fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Błażej Kmieciak: Dzieci wykorzystywane seksualnie trafią wprost do nieba. Bo w piekle już były

Przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak
tv.rp.pl
Trudno nam będzie cokolwiek zrobić, jeśli unikać będziemy chwil rozmowy z tymi, którzy cierpią, a niestety ostatnie lata pokazują, że podobne zaniedbanie nie należy do rzadkości, wśród np. hierarchów - pisze Błażej Kmieciak, przewodniczący państwowej komisji ds. pedofilii.

Osoby wykorzystane seksualnie w dzieciństwie trafią kiedyś wprost do nieba. Skąd to wiem? Bo w piekle już były.

(Nie)wyobrażalne

Blisko miesiąc temu ogłoszono nazwisko nowego gdańskiego metropolity, którym został pallotyn abp Tadeusz Wojda. Objął on diecezję po poprzedniku, na którym ciążą zarzuty krycia przestępstwa pedofilii. W jednym z pierwszych wywiadów po tej nominacji, arcybiskup ten stwierdził: „Mam świadomość, że ofiary pedofilii ogromnie cierpią. Osobiście zawsze jest mi bardzo przykro, kiedy spotykam się z tego rodzaju sytuacjami. Niejednokrotnie rodzi się we mnie samym pytanie, jak można było w ten sposób skrzywdzić niewinne dziecko”. Czytając te potrzebne słowa zastanawiałem się, czy abp Wojda, rzeczywiście „ma świadomość”, co czują osoby, których cierpienie rozłożone jest na całe życie, które przez lata musiały milczeć, „bo tak wypadało”, które nie wspominały o niczym, doświadczając silnego strachu wzbudzanego świadomie przez sprawcę. Osoby, których ból przez lata był trywializowany.

Kiedy tak (surowo i dość automatycznie) łatwo oceniłem tę wypowiedź, uzmysłowiłem sobie, że i ja sam mam świadomość daleką od doskonałości. Jak to jest bowiem być krzywdzonym przez człowieka, którego znam, więcej – któremu zaufałem? Jak to jest samotnie iść przez piekło, które zgotował noszący uroczyste szaty pan opowiadający o Bogu? Jak to jest zastygać w bezruchu czując konkretny zapach wody kolońskiej, czując paniczny lęk z powodu nieznanego człowieka, który w kolejce stanął zbyt blisko, a którego rytm oddechu przypomniał potwora z doświadczonego niegdyś horroru?

Pytań takich postawić możemy wiele, ale niewielu z nas umie na nie odpowiedzieć. Nie jest istotnym, jak przekonująco wspomniany powyżej abp Wojda przemawia, ale co  zapowiada i co zrobi w walce nie tyle z grzechem pedofilii, ile z przestępstwem, jakim jest wykorzystanie seksualne dziecka. Trudno nam jednak będzie cokolwiek zrobić, jeśli unikać będziemy chwil rozmowy z tymi, którzy cierpią, a niestety ostatnie lata pokazują, że podobne zaniedbanie nie należy do rzadkości, wśród np. hierarchów.

W cierpieniu

Kilka miesięcy temu pewna osoba skontaktowała się ze mną. Chciała porozmawiać
o przestępstwie, jakiego przed kilkudziesięcioma latami doświadczyła. W natłoku kolejnych obowiązków zapomniałem o tym, że w jednej z wiadomości zapewniłem, że do naszego spotkania dojdzie. Osoba ta się przypomniała, a ja dostrzegłem, iż moja obietnica rozmowy nie została zrealizowana. W krótkim czasie do niej doszło, a ja – mam nadzieję na trwałe- uświadomiłem sobie, że o podobnych prośbach o rozmowę nie mogę nigdy zapominać. W trakcie naszego spotkania usłyszałem takie oto słowa: „Wie Pan, dla nas bardzo ważnym jest to, że ktoś nas słucha”. To krótkie zdanie towarzyszy mi nieustannie w próbie wyobrażenia sobie, czym jest i jaki jest ból doświadczany przez osoby, które w dzieciństwie były krzywdzone złym dotykiem, które molestowano, bądź gwałcono w pomieszczeniach, w których z założenia miały czuć się bezpiecznie. Dwie dekady temu papież Jan Paweł II stwierdził w liście apostolskim „Novo Millennio Ineunte”: „Potrzebna jest dziś nowa wyobraźnia miłosierdzia, której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwalny jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr”. To słuszna wypowiedź polskiego świętego
wymaga – w odniesieniu do ofiar przestępstwa pedofilii –zrobienia kroku w tył. Konieczne jest bowiem wpierw doświadczenie „wyobraźni cierpienia”. Nie jest to łatwe zadanie. Wykorzystanie seksualne, gwałt i molestowanie, to bowiem tematy w jakiejś mierze paradoksalne. Z jednej strony wszyscy o nich mówią i je słusznie piętnują, żądając wyciągnięcia konsekwencji wobec sprawców i tych, którzy ich kryli. Z drugiej jednak strony jest tak, że zagadnienia te oddalamy od siebie. One bolą, nie tylko w chwili czytania sądowych akt, ale również w momencie, gdy widzimy, jak młoda kobieta opowiada o okaleczeniach z dzieciństwa, o ranach na duszy i ciele. Abp Fulton Sheen w swojej autobiografii zwrócił uwagę, że ludziom zawsze łatwiej zbliżyć się do tematu ubóstwa, niż do konkretnej osoby, która jest uboga. Podobnie jest z pedofilią. Można głośnio i dużo mówić o problemie klinicznym i prawno-karnym tego zjawiska, jednocześnie nigdy nie zamieniając słowa np. z osobą, która mając blisko 40 lat cały czas pamięta z dzieciństwa przerażający ją zapach mleka, które często pił jej kat – o czym wspomina jedna z osób wypowiadających się w filmie „Tylko nie mów nikomu”.

Jak to jest?

Mam świadomość, że nasze próby wyobrażenia sobie bólu, jaki kryją w swoich życiorysach ludzie skrzywdzeni w dzieciństwie zawsze będą niedoskonałe. Spróbujmy zatem wyobrazić sobie choć trochę istotę realnego zła, jakie niosą w sobie przestępstwa na tle seksualnym. Pomaga w tym dialog, jaki przeprowadził oblat, ojciec Kazimierz Tyberski
z pewnym więźniem, który za kratami (i w mediach) miał ksywę „wampir”. Człowiek ten był skazany za gwałty i morderstwa, które łączyły się z czynami nekrofilskimi. Dzień przed opuszczeniem po wielu latach zakładu karnego podszedł do wspomnianego tutaj kapelana,
a ten stwierdził: „Jeśli poczujesz, że TO przychodzi, że znowu chcesz to zrobić, jeśli rozpoznasz to uczucie – wtedy idź i lepiej się powieś, żebyś więcej krzywdy nikomu nie zrobił. Możesz zrobić krzywdę tylko sobie, ale nikomu innemu. Pan Bóg to odbierze po swojemu”.(cyt. z książki: „Mój brat morderca”)  Podobny opis nie jest próbą pseudoteologicznego komentowania zjawisk przestępczych. Jest raczej całkiem dokładnym zdiagnozowaniem ogromu oraz wagi zbrodni, jakie opisane zostały m. in. w XXV Rozdziale polskiego Kodeksu Karnego. Nie chodzi tutaj o spieranie się, który czyn jest gorszy: morderstwo, czy gwałt, pobicie, czy też wykorzystanie seksualne. Skala zła jakie niesie w sobie czyn pedofilski zawsze jednak odnosi się do obszarów najbardziej delikatnych, do tych miejsc, które zranione bolą najbardziej i najdłużej.

Obecne czasy są w jakiejś mierze zaskakujące. Przenikają w nich co chwila szokujące informacje, po których tracimy wiarę w człowieka. Co pewien jednak czas pojawiają się symptomy zmian sprawiające, że nadzieja ostatecznie nie umiera. Z jednej strony dość regularnie słyszymy i czytamy o brutalnym gwałcie na dziecku, o tuszowaniu przez lata zbrodni czynionych przez człowieka w sutannie oraz o błędach, jakie instytucje popełniły ścigając np. tatę – sadystę, który ma prawo nazywać się ojcem tylko pod kątem biologicznym. Z drugiej jednak perspektywy dożyliśmy okresu, w którym nazwanie seksualnego przestępstwa zaledwie „uleganiem pokusie”, jest natychmiast głośno i słusznie piętnowane. Choć błędy możemy zlokalizować nadal bez trudu, to jednak głos tych, którzy przez lata cierpieli w milczeniu stał się istotny, więcej – głos ten został im w końcu oddany.

Usłyszeć krzyk

Wiem, że słysząc o kolejnych potwornych zbrodniach dokonanych na osobach bezbronnych, nie możemy wyłącznie zatrzymać się na etapie oburzenia i krytyki. Musimy choć trochę wejść w ten mroczny świat, walcząc o promyk nadziei. Dr Amanda Brown, autorka bestselleru „Lekarka więzienna”, opisała historię młodej kobiety. W dzieciństwie wpierw wykorzystywał ją seksualnie jej tata, a potem długoletni partner jej matki. To straszne cierpienie wepchnęło ją w sidła uzależnienia od narkotyków. By zdobyć pieniądze na bezcenny dla niej towar została prostytutką, a w rozmowie z wspomnianą lekarką zaznaczała, że brutalne zachowanie jej klientów było niczym w porównaniu z bólem z dzieciństwa. Gdy trafiła do więzienia za posiadanie zakazanych prawem substancji psychoaktywnych, wyznała w trakcie badania, że jest szczęśliwa. Dr Brown zdziwiona spytała dlaczego tak czuje, a ona stwierdziła, że za murami w końcu czuje się wolna, tam wreszcie jest bezpieczna.

Nasze wyobrażenie tego rodzaju cierpienia zawsze będzie ułomne. Środki przeciwbólowe dla doświadczonych nim osób nie zadziałają. Czasem i terapia nie wyprostuje dróg - dosłownie krzyżowych - przemierzanych przez ofiary przestępstwa pedofilii. Ale w tym wszystkim nie są najważniejsi komentatorzy i eksperci, tylko Ci, którzy mają pełne prawo głośno krzyknąć DOŚĆ, a obowiązkiem tych, którzy słyszą, jest natychmiast działać.

Autor jest profesorem uczelni, wykładowcą akademickim oraz urzędnikiem państwowym.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA