fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jacques Chirac. Długa droga do Pałacu Elizejskiego

Jacques Chirac konsekwentnie piął się po szczeblach kariery aż do funkcji prezydenta Francji
bew
Jacques Chirac działał na scenie politycznej przez ponad 40 lat, był prezydentem Francji w latach 1995-2007. Jak zostanie zapamiętany?

W czwartek 26 września 2019 r. światowe media przekazały informację o śmierci 86-letniego Jacques’a Chiraca. Ten polityk o imponujących osiągnięciach, którego życie mogłoby służyć za temat niejednej książki, zajmował między 1967 a 2007 r. najwyższe stanowiska we Francji. Był kolejno (często zajmując kilka stanowisk jednocześnie – prawo francuskie pozwalało na kumulację mandatów): doradcą w Pałacu Elizejskim, posłem, kilkakrotnie ministrem, merem Paryża przez 18 lat, założycielem i przewodniczącym największej prawicowej partii, dwa razy premierem w czasie prezydentury Giscarda d’Estainga i François’a Mitterranda. W końcu przez dwie kadencje pełnił urząd prezydenta Republiki Francuskiej. Żaden inny polityk nie przebywał na szczytach władzy tak długo.

Przez 40 lat był liderem praktycznie niezatapialnym, nigdy nienasyconym władzą. Jego zwolennicy podziwiali go za nieposkromione ambicje i witalność, przeciwnicy uważali go za oportunistę, a także za człowieka zbyt tchórzliwego w podejmowaniu decyzji dotyczących reformowania kraju. Chirac dobrze ucieleśniał powiedzenie polityka IV Republiki, H. Queuille’a: „nie ma takiego problemu, dla którego brak rozwiązania nie byłby w końcu rozwiązaniem”. Rzeczywiście, całym swym politycznym życiorysem Chirac udowodnił, że dla zdobycia władzy potrafił poświęcić dużo energii, natomiast raz zdobytą władzę sprawował bardzo ostrożnie. Nicolas Sarkozy mówił o nim „ostatni z Leniwych Królów”. Ja jednak polemizowałbym z „Małym Mikołajem” – jak Chirac, odnosząc się do bohatera Goscinny’ego, nazywał Sarkozy’ego – i z tak złośliwą oceną.

Jacques Chirac jako mer Paryża gościł m.in. byłego prezydenta USA Ronalda Reagana 17 czerwca 1989 r.
laurent rebours/ap/east news

Zanim został prezydentem

Zamiast opisywać 12 lat prezydentury Chiraca, chciałbym bardziej skupić się na wcześniejszym okresie – dwudziestu ośmiu latach politycznego życia przyszłego prezydenta, latach torujących mu drogę do tego najwyższego urzędu. Całe moje życie świadomego obywatela właściwie pokrywa się z polityczną karierą Chiraca. Miałem 16 lat, a prezydentem był jeszcze de Gaulle, kiedy w 1967 r. po raz pierwszy usłyszałem nazwisko Chirac. Jego mentorem był ówczesny premier Francji Georges Pompidou. Chirac, jako świeżo dyplomowany absolwent prestiżowej ENA, pracował wtedy w ekipie premiera.

Pompidou zachęcał swojego pupila, aby ten wystartował w wyborach parlamentarnych z okręgu Paryża, gdzie miałby wygraną praktycznie zapewnioną. Chirac jednak wolał wystartować z departamentu Correze, wiejskiego ośrodka Masywu Centralnego, który był bastionem partii komunistycznej. Przystojny, energiczny młody człowiek, umiejący rozmawiać ze wszystkimi, po pełnej werwy kampanii na wsiach i targach małych miasteczek bez większego trudu wygrał w okręgu Ussel. Premier Pompidou, który czule nazywał Chiraca „swoim buldożerem”, zdecydował, że jego protegowany wejdzie do rządu.

Zadebiutował jako wiceminister do spraw socjalnych i dał się zauważyć dzięki ambicji i ciężkiej pracy w negocjacjach rządu ze związkami zawodowymi w czasie strajków w maju 1968 r. W jego partii (gaullistowskiej UDR) ceniono socjalne wyczucie, którym był obdarzony. Przeciwnicy, szczególnie komuniści (Front Narodowy jeszcze nie istniał), ironizowali z tego „wyczucia” i empatii wobec ludzi ubogich i niewykształconych. Komuniści uważali, że była to tylko poza przedstawiciela burżuazji, który w 1956 r. poślubił Bernadette Chodron de Courcel, wywodzącą się z arystokracji. Państwo Chirac dzięki pieniądzom żony stali się właścicielami zamku w Correze. Bez względu na to, co myślała o nim lewica, wyborcy Chiraca wywodzący się z ludu uważali, że jako poseł dobrze ich rozumie i dobrze reprezentuje.

Po wielu latach, już jako prezydent, ciągle chętnie uczestniczył w różnych spotkaniach na prowincji, jedząc regionalne wędliny i pijąc piwo w towarzystwie rolników czy listonoszy. W tym samym czasie ten przyjaciel ludu był jednocześnie przyjacielem miliardera François Pinaulta, właściciela wielu luksusowych marek, jednego z najbogatszych Francuzów, czy Rafika al-Haririego – bardzo majętnego premiera Libanu zamordowanego w 2005 r. Czy tym samym należy widzieć w tej sprzeczności jakąś podwójną grę, czy Chirac grał przyjaciela ludu z czystej kalkulacji? Otóż nie. Wszystkie świadectwa potwierdzają, że polityk autentycznie wsłuchiwał się w głosy skromnych ludzi, darzył ich sympatią i nigdy – mimo wysokiej pozycji i elitarnego wykształcenia – nie okazywał im swojej wyższości. Chirac często zaskakiwał, wielokrotnie udało mu się zadziwić swoimi działaniami francuską klasę polityczną.

Prezydent François Mitterrand i premier Jacques Chirac podczas obchodów Święta Narodowego Francji, 14 lipca 1986 r.
east news

Szef rządu prezydenta d’Estainga

Jednym z jego pierwszych niezapomnianych posunięć politycznych był „apel czterdziestu trzech”. W kwietniu 1974 r. przed końcem swojego mandatu umiera prezydent Pompidou. Kto zostanie wybrany na jego następcę? Wszystko wskazuje na premiera ówczesnego rządu, Jacques’a Chaban-Delmasa, gaullistę, szefa partii UDR, bohatera ruchu oporu w latach 40., mera Bordeaux. Jest on zdecydowanym faworytem gaullistów. Chirac w rządzie Chaban-Delmasa był ministrem spraw wewnętrznych. Gaulliści związani z tym ruchem od początku, wierni Chaban-Delmasowi, uważali Chiraca bardziej za technokratę niż za wytrawnego polityka. Byli w wielkim błędzie. On dwoił się i troił, aż przekonał czterdziestu trzech deputowanych, żeby nie głosowali na Chaban-Delmasa, lecz na centrystę, błyskotliwego ministra finansów Giscarda d’Estainga.

Polityczny manewr udał się, d’Estaing został wybrany na prezydenta Francji. Ten postępowy absolwent politechniki, bardzo proeuropejski, chcący skończyć z gaullizmem w starym stylu, mianował Chiraca szefem swojego rządu. Będąc u steru władzy, ci dwaj politycy nie potrafili się jednak „dogadać”.

Drugie mistrzowskie zagranie Chirac przeprowadził latem 1976 r. Prezydent d’Estaing, genialny, lecz często bardzo wyniosły, traktował niekiedy Chiraca nieco pogardliwie. Konstytucja francuska zapewnia premierowi prowadzenie rządu, tymczasem prezydent często załatwiał sprawy ze swoimi partyjnymi kolegami, którzy byli ministrami w rządzie Chiraca. W lecie 1976 r. Chirac deklaruje: „Nie mam warunków do sprawowania funkcji premiera, podaję się więc do dymisji”. W grudniu 1976 r. na kongresie gaullistowskiej partii UDR owacyjnie przyjęty przez 50 tys. zwolenników Chirac powołuje do życia nową partię: RPR (Zjednoczenie dla Republiki), na której czele staje, wybrany przez aklamację, i którą kieruje do 1994 r. Partia ta będzie od tej pory odnosić duże wyborcze sukcesy.

Mer stolicy Francji

Trzecim politycznym wyczynem Chiraca było zdobycie merostwa Paryża. Jako premier na zlecenie Giscarda d’Estainga przygotował i przegłosował 31 grudnia 1975 r. prawo, które przywracało funkcję mera Paryża wybieranego w wyborach bezpośrednich. Była to innowacja, gdyż od czasu Komuny Paryskiej (1871 r.) stolica z racji porządku publicznego była administrowana nie przez mera, jak to miało miejsce w innych miastach Francji, lecz przez wysokiego rangą urzędnika, prefekta Paryża. Prawo z 31 grudnia 1975 r. służyło planom Chiraca.

Kiedy w marcu 1977 r. rozpisano wybory na fotel mera Paryża, wystawił swoją kandydaturę i wygrał z dużą przewagą z protegowanym Giscarda, centrystą Michelem d’Ornano. Chirac zasiadł na prestiżowym fotelu pierwszego od stu lat mera Paryża i z przewrotną przyjemnością torpedował inicjatywy państwa dotyczące stolicy Francji. Otoczony wybitnymi osobowościami, jak choćby oddany Alain Juppé, stworzył z merostwa Paryża samodzielny potężny ośrodek władzy. Tą „chirakowską twierdzą”, zatrudniającą 40 tys. urzędników i dysponującą olbrzymim budżetem, zarządzał przez 18 lat. Stojąc na czele tej światowej metropolii, Chirac sam stał się światowy: za każdym razem, kiedy do Francji przybywały z oficjalną wizytą głowy obcych państw, mer Paryża, opierając się na starym zwyczaju wywodzącym się z ancien régime’u, organizował dla nich w miejskim ratuszu wystawne przyjęcia. Było to jak „prztyczek w nos” dla urzędującego prezydenta, irytowało to zarówno Giscarda, jak i Mitterranda.

Kierując Paryżem, Chirac umocnił swoją międzynarodową pozycję i zdobył wiarygodność męża stanu, tym bardziej że stał również na czele potężnej partii RPR. Kumulacja różnych funkcji nie sprawiała mu kłopotu: od marca 1986 do maja 1988 r. (okres kohabitacji z prezydentem Mitterrandem, pierwszy w historii Francji) był nie tylko premierem, lecz także szefem najpotężniejszej partii V Republiki, prezydentem Rady Departamentu Correze i wreszcie merem Paryża. Jego polityczny „apetyt” był nieposkromiony.

Przegrane wybory prezydenckie

Czwartym politycznym posunięciem Chiraca był start w wyborach prezydenckich w 1981 r. Przegrał, mając za przeciwników Giscarda (ubiegającego się o drugi mandat) i Mitterranda. W drugiej turze Mitterrand pokonał swojego rywala i został socjalistycznym prezydentem Francji, w którym duża część społeczeństwa pokładała wielkie nadzieje. Konserwatyści, spanikowani dojściem do władzy socjalistów, obwiniali za swoją porażkę Chiraca, który – ich zdaniem – dla własnych ambicji oddał kraj w ręce socjalistów. Przegrana w wyborach w 1981 r. wzmogła niechęć Giscarda wobec Chiraca. Niechęć, która przetrwała aż do śmierci Chiraca. Nawet 30 września 2019 r., w dniu pogrzebu, kiedy w kościele Saint-Sulpice uroczystości żałobne były trochę opóźnione, Giscard pozwolił sobie na uszczypliwość: „Nigdy nie był punktualny, nawet dzisiaj”.

W 1986 r., po burzliwym rozstaniu z Giscardem, Chirac wrócił na stanowisko, które dobrze znał. W tamtym roku Mitterrand już pięć lat był u steru władzy, a Chirac jako szef opozycji nieustannie zwalczał ten lewicowy rząd. W marcu odbyły się wybory parlamentarne (z woli Mitterranda w systemie proporcjonalnym), które pozwoliły Frontowi Narodowemu po raz pierwszy wejść do parlamentu. Ponieważ lewica wybory przegrała, a RPR zdobyła najwięcej mandatów, powstała koalicja centroprawicowa, a na szefa rządu Mitterrand zmuszony był powołać Chiraca.

Piątym politycznym zagraniem mera Paryża było zaakceptowanie tego stanowiska. Został więc premierem, nie tracąc paryskiego merostwa. Nigdy dotąd za czasów V Republiki jeden człowiek nie był premierem dwa razy, nigdy nie było również kohabitacji, gdzie władza podzielona została między prezydenta politycznie wrogiego wobec swojego premiera. Ze względu na silną osobowość obydwu panów Francuzi oczekiwali licznych spięć w ich relacji. Jednak z wyjątkiem kilku konfliktów o mniejszym znaczeniu (brak zgody na powołanie na stanowiska ministrów czy wyznaczenie granic okręgów wyborczych) panowie szybko znajdowali „gentleman agreement”. Kohabitacja trwała dwa lata i pokazała, że instytucje państwowe są solidne, a przestrzeganie zasad i respekt wobec tych instytucji gwarantuje praworządność.

W 1988 r. mandat Mitterranda dobiegł końca i naturalnie ubiegał się on o reelekcję. W wyborach prezydenckich jego przeciwnikiem był nie kto inny jak... Jacques Chirac. Uważał, że to zagranie (szóste) jest politycznym „pewniakiem”. Prawica miała przewagę sondażową, sam Chirac nieskromnie myślał, że wyprowadził Francję z błędnej drogi, na którą skierowały ją socjalistyczne rządy. Kohabitacja pozwoliła Chiracowi rządzić i podejmować wiele decyzji, a Mitterrandowi nabrać dystansu, spotykać się z wyborcami w różnych regionach Francji, ale też oddać się lekturze i zadumie. Dwa lata prawicowych rządów to również odpowiedzialność za różne sytuacje, które miały miejsce w tym czasie; liczne ruchy separatystyczne w Nowej Kaledonii, ciężkie negocjacje w Libanie o uwolnienie zakładników z rąk Hezbollah czy śmierć studenta Oussekina zabitego przez policję w czasie manifestacji – wszystko to podcięło skrzydła szefowi rządu.

Kampania prezydencka była pojedynkiem bezpardonowym. Mitterrand okazał się przeciwnikiem bezdusznym, perfidnym, zimnym, mającym swojego rywala za nic. Strategia ta zapewniła mu wygranie wyborów i następne siedem lat prezydentury. Ta druga porażka Chiraca w walce o prezydenturę nie osłabiła jego determinacji, różne polityczne sukcesy upewniły go, że jego czas jeszcze nadejdzie.

W 1988 r. po raz kolejny został tryumfalnie wybrany na mera Paryża, a w 1990 r. pokonał dwóch swoich rywali (byli to Pasqua i Séguin) w wyborach na szefa partii i kolejny raz stanął na czele RPR. W 1993 r. w wyborach parlamentarnych prawica znowu odniosła zwycięstwo i dla Mitterranda powtórzył się scenariusz kohabitacji. Tym razem to nie Chirac, lecz Balladur, jeden z najważniejszych polityków RPR, objął stanowisko premiera. Obaj, uchodzący za przyjaciół, opracowali plan działania na następne lata: Chirac miał ponownie zgłosić swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich w 1995 r., a Balladur – urzędować w Matignon do czasu wyborów. Balladur, który według prawicowej prasy i szerokiej opinii publicznej był politykiem o wielu talentach, uwierzył jednak we własne szanse na zdobycie prezydentury i mimo danego słowa przedstawił własną kandydaturę. Aż do marca – na dwa miesiące przed wyborami – sondaże dawały mu wyraźną przewagę nad jego „przyjacielem”, jak sam mówił o Chiracu. Końcówka kampanii była bardzo zacięta, obaj politycy skakali sobie do gardeł przy każdej okazji.

Najważniejszy polityk w kraju

Chirac dzielnie walczył. Obiecując Francuzom zmniejszyć nierówności społeczne – od zawsze dzielące Francję –uzyskał przewagę nad swoim rywalem, lecz partia RPR wyszła z tego pojedynku mocno poobijana. Chirac w pierwszej turze wyborów przegrał z kandydatem socjalistów Lionelem Jospinem, lecz druga tura należała już do niego. Tym samym udało mu się ukoronować ambicje całego swojego życia. 7 maja 1995 r. został prezydentem Republiki Francuskiej, tak jak kiedyś, w 1969 r., jego mentor Georges Pompidou.

Nie będę wchodził w szczegóły dwunastu lat prezydentury Chiraca, historia ta jest dość powszechnie znana i opisana. Nigdy nie byłem jego wielkim entuzjastą, lecz podobnie jak inni moi rodacy muszę przyznać, że były momenty, gdy prezydent nie tylko stanął na wysokości zadania, ale też napawał nas dumą i budził respekt.

Jednym z tych momentów było jego wystąpienie w lipcu 1995 r., w czasie obchodów upamiętniających Vel d’Hiv – masowe aresztowania Żydów z Paryża. W lipcu 1942 r. policja rządu Vichy, kolaborując z nazistami, w ciągu dwóch dni zgromadziła na płycie stadionu „Vélodrome d’Hiver” 13 tysięcy Żydów, którzy zostali deportowani do obozów zagłady. Po raz pierwszy w dziejach V Republiki prezydent Francji, wygłaszając płomienne przemówienie, zerwał z gaullistowską doktryną, która odmawiała w tej sprawie odpowiedzialności władz francuskich pod pretekstem... że reżim marszałka Pétaina był nielegalny! Chirac z wielką odwagą uciął wszelkie manichejskie spekulacje, przyznał, że Francja, podobnie jak inne kraje, nie była złożona z samych bohaterów i partyzantów ruchu oporu, że miała też swoje ciemne strony. Oddał w ten sposób sprawiedliwość prawdzie historycznej.

Innym wielkim momentem w prezydenturze Chiraca było wyrażenie w 2003 r. sprzeciwu wobec interwencji w Iraku. Na próżno starał się wtedy przekonać USA, Wielką Brytanię i inne kraje NATO, że wojna przeciwko Irakowi to błąd. Historia przyznała mu rację. Nie ma dziś najmniejszej wątpliwości, że pokojowa dyplomacja z Saddamem Husajnem byłaby bardziej skuteczna niż ta militarna interwencja, której rezultatem do dziś jest wielki chaos na Bliskim Wschodzie. Chirac, prawdziwy znawca i przyjaciel arabskiego świata, zrobił wszystko, by uniknąć wojny. To on był tym rozsądnym i rozważnym.

Ostrożny, bardziej dbający o zachowanie równowagi społecznej niż o przeprowadzenie niezbędnych reform, prezydent Chirac jest w dużym stopniu odpowiedzialny przez swoją inercję za opóźnienia, jakie Francja ma do tej pory w stosunku do swoich najbardziej zaawansowanych sąsiadów i konkurentów. Prof. Pascal Perrineau, politolog, wykładowca Sciences Po, zauważył, że Francja, którą reprezentował Chirac, to Francja lat 70., bez Twittera, bez 24-godzinnej telewizji; Francja, w której politycy nie bali się #MeToo i nagminnie palili papierosy w studiach telewizyjnych. Jeśli Francuzi oddali hołd i pożegnali Chiraca z honorami, to również przez nostalgię do tamtych czasów, czasów sprzed kryzysu i terroryzmu, kiedy nie mówiło się jeszcze o globalizacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA