fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Prezydenci USA na celowniku

6 września 1901 r. w Buffalo Leon Czołgosz, amerykański anarchista polskiego pochodzenia, postrzelił prezydenta Williama McKinleya. Ranny prezydent zmarł 14 września 1901 r.
Wikipedia
Warszawiacy dawno nie widzieli takich korków jak te, które sparaliżowały stolicę w poniedziałek 2 września br. Powodem utrudnień w ruchu ulicznym były uroczystości państwowe z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. W rzeczywistości jednak główną przyczyną paraliżu warszawskiego Śródmieścia okazała się wizyta wiceprezydenta USA Michaela Richarda Pence'a.

Zastosowane środki bezpieczeństwa pierwotnie przewidziano na przyjazd samego Donalda Trumpa. Nasuwa się jednak pytanie, czy nie były one przesadne?

Niestety, historia amerykańskiej prezydentury uczy, że agenci Secret Service mają powody, by przyjmować wszystkie, nawet najbardziej niezwykłe scenariusze zamachu. Praca prezydenta Stanów Zjednoczonych należy bowiem do najbezpieczniejszych zawodów świata. Zdumiewać przy tym może, że tak wielu ludzi obsesyjnie o nią walczy.

Amerykańscy prezydenci są od ponad dwóch stuleci obiektem nieustannej nienawiści licznych środowisk ekstremistycznych i niezliczonej liczby szaleńców. Przykładem jest aż 17 śledztw w sprawie organizacji zamachów na prezydenta Baracka Obamę i kilka gróźb pod adresem jego żony.

Tylko w ciągu ostatnich stu lat udaremniono 24 bardzo poważne próby zamachów na urzędujących prezydentów. Nie wiemy jednak, jak wiele takich prób zostało utajnionych przed opinią publiczną ze względu na dobro śledztwa lub bezpieczeństwo narodowe. Niestety, w historii Stanów Zjednoczonych aż cztery próby zamachów okazały się skuteczne. Wszyscy czterej zabici prezydenci zginęli od kuli z broni palnej. Pierwszy z nich, Abraham Lincoln, został zastrzelony 14 kwietnia 1865 r. przez 26-letniego aktora Johna W. Bootha. Amerykanie byli przekonani, że taka potworność już się nie powtórzy. Jednak koszmar powrócił zaledwie 16 lat później, kiedy 2 lipca 1881 r. na stacji kolejowej Baltimore-Potomac niejaki Charles J. Guiteau oddał dwa strzały z rewolweru 442 Webley w plecy Jamesa A. Garfielda. Prezydent zmarł od ran postrzałowych 19 września 1881 r. w Elberon. Nadal jednak odpowiednio nie wzmocniono ochrony głowy państwa. Dopiero w 1901 r., po zamachu na prezydenta Williama McKinleya, dokonanym przez anarchistę polskiego pochodzenia Leona Czołgosza (dziś mija 118. rocznica tego wydarzenia), do ochrony prezydenta i jego rodziny skierowano agentów Tajnej Służby Stanów Zjednoczonych (The United States Secret Service), którym niemal od razu udało się udaremnić zamach na kolejnego prezydenta – Theodore'a Roosevelta.

Przez kolejne 62 lata agenci Secret Service skutecznie chronili życie swojego szefa. Jednak ich metody zawiodły 22 listopada 1963 r., kiedy na Dealey Plaza w Dallas dwa śmiertelne pociski przerwały na zawsze prezydenturę Johna F. Kennedy'ego. Po zamachu w Dallas agencja USSS znalazła się w ogniu krytyki ze strony mediów i polityków. Zabójstwo Kennedy'ego wymusiło zmianę niemal wszystkich procedur i znaczne zwiększenie środków na ochronę najważniejszych osób w państwie, co przyniosło wymierne efekty w udaremnieniu dwóch kolejnych zamachów, tym razem na prezydenta Richarda Nixona.

5 września 1975 r. agent Larry Buendorf umiejętnie wyrwał pistolet Colt M1911 z ręki 27-letniej Lynette Fromme, usiłującej strzelać do Geralda Forda. Niecałe cztery lata później, 5 maja 1979 r., agenci Secret Service aresztowali bezrobotnego Raymonda Lee Harveya, który zamierzał zastrzelić prezydenta Jimmy'ego Cartera w Civic Center Mall. Od czasu tego wydarzenia agentom USSS udało się zapobiec łącznie dziesięciu zamachom na pięciu kolejnych prezydentów. Szybkiej reakcji tych ludzi życie zawdzięczał także prezydent Ronald Reagan, który 30 marca 1981 r. został raniony przez umysłowo chorego Johna W. Hinckleya.

Amerykańscy prezydenci nie mogą się czuć bezpiecznie nawet wtedy, gdy już opuszczą Biały Dom. W lutym 2011 r. FBI udaremniło zamach na byłego prezydenta George'a W. Busha. Studiujący na amerykańskiej uczelni 20-letni obywatel Arabii Saudyjskiej chciał wysłać do domu byłego prezydenta w Dallas paczkę z lalkami wypełnionymi materiałami wybuchowymi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA