fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak Stalin stał się potworem

Młody Józef Dżugaszwili, prowokator ochrany
EAST NEWS
Sowiecki dyktator zabił zarówno swojego oficjalnego, jak i prawdziwego ojca. To, co się zdarzyło w jego rodzinie, mocno później zaważyło na polityce.

Matka Stalina była kurwą! – krzyknął Zwiad Gamsachurdia, uczeń szkoły podstawowej. Niemal natychmiast rzucił się na niego z pięściami „kolega" z klasy Koba Egnataszwili. To nie była zwykła bójka dwóch szczeniaków z podstawówki. Gamsachurdia zostanie później słynnym antykomunistycznym dysydentem i pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Gruzji. Był synem Konstantina Gamsachurdii, wybitnego nacjonalistycznego gruzińskiego pisarza. Koba Egnataszwili był zaś synem Wasilija Egnataszwilego, redaktora naczelnego partyjnej gazety „Zaria Wostoka". Wasilij Egnataszwili trafi za jakiś czas na krótko do łagru za publiczne rozpowiadanie, że jest przyrodnim bratem... Stalina. Jego drugi brat, Aleksander Egnataszwili, był wówczas oficerem z ochrony Stalina i osobiście próbował potrawy dostarczane na stół Wodza. Nie popełnił tego błędu, co Wasilij, ale i tak za jego plecami nazywano go „bratem Stalina". Aleksander i Wasilij byli synami Koby Engataszwilego, prawosławnego księdza z Gori, rodzinnej miejscowości Stalina. To właśnie Koba Egnataszwili w 1874 r. udzielał ślubu 24-letniemu szewcowi Wissarionowi Dżugaszwilemu i 16-letniej służącej Keke Geladze. W grudniu 1879 r. Keke urodzi syna, którego nazwie „Ioseb" (Józef), zdrobniale: Soso. Po latach przyjmie on pseudonimy: Koba, Bessoszwili, Iwan Wasiliewicz i Stalin. Dokładna data urodzin jednego z największych zbrodniarzy w historii nie jest pewna. Część dokumentów (w tym księgi parafialne) mówi o 18 grudnia 1879 r. (8 grudnia według obowiązującego wówczas w Rosji kalendarza juliańskiego), a część publikacji biograficznych oraz tablica pamiątkowa na dawnym domu Stalina w Gori o 21 grudnia 1879 r. Już więc nawet nad podstawowymi danymi z biografii sowieckiego Wodza unosi się mgła tajemnicy.

Tyran z bezwładną ręką

Sergo Beria, syn Ławrientija Berii (długoletniego szefa sowieckiej bezpieki), jako dziecko poznał matkę Stalina. Wspominał później, że miała opinię kobiety bezbożnej i wulgarnej. Wręcz szokowała inne starsze kobiety swoim językiem i zachowaniem. Otwarcie przyznawała, że w młodości, pracując jako służąca, świadczyła za pieniądze usługi seksualne swoim pracodawcom. A sprzątała m.in. w domu popa Koby Egnataszwilego. Połowa miasta Gori uznawała więc, że młody Soso Dżugaszwili to nieślubny syn Egnataszwilego. (Podczas mojej wizyty w Muzeum Stalina w Gori miejscowa przewodniczka potwierdziła, że tego typu plotki krążą w mieście od lat).

Jak się musiał z tym czuć Wissarion Dżugaszwili? Na pewno musiał słyszeć plotki na temat prowadzenia się swojej żony. Tradycja nakazywała mu zemścić się na człowieku, który zrobił z niego rogacza. Problem jednak w tym, że nie mógł dokonać krwawej zemsty. Był tylko mało zamożnym szewcem, a Koba Egnataszwili był księdzem należącym do lokalnych elit. Wissarion topił więc swój smutek w alkoholu. Z powszechnie lubianego, wesołego gawędziarza przemienił się w ponurego pijaka, który ostro tłukł swoją żonę i małego Soso. W 1885 r. pobił „syna" tak mocno, że uszkodził mu lewą rękę. Później źle się ona zrosła i była wyraźnie krótsza od lewej (Stalin miał potem z tego powodu ogromny kompleks). Wówczas zainterweniował Koba Egnataszwili i doprowadził do tego, że odebrano prawa rodzicielskie Wissarionowi.

Młody Dżugaszwili został przyjęty do szkoły przycerkiewnej w Gori, w której miejsca były zarezerwowane niemal wyłącznie dla przedstawicieli rodzin prawosławnych księży. Stamtąd, prawdopodobnie dzięki protekcji Koby Egnataszwilego, trafił w 1894 r. do seminarium duchownego w Tyflisie (Tbilisi), do którego nie przyjmowano wówczas przedstawicieli niższych klas społecznych. Uczył się tam dobrze, ale po pewnym czasie zaczął przeżywać kryzys psychiczny. Zaprzyjaźnił się z Lado Ketszkowelim, byłym uczniem seminarium, który wyleciał z niego za gruziński nacjonalizm, a wcześniej był maltretowany przez ojca. Poznał też młodego gangstera Simona Ter-Petrosjana, zwanego Kamo Ormianinem (jego przydomek „Kamo" wziął się stąd, że śmiesznie wymawiał rosyjskie słowo „kamu"). Kamo też był wcześniej ofiarą przemocy domowej. Razem założyli podziemną małą drukarnię.

W 1898 r. młody Stalin namawiał kolegów z seminarium do wstąpienia do jego organizacji rewolucyjnej. Niemal wszyscy odmówili, podrzucił więc wywrotowe ulotki 45 uczniom, a później doniósł władzom szkoły, gdzie tych ulotek szukać. Wszystkich 45 uczniów wyrzucono z seminarium. To była pierwsza duża prowokacja w życiu Stalina. Lado Ketszkoweli próbował potem wprowadzić Dżugaszwilego do organizacji socjalistycznej w Tbilisi. Noe Żordania, przyszły prezydent niepodległej Gruzji (i krewny żony Ławrientija Berii), wyczuł jednak w Stalinie prowokatora i nie wpuścił go do siatki. I miał rację. Ketszkoweli pracował wówczas dla carskiej tajnej policji – ochrany i wciągnął do tej prowokatorskiej roboty młodego Stalina. Późniejszy sowiecki dyktator miał w ochranie m.in. pseudonimy „Riaboj" („Dziobaty") oraz „Iwanowski". Przez ponad 10 lat będzie jednym z najgroźniejszych – ale też jednym z najmniej subordynowanych – agentów carskiej tajnej policji na Kaukazie. W przerwach między partyjną i prowokatorską robotą będzie urządzał napady na banki. Jego człowiekiem od „mokrej roboty", wykorzystywanym m.in. do zabijania partyjnych konkurentów i niewygodnych świadków, będzie Kamo Ormianin. Dżugaszwili ma czasem problemy z oficerami prowadzącymi, którzy mają mu za złe jego kryminalną działalność. Jest więc kilkakrotnie zsyłany na Syberię i zawsze z niej ucieka dzięki pomocy innych oficerów ochrany.

Zmienione pseudonimy

Stalinowska historiografia bardzo długo utrzymywała, że Wissarion Dżugaszwili, oficjalny ojciec Stalina, zmarł w 1890 r. Współczesna historiografia twierdzi, że odszedł on z tego świata w 1906 r. Zmarł na gruźlicę w szpitalu w Tbilisi, na co są ponoć dokumenty. Nie tłumaczy jednak, jak to się stało, że Wissarion został pochowany w mieście Telawi, stolicy regionu Kachetii we wschodniej Gruzji. Obecnie przejazd z Tbilisi do Telawi zajmuje około godziny, ponad 100 lat temu trwało to o wiele dłużej. Czemu tam transportowano ciało biednego alkoholika? Wissarion nie miał przecież w Telawi żadnej rodziny i nikt nie dbałby tam o jego grób. Dokumenty w tym przypadku nie są zaś źródłem 100-procentowo pewnym. W latach 30. na polecenie Stalina masowo bowiem fałszowano papiery dotyczące jego przeszłości. Nawet przesunięto przecież o kilka dni oficjalną datę urodzin samego Wodza. Stalin twierdził zaś, że jego ojciec na pewno zmarł w 1906 r. W redagowanej przez siebie biografii z okresu dzieciństwa, wydanej w 1939 r., umieścił przypis: „Wissarion Iwanowicz Dżugaszwili zmarł w 1906 r.". Swojej córce Swietłanie powiedział, że jego oficjalny ojciec „zginął w pijackiej bójce – ktoś dźgnął go nożem".

Roman Brackman w swojej znakomitej książce „The Secret File of Joseph Stalin" przedstawił rewolucyjną hipotezę dotyczącą śmierci Wissariona. Hipotezę opartą na szeregu mocnych poszlak. Według niego na początku 1906 r. młody Stalin i Kamo odwiedzili miasto Telawi. Pewnego wieczoru, w jednej z lokalnych spelunek, Stalin zauważył swojego oficjalnego ojca – Wissariona Dżugaszwilego. Wissarion prawdopodobnie znalazł pracę w Telawi. Pod wpływem silnych emocji Stalin postanowił go zabić. Powiedział swojemu kompanowi, że rozpoznał policyjnego kapusia. Ormiański gangster czuł zaś wręcz zwierzęcą nienawiść do policyjnych informatorów. Kamo zaczaił się więc na Wissariona w ciemnej uliczce obok knajpy. Miał przy sobie siekierę, którą owinął w kurtkę. Tej nocy padało, więc kurtka była przemoczona. Rąbnął staruszka Wissariona w głowę siekierą, a później jeszcze dźgnął go nożem. Oficjalny ojciec Stalina po kilku chwilach był już martwy.

Kilka tygodni później Stalin napisał artykuł, w którym nazwał Dumę (rosyjski parlament) bękartem. Pisał o zadaniu jej wielokrotnych ciosów nożem, „ciosu z dołu", „ciosów z boku". Artykuł podpisał nowym pseudonimem: „Bessoszwili", czyli „syn Wissariona". Tak jakby zaczął się identyfikować ze swoim oficjalnym ojcem. Wkrótce potem jedzie do Gori. W dniu jego pobytu w tym miasteczku zostaje zatłuczony na śmierć Koba Egnataszwili. Policja przesłuchuje Stalina w tej sprawie. Szybko jednak go wypuszcza. Wszyscy w mieście wiedzą przecież, że Koba Egnataszwili był dla młodego Dżugaszwilego wielkim dobrodziejem. Nie mogą sobie wyobrazić, by młodzieniec, któremu ten ksiądz okazał tak wielką dobroć, był jego mordercą. Jakiś czas później Stalin przyjmuje nowy pseudonim: Koba.

Dżugaszwili kontynuuje karierę prowokatora ochrany. W 1912 r. ta kariera zostaje jednak poważnie zachwiana. Płk Bielecki, oficer polskiego pochodzenia z moskiewskiego oddziału ochrany, rozpoczyna grę operacyjną: chce uczynić swojego agenta pierwszym bolszewickim deputowanym do Dumy. Tym agentem jest Polak – Roman Malinowski, TW „Krawiec". Urodzony pod Płockiem bliski współpracownik Lenina był w swojej karierze: krawcem, dekarzem i żołnierzem, by później zostać szpiegiem. (Czyżby do tej sprawy nawiązywał John Le Carre w tytule swojej książki: „Tinker, tailor, soldier, spy"?). W ochranie trwa jednak walka frakcji. Stalin i Malinowski są rywalami i każdy z nich się dowiaduje, że jego przeciwnik jest agentem. Stalin sprzymierza się z pułkownikiem Wasiliewem, rywalem Bieleckiego, i razem próbują zdemaskować Malinowskiego, by Wasiliew zajął w centrali miejsce Bieleckiego. To się nie udaje i Stalin idzie w odstawkę. Zostaje zesłany na Syberię, a jego teczka trafia do petersburskiego archiwum ochrany. Od tej pory Stalin ma olbrzymi antypolski kompleks. Uważa, że Polacy zmawiali się, by przeszkodzić w jego karierze prowokatora. Odzywa się on w nim nawet po kilku dekadach. Np. podczas bitwy pod Stalingradem nakazuje Nikicie Chruszczowowi uważnie obserwować marszałka Rodiona Malinowskiego, którego podejrzewa o bycie krewnym Romana Malinowskiego.

Teczka Stalina leży sobie spokojnie w archiwum aż do wybuchu rewolucji bolszewickiej. Funkcjonariusze bolszewickiej bezpieki później ją przeglądają, ale uznają, że dotyczy ona jakiegoś mało znanego działacza. Nikt wówczas nie kojarzy, kim jest „Józef Dżugaszwili". Ten groźny prowokator przez ostatnich kilkanaście lat kilkakrotnie zmieniał tożsamość, a w 1917 r. używał już swojego najbardziej znanego pseudonimu: Stalin. Pierwszą osobą, która skojarzy, że Dżugaszwili i Stalin to jedna i ta sama osoba, będzie Feliks Dzierżyński. W dniu jego śmierci w lipcu 1926 r. teczka tego niezwykle groźnego prowokatora trafi na jego biurko wraz z partią papierów sukcesywnie mu przesyłanych z archiwów w Leningradzie. Niektórzy podejrzewają, że stanie się ona główną przyczyną śmierci „Żelaznego Feliksa".

W labiryncie projekcji

Nieco inaczej potoczyły się losy Kamo Ormianina, mordercy Wissariona Dżugaszwilego. Brał udział w napadach rabunkowych, trafiał do więzień, a tam symulował szaleństwo, smarując się ekskrementami. Wyszedł zza krat po rewolucji lutowej.

Stalin przedstawił go Leninowi jako słynnego rewolucjonistę. Kamo dostał zadanie stworzenia oddziału dokonującego rajdów na tereny opanowane przez białych. Każdemu nowemu członkowi oddziału robił test: część jego ludzi napadała na grupkę świeżych rekrutów, udając białogwardyjskich żołnierzy. Wiązali nowych do drzew i organizowali im fałszywą egzekucję. Podczas tego testu jeden z rekrutów wygadał się, że jest szpiegiem białych. Kamo Ormianin go zastrzelił, a potem rozpruł mu nożem klatkę piersiową i wyrwał z niej serce, pokazując innym rekrutom. Gdy usłyszał o tym Lenin, stwierdził, że nawet jak na jego standardy Kamo jest niebezpiecznym szaleńcem i nie chce go widzieć na oczy. Z powodu obaw o niestabilność psychiczną Kamo nie został przyjęty do Czeka. Znalazł jednak zatrudnienie jako celnik.

Pewnej nocy w 1922 r., gdy jeździł rowerem po ulicach Tbilisi, uderzyła w niego ciężarówka. Zginął na miejscu. Stalin szybko wysłał ekipę, która skonfiskowała jego prywatne zapiski. W 1938 r. nakazuje wysadzić w powietrze grób Kamo.

Scena zabójstwa jego oficjalnego ojca bardzo głęboko wbija się Stalinowi w wyobraźnię. Gdy w 1940 r. podejmuje decyzję o zabiciu Lwa Trockiego, wydaje szczegółową dyspozycję, jak zamach ma być przeprowadzony. Wódz życzy sobie, by Trocki został zatłuczony siekierą owiniętą w mokry kożuch. Specjaliści od „mokrej roboty" z Łubianki nie wierzą własnym uszom. Czemu Trocki ma akurat zginąć w ten sposób? Trocki żyje w swojej willi w Mexico City. A kto w Meksyku w środku suchego i upalnego lata nosi kożuch? W końcu drogą kompromisu ustalono, że zabójca – Ramón Mercader – zabije Trockiego czekanem, który owinie wcześniej w płaszcz. Płaszcz ten wzbudził podejrzenia ochrony największego rywala Stalina (na dworze było wszak ponad 30 stopni ciepła!), ale Trocki na swoje nieszczęście za bardzo ufał Mercaderowi i zadbał, by ochrona zbytnio go nie sprawdzała. Kilka minut później dostał czekanem w głowę.

W 1948 r. Stalin zlecił zabójstwo znanego żydowskiego aktora Solomona Michoelsa. To był rok, w którym sowiecki dyktator zaczął wszędzie wokół siebie widzieć „syjonistyczne spiski". Stalinowi nie podobało się przede wszystkim to, że Michoels zbliżył się do jego dalszej rodziny. Uznał, że ten żydowski artysta węszy na temat jego przeszłości rodzinnej. Wcześniej kazał wsadzić do łagru żydowskiego reżysera Aleksieja Kaplera, 40-latka, który zaczął się umawiać na randki z jego 14-letnią córką Swietłaną. Stalin podchodzi więc do sprawy Michoelsa niezwykle emocjonalnie. Wydaje dyspozycje, by zatłuc go siekierą owiniętą w kożuch, a następnie przejechać po jego ciele ciężarówką. Jest to więc połączenie śmierci Wissariona Dżugaszwilego, Trockiego i Kamo. Ze względu na techniczne problemy z realizacją tego scenariusza Michoels ginie jedynie w zaaranżowanym wypadku samochodowym w Mińsku Białoruskim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA