Radcowie

Samorządy się radykalizują - komentuje Wojciech Tumidalski

123RF
Samorząd radców prawnych zaskoczył obserwatorów trwających już od dłuższego czasu przygotowań do czystki kadrowej w Sądzie Najwyższym.

Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych apeluje do kilkudziesięciu członków swego samorządu, którzy postanowili kandydować do Sądu Najwyższego, „o ponowne rozważenie zasadności ubiegania się" o te stanowiska. Ba, radcom, którzy działają w samorządzie – a i tacy chcą być sędziami SN – sugerują rezygnację z korporacyjnych funkcji. „Misja tych osób w działalności samorządowej radców prawnych powinna ulec zakończeniu" – twardo mówią władze.

Czytaj także: Bruksela chce powstrzymać czystkę w SN, polskie władze szukają następcy Małgorzaty Gersdorf

Co ciekawe, radcy w stanowisku nie odwołali się do kwestii odpowiedzialności dyscyplinarnej członków swej korporacji. Niewykluczone jednak, że wkrótce sprawa zyska i taki wymiar. Krok ten jest tym bardziej zaskakujący, że kilkudziesięciotysięczna korporacja radcowska zrzesza przecież także etatowych pracowników urzędów państwowych, prokuratorii, samorządów itp. Tymczasem właśnie oni, a konkretnie prezydium zrzeszającej ich organizacji, przywołują wcześniejsze uchwały, że nowelizacje ustaw sądowych, o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym naruszają konstytucję, i z konsekwencją wyciągają wnioski.

Jakkolwiek by patrzeć, samorząd radcowski, który dotąd unikał radykalizmu, właśnie przebił pod tym względem adwokaturę. W palestrze po wniosku szeregowego adwokata o wszczęcie dyscyplinarek przeciw adwokatom kandydującym do SN sytuacja wydaje się rozmywać, a rzecznik dyscyplinarny nie widzi podstaw do działań z urzędu.

Czytaj także: Apel Krajowej Rady Radców Prawnych w sprawie kandydowania do Sądu Najwyższego

Na liście ponad 200 kandydatów na 44 wolne miejsca w Sądzie Najwyższym mamy ponad 50 radców prawnych. W tym i takich, którzy na pewno nie powinni myśleć o pretendowaniu do tego urzędu. Jak radca prawny z Białegostoku, który jest członkiem władz krajowych partii Jarosława Gowina i nie tak dawno kandydował w wyborach uzupełniających do Senatu – wtedy z ramienia partii KORWIN. Nie wiem, jak mecenas Szczepan Barszczewski zamierza pogodzić tę aktywność polityczną z wymogiem apolityczności i bezstronności nałożonym na sędziów Sądu Najwyższego.

Owszem, trzecia władza jest częścią politycznego ustroju naszego państwa, dlatego niektóre decyzje czy wypowiedzi sądów mają również sens polityczny, a sędziowie – jako praworządni obywatele – zapewne jakoś głosują w wyborach. Nie wolno jednak utożsamiać tego z przenoszeniem polityki do działalności sędziowskiej. I choć politycy próbują uszyć sędziom takie buty, to większości udaje się tych podejrzeń uniknąć. A już czymś zupełnie niegodziwym jest przypinanie politycznej łatki rzecznikowi SN Michałowi Laskowskiemu, który nie tylko umie objaśniać zawiłe kwestie prawne, ale też nie kluczy ani nie unika odpowiedzi na trudne pytania. Dlatego gdy dziennikarze pytają go, co grozi za niestosowanie się do wyroków europejskich sądów, jasno odpowiada, że Trybunał Stanu. Dla mnie to nie polityka, tylko edukacja prawna. Jak widać, wielu jej potrzebuje.

Czytaj także: Radcowie nie chcą w samorządzie kandydatów na sędziów

Samorządy apelują do mecenasów – kandydatów do SN

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL