fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Długa droga do impeachmentu

Proces prezydenta Andrew Johnsona w Senacie USA. Ilustracja Theodore’a R. Davisa opublikowana w tygodniku „Harper’s Weekly”
Wikimedia
Powołując się na artykuł II § 4 Konstytucji Stanów Zjednoczonych, przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi zapowiedziała wszczęcie procedury usunięcia prezydenta Donalda Trumpa z urzędu. Amerykańska ustawa zasadnicza przewiduje rozpoczęcie procesu impeachmentu w przypadku podejrzenia o „zdradę, przekupstwo lub inne wysokie przestępstwa i wykroczenia", których dopuścił się szef rządu.

Termin „high crimes and misdemeanors" wywodzi się bezpośrednio z brytyjskiego prawa zwyczajowego. Dotyczył przestępstw, za które Izba Gmin miała prawo odsunąć urzędników koronnych każdego szczebla od pełnienia obowiązków. W 1788 r., zaledwie kilka miesięcy po uchwaleniu amerykańskiej konstytucji, Alexander Hamilton rozpoczął kampanię przekonywania legislatur poszczególnych stanów do ratyfikacji federalnej ustawy zasadniczej. Zdając sobie sprawę, że największe obawy budzi nowo utworzony urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, stworzył pojęcie „niewłaściwe postępowanie osób pełniących funkcje publiczne". Dzięki temu kongresmeni i senatorowie otrzymali prawo do subiektywnej oceny zachowania i sposobu sprawowania urzędu przez każdego funkcjonariusza cywilnego.

Pierwszy raz procedura impeachmentu została wszczęta na początku 1868 r., kiedy Komisja Izby Reprezentantów oskarżyła prezydenta Andrew Johnsona o „obalanie, podważanie i rozkład rządów Stanów Zjednoczonych". 24 lutego tego samego roku izba niższa Kongresu przyjęła rezolucję o usunięciu prezydenta z urzędu. Przyszłość Johnsona znalazła się w rękach senatorów. Aby usunąć głowę państwa z urzędu, potrzeba było głosów co najmniej 67 ze 100 senatorów.

W wyniku zmiany postawy niektórych z nich i równego podziału na zdeklarowanych zwolenników i przeciwników oskarżenia głos rozstrzygający przypadł senatorowi Edmundowi Rossowi ze stanu Kansas. Kiedy przyszedł czas na niego, cała sala zamarła w dramatycznej ciszy. Senator Ross powoli podniósł się z krzesła i spokojnym głosem powiedział: „niewinny". To słowo zadecydowało, że Johnson nie opuścił Białego Domu przed upływem kadencji.

9 sierpnia 1974 r. Richard Nixon sam zrzekł się prezydentury, zanim Kongres przystąpił do procedury impeachmentu. 24 lata później Izba Reprezentantów podjęła decyzję o usunięciu z urzędu prezydenta Billa Clintona oskarżonego o krzywoprzysięstwo w sprawie pozamałżeńskiego romansu ze stażystką Moniką Lewinsky i utrudnianie śledztwa dotyczącego rzekomego molestowania seksualnego Pauli Jones. Po raz trzeci w historii kongresmeni odwołali się do Hamiltonowskiego terminu „niewłaściwe postępowanie osób pełniących funkcje publiczne", jednak 45 demokratycznych senatorów orzekło „niewinny" wobec wszystkich punktów oskarżenia.

Choć żaden z trzech prezydentów nie został realnie pozbawiony władzy, to sama procedura impeachmentu rzuciła cień na ich biografie.

Być może taki jest właśnie obecny cel polityczny demokratów. Zwykła arytmetyka parlamentarna pozwala bowiem z góry uznać, że w obecnym Kongresie USA nie będzie wystarczającej większości, która z powodzeniem przeprowadziłaby procedurę usunięcia prezydenta z urzędu. Ale dla demokratów ważne jest, że Trump będzie zobowiązany złożyć wyjaśnienia przed specjalną komisją Izby Reprezentantów lub przed powołanym przez prokuratora generalnego niezależnym śledczym. Następnie izba niższa będzie głosować nad poszczególnymi artykułami oskarżenia.

Nawet jeżeli tylko jeden uzyska większość głosów, prezydent zostanie formalnie usunięty ze stanowiska, co jest równoznaczne z postawieniem go w stan oskarżenia. Nadal jednak, mimo formalnego „usunięcia" przez Izbę Reprezentantów, będzie bez ograniczeń pełnił swoje obowiązki. Procedura przeniesie się do Senatu, który de facto zamieni się w trybunał stanu, a przewodniczyć mu będzie prezes Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Na tym etapie Izba Reprezentantów wyznaczy ze swojego grona specjalny zespół, którego członkowie wcielą się w rolę oskarżycieli procesowych. Jeżeli co najmniej 67 ze 100 senatorów uzna prezydenta za winnego, zostanie on usunięty, a jego obowiązki przejmie wiceprezydent. Od tej decyzji nie będzie odwołania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA