fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Prezydent Gliwic: Rząd „dzieli się” kosztami swojej „hojności” z samorządami

Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Premier Mateusz Morawiecki obciąża przeciwników odpowiedzialnością za decyzje poprzedniego rządu PiS - pisze prezydent Gliwic i prezes Związku Miast Polskich.

Szukam tej metody, żeby była elementarna matematyczna zgodność z faktami” – mówił premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie z Bogusławem Chrabotą („Nie będzie testu przedsiębiorców”, 6 września, „Rzeczpospolita”). To odpowiedź na pytanie o przerzucanie kosztów na samorządy i o ewentualne poszukiwania podstawowej i właściwej współpracy z nimi. Następnie premier po raz kolejny przytacza „dane” o wzroście wpływów samorządów z PIT i CIT. Za rządów Platformy „ok. 12 mld zł”, oraz w trakcie czterech lat rządów PiS – „ok. 22 mld”: „Około, bo jeszcze nie skończył się 2019 r.” – dodaje premier.

Weryfikacja

Skoro premier odwołuje się do „zgodności z faktami”, pokusiłem się o weryfikację liczb przez niego przytoczonych. Jeśli chodzi o wzrost wpływów z PIT i CIT w latach 2007–2015, to faktycznie było to niewiele ponad 12 mld zł. Jeśli zaś chodzi o cztery lata rządów PiS, mamy jednak problem, o którym wspomina premier. Rok 2019 ciągle trwa. Trzeba więc posłużyć się kwotą zaplanowaną w ustawie budżetowej. Co prawda w 2018 r. wpływy z PIT na koniec roku były wyższe od zakładanych w ustawie, ale po pierwsze wykonanie wpływów z PIT na lipiec 2019 (ostatnie dostępne dane) jest niższe, niż powinno być proporcjonalnie do liczby miesięcy, a po drugie w trakcie obecnego roku budżetowego wejdą w życie obniżki PIT. Przy takim założeniu w latach 2015–2019 samorządy otrzymają 19,5 mld zł, a nie, jak twierdzi premier, ok. 22 mld zł.

Premier Morawiecki stwierdza dalej: „co najmniej trzykrotnie więcej środków wpływa do samorządów dzięki efektywności podatkowej państwa”. Nie będę się szerzej odnosił do faktu, że wzrost płac powodujący wzrost wpływów z PIT ma niewiele wspólnego z „efektywnością podatkową państwa”. Pozostaje kwestia matematyki. W 2015 r. samorządy otrzymały z PIT i CIT 41,18 mld zł, w 2019 będzie to zapewne ok. 64,7 mld zł. Czyli jedynie ok. 30 proc. więcej, a owo „trzykrotnie” to byłoby przecież 300 proc. więcej... Podejrzewam, że pan premier, próbując porównać tempo wzrostu, podzielił kwotę wzrostu z czasów rządów PO przez dwa – z uwagi na dwukrotnie dłuższy okres – i zestawił ją z kwotą wzrostu za PiS. Taka matematyka nie wydaje mi się jednak ani „elementarna”, ani „zgodna z faktami”, ponieważ w żadnym razie do samorządów nie wpływa trzy razy więcej pieniędzy.

Obniżenie stawek PIT

Na zakończenie tych analiz matematycznych wywodów premiera pozwolę sobie zwrócić uwagę na dwa fakty. Wzrost wpływów z PIT w ostatnich latach jest faktem, należy jednak zdać sobie sprawę, że wynika on głównie ze wzrostu płac. Samorządy są wielkim pracodawcą, zatrudniają ok. 2 mln pracowników, a więc ich wydatki na wynagrodzenia bardzo się zwiększyły. Wzrost płac przekłada się też na wzrost kosztów materiałów i usług, jakie kupujemy na rynku. Według danych publikowanych przez GUS i Ministerstwo Finansów, łączny wzrost wydatków na wynagrodzenia oraz zakup usług i materiałów wyniósł 19,16 mld zł w latach 2015–2018 (danymi za 2019 r. oczywiście jeszcze nie dysponujmy). Podczas gdy wzrost dochodów z PIT i CIT w tym okresie to 15,43 mld zł. Z „elementarnej matematyki” wynika więc, że jesteśmy 3,73 mld zł na minusie.

źródło: Ministerstwo Finansów

Poza tym w latach 2009–2010 mieliśmy do czynienia ze spadkiem, a potem stagnacją poziomu wpływów z PIT. Miał na to oczywiście pewien wpływ światowy kryzys gospodarczy. Decydujące było jednak wprowadzone przez poprzedni rząd PiS obniżenie stawek podatkowych.

Dynamikę samorządowych wpływów z PIT dobrze jest zobaczyć na załączonym wykresie. Porównując wzrosty wpływów z PIT z lat 2007–2015 ze wzrostami z lat 2015–2019, premier obciąża politycznych przeciwników odpowiedzialnością za decyzje poprzedniego rządu swojego ugrupowania, wprowadzając w błąd opinię publiczną. Co więcej, z powyższego wykresu wynika, że skutki obniżki stawek PIT, wprowadzonej przez PiS w 2007 r., są odczuwalne do dzisiaj, a ostatnie wzrosty wpływów z tego podatku nie są w żadnym razie nadzwyczajne.

Koszty swojej „hojności”

Dlatego właśnie tak głośno protestujemy przeciw kolejnym ingerencjom rządu w PIT. Nie mamy nic przeciwko obniżaniu obciążeń podatkowych dla obywateli, ale elementarna przyzwoitość wymagałaby, aby decyzje rządu dotyczyły jego własnych dochodów. Z „elementarnej matematyki” wynika bowiem, że wpływy z PIT są w około połowie dochodami samorządów. Obniżając ten podatek, a nie np. VAT – którego Polacy płacą zdecydowanie więcej przez codzienne zakupy – rząd „dzieli się” kosztami swojej „hojności” z samorządami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA