fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Karel Schwarzenberg: Byłem szefem gabinetu Havla

Od lewej: były prezydent Czech Václav Havel, czeski minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg i były premier Hiszpanii José María Aznar na międzynarodowej konferencji w Pradze, 5 czerwca 2007 r
AFP, Mandel Ngan
Praca z prezydentem Václavem Havlem to najlepsze chwile mojego życia. Żeby być szczerym: czas, który z nim spędziłem, był szczególny – mówi Karel Schwarzenberg, czeski arystokrata i polityk, dwukrotnie minister spraw zagranicznych

Jak to jest być katolikiem w kraju takim jak Czechy, niespecjalnie religijnym?

Cóż, żyje się z tym całkiem normalnie. Większość moich przyjaciół i ludzi wokół nie jest zbytnio religijna. Jak w całej Europie. Ale nie sprawia mi to kłopotu. A propos Kościoła katolickiego, miałem wujka, który wiele dziesiątków lat temu był austriackim ambasadorem. Jeździł do Włoch, do Watykanu. Uwielbiał przebywać na łonie przyrody. Otóż któregoś dnia wybrał się do schroniska na najwyższym szczycie Apeninów. Siedzi więc na tej górze, podziwia widoki, a tu przychodzi jakaś grupa ludzi. Mówią po polsku. Pewnie z Polski. Robiło się późno, więc ich spytał: „Idziecie?". Poszli z nim na dół. To był ważny dzień. To byli polscy biskupi. Wielu z nich to kardynałowie. Między nimi nowy arcybiskup Krakowa. Dyplomaci go rozpoznawali.

Smaczne. Czeska tradycja jest świecka?

Tak jest.

Miejska. Burżuazyjna. Zupełnie niearystokratyczna. Ale wracając do pańskich osobistych refleksji – jaka tradycja intelektualna jest najmocniejsza wśród współczesnych Czechów? Kto na nich najmocniej wpłynął? Bohumil Hrabal? Jaroslav Hašek? A może Čapek? Wizjoner?

Hrabal. Ten facet chyba bardzo. Čapek był w większym stopniu idealistą.

I wizjonerem.

Czy ja wiem... Wizjonerem?

Wymyślił roboty, a nawet więcej, stworzył słowo „robot".

No tak, stworzył słowo „robot". Pisał też o białej gorączce. Tak, był wizjonerem. Nie wiem, jak to powiedzieć. Był nowatorski. Rozważał ideał demokratycznego państwa. Był wielkim pisarzem. Czy widzę jego wpływ? Lubię go, ale jest pisarzem z innej epoki. Z międzywojnia.

Jacy są współcześni Czesi? Szczęśliwi? Prozachodni? Demokratyczni? Jak zdefiniowałby pan swój naród?

Przyziemni. Zawsze przyziemni. Nie jesteśmy specjalnie entuzjastyczni.

Był pan sekretarzem w kancelarii Václava Havla?

Nie, byłem szefem jego gabinetu.

Co to było za doświadczenie – praca z Havlem?

Wspaniałe. Praca z nim to najlepsze chwile mojego życia. Żeby być szczerym: czas, który z nim spędziłem, był szczególny. Wyjątkowy człowiek. Nadzwyczaj wyjątkowy.

Kim był dla pana? Byliście w podobnym wieku.

Cóż, on był prezydentem, a ja zwykłym urzędnikiem.

Ale trochę przyjacielem czy może...

Przyjacielem też, ale przede wszystkim szefem.

Takim, za którym się idzie?

Właśnie tak. Zawsze był szefem.

Miał mocny autorytet?

Tak.

I dominował intelektualnie?

Tak.

Jego słowa były dla was porywające? Kształtowały wasze umysły?

Tak. Chociaż nie do końca – w tym sensie, że mogliśmy mieć własne przekonania. Ale mocno na mnie wpływał. Byłem już żonaty i po pięćdziesiątce, kiedy do niego dołączyłem. To był najlepszy czas w moim życiu.

A co z podziałem Czechosłowacji? To kluczowa chwila. Czy przyjął to jako sprawę naturalną? Czy było to nieszczęście dla niego, dla kraju – jak dla Karela Kryla? Bo, jak pan pamięta, dla Kryla był to dramat.

Tak, był. Ale Václav Havel był dobrym i mądrym człowiekiem. Zaakceptował to jako fakt, choć bardzo go to bolało. Zwłaszcza że byli tacy, którzy świadomie dążyli do podziału kraju, mimo że nie mieli poparcia większości.

Nigdy nie było poparcia większości dla podziału Czechosłowacji?

Nigdy. Ani w Czechach, ani na Słowacji. Ale byli tacy, którym na tym zależało i którzy doprowadzili do rozpadu.

Co się stało z dziedzictwem Havla?

Cóż, kiepsko z tym, jak pan wie. Obaj jego następcy stanowczo odcinali się od jego dziedzictwa, zarówno Klaus, jak i Zeman. Ale był czas, kiedy to dziedzictwo się liczyło. Wielu ludzi zdawało sobie sprawę, że był wielkim człowiekiem i powinniśmy bardziej się o niego troszczyć. To oczywiście jeszcze przyszłość. Przyjdą nowi ludzie, którzy może się o dziedzictwo Havla upomną.

Czy sądzi pan, że Czesi rozumieją, jakie idee zostawił im Havel w testamencie?

Myślę, że tak. W pewnych kręgach to trwa. Nie we wszystkich, bo część go nie tolerowała. Ale ma do dziś, jak sądzę, sporo zwolenników.

Jakie idee zostawił Czechom i Europie?

Jego główne przesłanie dla rodaków było takie, że powinniśmy zaakceptować naszą przeszłość, to że popełniliśmy wiele błędów i w tym sensie nie jesteśmy lepsi od sąsiadów. I że każde pokolenie ma do odrobienia pracę z wolności demokracji. Nie myśli się o tym wyzwaniu, kiedy przed nami stoi, ale ono stoi przed każdym pokoleniem. Havel był zafascynowany procesem tworzenia silnego społeczeństwa obywatelskiego. Jego wiara w polityków i system partyjny była niepodważalna, tak jak przekonanie, że demokracja i wolność mogą przetrwać wyłącznie w ramach silnego społeczeństwa obywatelskiego.

Wróćmy na chwilę do pańskich osobistych dziejów. Opuścił pan Czechy w 1948 roku jako dziecko.

Po 1968 roku zaangażował się pan w tworzenie ośrodków czechosłowackiej opozycji za granicą. Później utworzył pan Czechosłowackie Centrum Dokumentacyjne gromadzące zakazaną twórczość.

To było później. Dwadzieścia lat później. Spotkałem dr. Vilema Prečana, który tworzył zbiory czechosłowackiego samizdatu i twórczości, która powstała na uchodźstwie. Brakowało mu środków, więc zaproponowałem mu miejsce w Scheinfeld pod Norymbergą, gdzie nie trzeba było latać samolotem. To ważne, Norymberga to pierwsza stacja kolejowa osiągalna dla tych, którzy udawali się na Zachód.

Pracowaliście z największymi, takimi jak Kundera, Hrabal, Seifert, Škvorecky...

Największą pracę wykonywał dr Prečan. Ja musiałem się zajmować swoimi biznesami, także po to, by zapewnić Centrum środki finansowe. Tak więc sława należy się Vilemowi Prečanowi. A co do Kundery, to nie było z nim łatwo.

Dlaczego?

To straszny mizantrop. Na dodatek nie chciał żadnych kontaktów z Czechami. Nasze kontakty były sporadyczne.

A co z Hrabalem?

Hrabal został w kraju. Nie publikował w samizdacie, a my zajmowaliśmy się tylko samizdatem. Oczywiście Hrabal to wielki autor, ale ze względu na nasz cel statutowy nie mogliśmy go publikować.

Seifert? Czeska poezja niezależna?

Seifert tak. Oczywiście późny Seifert, kiedy nie był już członkiem partii, lecz zadeklarowanym opozycjonistą.

Zastanawia mnie, czy ci wielcy twórcy mają jakiś znaczący wpływ na postawy dzisiejszych Czechów.

O tak, podobnie jak Czesław Miłosz na was. I inni Polacy.

Choćby Zbigniew Herbert, on był wyjątkowo ważny.

Tak. I jeszcze ten pisarz, który mieszkał w Argentynie.

Gombrowicz.

Tak. Gombrowicz.

Ale ja myślę o współczesnych Czechach. Czy wciąż są pod wpływem Hrabala, Kundery? Czy może szukają innych autorytetów?

Nie. Nie ma nowych autorytetów.

Żadnych?

Nie, nie ma żadnych.

A może zamiast tych wielkich nazwisk literackich większy wpływ ma popkultura? Jakaś konstelacja współczesnych gwiazd, od Karela Gotta do Jaromira Nohavicy?

Oczywiście, że są popularniejsi od pisarzy. Karel Gott to wielki pieśniarz, a Nohavica pisze też wiersze. Kiedy się czyta teksty jego piosenek, trudno zaprzeczyć, że to dobra poezja. Zawsze bronię Nohavicy.

Z tego, co wiem, Czesi bardzo się starają zachować narodową kulturę w muzyce, literaturze. Jak jest naprawdę? Czy są bardziej pod wpływem kultury anglosaskiej? Czy nadal „czeskość" dominuje w krajobrazie kulturowym?

W młodym pokoleniu kultura anglosaska jest bardzo popularna. Angielska, amerykańska muzyka.

Tak samo w Polsce.

To przykre. Tak samo na całym świecie. Gdziekolwiek przyjedziesz. Choćby do Kijowa, wszędzie ta sama muzyka.

A co z czeską inteligencją? Czy wciąż istnieje taka formacja umysłowa? Taka klasa, tak wyraźnie obecna w komunizmie?

Jest trochę ważnych, znaczących ludzi. Ciągle istnieją. I są z pewnością inteligencją. Zresztą to główni przeciwnicy aktualnego prezydenta, który – jak pan wie – za głównego wroga uznaje praską kawiarnię. Tak, Zeman i praska kawiarnia to wielcy wrogowie.

Pozwoli pan, że na chwilę wrócę do narodowej tożsamości Czechów? Czy można tu znaleźć odpowiednik dla francuskiego „laicité"?Jakąś laicką ideologię społeczną, która ma zapełnić dziurę po umierającej religijności?

Nie. Nie ma u nas niczego takiego.

Żadnego kodeksu wartości? Czy sądzi pan, że można w ogóle zastąpić Dekalog i wartości chrześcijańskie jakąś aksjologią życia publicznego?

Nie sądzę. Ale oczywiście mocno dyskutuje się tu na temat wartości europejskich. Możliwe, że powinien pan spytać o to kogoś innego, bo dla mnie jedyne ważne i użyteczne słowa przychodzą z czterech gór – z Synaju, z Golgoty, z Akropolu i ze Wzgórza Kapitolińskiego. Również wszystko co nowe wywodzi się z tego źródła. Trudno zresztą te wartości nazwać europejskimi, ponieważ dzielimy je z Amerykanami, Australijczykami, Kanadyjczykami i tak dalej. Swoją drogą, nie jest mi specjalnie po drodze z tymi dyskusjami o wartościach.

Fragment wywiadu z Karelem Schwarzenbergiem, który został opublikowany na łamach „Plusa Minusa" („Trzeba walczyć i się śmiać", 14–15 maja 2016 r.).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA