fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Uczestnicy wyścigu poszli na dno

Wikimedia
„Pierwsza połowa XIX wieku miała w historii flot wojennych znaczenie szczególne. Rozpoczęta w Anglii rewolucja przemysłowa ogarnęła wówczas pozostałe państwa europejskie i Amerykę Północną, poszczególne zaś wynalazki zaczęto wprowadzać również w budownictwie okrętowym".

Tak o znaczeniu XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej pisał Paweł Piotr Wieczorkiewicz w „Historii wojen morskich" (Londyn 1995). Natomiast pierwsza połowa XXI wieku w badaniach historii flot wojennych ma znaczenie szczególne, ponieważ współczesna technologia pozwala na stosunkowo łatwe docieranie do głęboko leżących wraków, wspaniałych zabytków techniki morskiej. W ostatnim czasie informacje o odkrywaniu takich wraków sypią się jak z rękawa. Oto kilka z nich.

Na początek wiadomość sprzed kilkunastu dni: w Morzu Północnym, na wysokości Yorkshire, 20 mil od brzegu natrafiono na wrak niemieckiego okrętu podwodnego UC-47. Badają go naukowcy z Uniwersytetu w Southampton, posługując się wielowiązkowym sonarem, podwodnym robotem i trójwymiarowym skanerem. W 1917 r. UC-47 został staranowany przez brytyjski patrolowiec, poszedł na dno jak kamień, z całą załogą.

Chorwaci zaś w swoich wodach terytorialnych zlokalizowali wrak włoskiego krążownika pancernego „Giuseppe Garibaldi" – leży na głębokości 122 m. W 1915 r. storpedował go austro-węgierski okręt podwodny. Jest to wspaniały zabytek techniki: zwodowano go w 1899 r. we włoskiej stoczni Ansaldo (Genua). Napędzały go dwie śruby poruszane silnikami o łącznej mocy 14 000 KM. Uzbrojony był w 30 dział i cztery wyrzutnie torpedowe. Przy prędkości 10 węzłów miał zasięg 4400 mil morskich.

Z kolei między Irlandią a Szkocją podczas kładzenia kabla podwodnego na głębokości 200 m natrafiono na wrak niemieckiego okrętu podwodnego z czasów Wielkiej Wojny. Głębokość jest zbyt duża, dlatego eksploracja tego wraku możliwa jest jedynie przy użyciu podwodnych robotów. Okręt zatonął ze wszystkim, co było w środku – z mapami, dokumentami, rzeczami osobistymi załogi; wszystkie jego urządzenia to ponad 100-letnie zabytki techniki.

Ostatnio wraki trzech brytyjskich okrętów wojennych zlokalizowali Estończycy na Bałtyku, koło wyspy Saaremaa. Są to: HMS „Cassandra" (zatonął w 1918 r.) oraz HMS „Myrtke" i HMS „Gentian" (oba w 1919 r.). Estonia uznaje je za własność rządu brytyjskiego, do Muzeum Morskiego w Tallinie trafiło tylko kilka przedmiotów z tych wraków.

Chyba niewiele się pomylę, jeśli stwierdzę, że większości ludzi określenie „wyścig zbrojeń" kojarzy się z rywalizacją między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Sowieckim, która to rywalizacja stała się spektakularna zaraz po zakończeniu II wojny światowej, a „sygnałem startowym" było zdetonowanie bomb atomowych nad Japonią. To prawda, ale to nie pierwszy wyścig zbrojeń na wielką skalę pomiędzy mocarstwami. Przed I wojną Niemcy – ówczesne mocarstwo – rozpętały wyścig zbrojeń, którego widownią stały się morza i oceany. Grossadmiral Alfred von Tirpitz (1849–1930), twórca cesarskiej marynarki wojennej, tak skomentował współzawodnictwo z drugim ówczesnym mocarstwem – Wielką Brytanią: „We wszystkim, oprócz ilości, przewyższaliśmy Anglików" (za: Paweł P. Wieczorkiewicz, op. cit.). Ocenę tę wypowiedział, mając na uwadze I wojnę.

I oto teraz, po upływie ponad stulecia od tamtych wydarzeń, historycy wojskowości i historycy techniki – dzięki odnajdywanym wrakom z tamtego okresu – po raz pierwszy mają okazję sprawdzić, czy von Tirpitz miał rację. A jeśli ją miał, to na czym polegała owa techniczna wyższość Niemców? Co prawda brzmi to jak pytanie o wyższość świąt Wielkiejnocy nad świętami Bożego Narodzenia, które postawił Jan Tadeusz Stanisławski, samozwańczy profesor mniemanologii stosowanej. Ale żarty na bok, sprawa jest poważna, tym bardziej że w tle są szacunki amerykańskiej NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration), z których wynika, że na dnie mórz i oceanów spoczywa mniej więcej 3 miliony wraków, oczywiście ze wszystkich epok.

W 2001 r. Konferencja Generalna UNESCO przyjęła konwencję o ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego. Uznaje ona konieczność zapewnienia równego poziomu ochrony zabytkom na lądzie i pod wodą. Niestety, do końca 2019 r. ratyfikowały ją zaledwie 63 państwa. Dno morskie jest zasobnym magazynem cennych zabytków, których niemało wydobywa się nielegalnie, a potem trafiają one na rynek antykwaryczny. Jak temu zapobiec? Na to pytanie wciąż nie ma zadowalającej odpowiedzi, ale pomysły są. Na przykład naukowcy z brytyjskiego Uniwersytetu w Nottingham oraz z uniwersytetów w Kairze i Aleksandrii współpracują w ramach programu „Presence in the Past" – będą tworzyć trójwymiarowe modele obiektów pogrążonych w morzu koło Egiptu. Na pierwszy ogień poszedł wrak brytyjskiego SS „Thistlegorm", zatopionego przez Niemców 6 października 1941 r. na Morzu Czerwonym. Oby więcej takich inicjatyw.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA