Rzeczypospolitej, a nawet stalinowska Rosja (choć w czasie czystek masowo degradowano i rozstrzeliwano oficerów Armii Czerwonej).

Opór wobec tych zmian przybiera formę samoorganizacji przeciwników. Badania pokazują, że wzmacnia twardy elektorat lewicy, który, wydawać by się mogło, kilka lat temu się rozsypał. O grupę tę walczy nie tylko SLD, ale też PO oraz Nowoczesna. Dotychczas grupa przeciwników degradacji kojarzona była z Andrzejem Rozenkiem (SLD), a także Tomaszem Siemoniakiem, byłym ministrem obrony (PO), którzy integrują środowiska wojskowych emerytów zagrożonych nowymi przepisami.

Grupy te mogą zyskać wzmocnienie, gdy SLD wesprze córka generała Monika Jaruzelska. Zapowiada ona start w wyborach. „Nie chcę już bronić ojca, chcę bronić rodzin wojskowych, dla których ta ustawa może być bardzo dotkliwa. Nie będę odwoływała się od degradacji ojca, bo to nic nie zmienia. (...) i tak mój ojciec przejdzie do historii jako generał" – powiedziała w programie #RZECZoPOLITYCE.

Degradacja Jaruzelskiego i Kiszczaka nie ma żadnego znaczenia poza gestem czysto symbolicznym.

Bronisław Komorowski, były prezydent, uważa, że jest to próba zemsty na nieboszczykach. Ale zwraca też uwagę na rzecz istotniejszą. „Z niepokojem patrzę na psucie zasad. Stopnia generała nie zdobywa się w nagrodę, ale za zasługi jako żołnierz. Generał Jaruzelski zdobył stopień oficerski na wojnie, przelewając krew za ojczyznę" – powiedział w naszym programie.

Trudno się też nie zgodzić z historykiem i politologiem prof. Antonim Dudkiem, który uważa, że degradacja to temat zastępczy, „którym PiS chce przykryć mniej dla siebie wygodne tematy".

Sęk w tym, że siła rażenia tej ustawy niekoniecznie musi być korzystna dla PiS. Bo temat ten dzieli obóz dobrej zmiany. To pokazują badania IBRiS. Stanie się tak, gdy prezydent Andrzej Duda zdecyduje się pozbawić stopnia generalskiego Mirosława Hermaszewskiego.

Hermaszewski w 1978 roku jako pierwszy Polak poleciał w kosmos i spędził siedem dni na pokładzie stacji kosmicznej Salut 6. W 1981 roku pod swoją nieobecność (był na studiach w Moskwie) został wciągnięty na listę członków WRON. Jan Olszewski, były premier RP, przypomina, że nie miał on żadnego wpływu na decyzje tego organu. Nie powinno się go mieszać z Jaruzelskim i Kiszczakiem.

Pierwszy polski kosmonauta, wykorzystywany w czasach rządów późnego Edwarda Gierka jako symbol PRL-owskiego sukcesu, przez kolejne lata wzbudzał sympatię. Niespecjalnie angażował się w politykę. I ma też niezwykle ciekawą historię osobistą. W 1943 roku jako dziecko cudem przeżył masakrę wsi Lipniki dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów. Jest jednym z ocalałych z rzezi wołyńskiej.

Takiej osoby łatwo się nie degraduje. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL