fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Jakie grożą kary za ignorowanie poleceń Policjanta

123RF
Jeśli obywatel nie chce posłuchać Policjanta, to ten nic nie może zrobić, chyba że ktoś jest agresywny.

Nieposłuszeństwo wobec polecenia policji do określonego zachowania ma być nowym rodzajem wykroczenia i grozić za nie grzywna, areszt albo ograniczenie wolności.Wprowadzenia takiej zmiany chcą policyjni związkowcy. Pomysł trafił do sejmowej komisji do spraw petycji. Sprawa jest poważna bo już teraz każdego roku do polskich sądów trafia ponad pół miliona spraw wykroczeniowych. To nie wszystko. Policja wystawia blisko 2 miliony mandatów.

Jest propozycja

Niezależny Związek Zawodowy Policjantów pisze do posłów i chce zmiany kodeksu wykroczeń. Petycja trafiła do sejmowej komisji i jak ustaliła Rzeczpospolita, ma szansę na powodzenie. Chodzi o to by wymusić posłuszeństwo obywateli w trakcie interwencji wobec poleceń wydawanych przez policję.

Autorzy petycji proponują nowe brzmienie art. 54 a kodeksu wykroczeń. Miałby on brzmieć: Kto nie podporządkowuje się żądaniu lub polecenieniu funkcjonariusza publicznego, wydanego w granicach i na postawie przepisów ustawy, podlega karze aresztu , grzywny lub ograniczeniu wolności. Paragraf 3 tego przepisu mówi o identycznej karze dla tych którzy nie wykonując poleceń, uniemożliwią lub utrudnią wykonanie czynności służbowej.

Czytaj także:

- Brak sankcji dyscyplinującej adresatów poleceń określonego zachowania do podporządkowania się poleceniu funkcjonariuszy , pozbawia policję istotnych narzędzi zmierzających do jego wykonania - piszą autorzy petycji w jej uzasadnieniu.

Po co policji takie przepisy?

- Dziś policjant może mówić swoje ale jeśli nie idzie za tym jakieś działanie to obywatel pozostaje bezkarny - mówi Rzeczpospolitej Rafał Jankowski, przewodniczący NSZZ Policjantów.

No chyba, że dochodzi do agresji: słownej lub fizycznej.Wówczas policjant może użyć środków przymusu bezpośredniego a sprawca zajścia odpowiadać może za napaść na funkcjonariusza publicznego. Ale przecież nie o to chodzi. Dzięki zmianie jaką proponują związkowcy skala użyci środków przymusu ma być mniejsza.

Kazimierz Barbachowski, policjant wie jak sytuacja wygląda ze służby. W czym rzecz?

- Przyjeżdżamy na miejsce zdarzenia, jest tragiczny wypadek albo niebezpieczna sytuacja, tłum gapiów, ludzie nagrywają filmiki. Przeszkadzają, wręcz uniemożliwiają interwencję . Funkcjonariusze proszą by odsunąć się 100, 200 metrów od miejsca zdarzenia. Nikt nie reaguje. A powinien. Ale co mu tam skoro nic mu nie grozi - mówi Barbachowski.

Trzeba słuchać

I podaje kolejny przykład: zwykła interwencja w centrum miasta. Tłum gapiów przeszkadza w dotarciu na miejsce karetce pogotowia. Ważniejsze są zdjęcia z miejsca zdarzenia. Jak policja ma zagwarantować lekarzom i ratownikom odpowiednie warunki do reanimacji? Dziś nie ma żadnych narzędzi - uważa.

- Zgadzam się z głównym przesłaniem tej propozycji - mówi Rzeczpospolitej Andrzej Kowalski, socjolog. Wyraża jednak obawy czy ów przepis jeśli już się pojawi w kodeksie wykroczeń, nie będzie wykorzystywany w sprawach politycznych manifestacji.

- W sytuacjach demonstracji wolnościowych byłoby to niekorzystne i zamiast łagodzić sytuacje, wręcz by ją zaostrzały. -uważa.

Autorzy petycji przyznają, że dyskusyjny jest krąg podmiotów korzystających z tego przepisu. Czy mają to być wszystkie służby?

- To sprawa do dyskusji - mówi Jankowski.

- Strażacy, policja, pogotowie ratunkowe, ratownicy medyczni - tak. Nie wyobrażam sobie jednak, że z takiego przepisu mieliby korzystać m.in. funkcjonariusze straży miejskich czy gminnych - mówi Rzeczpospolitej Janusz Popowski, stowarzyszenie obrony praw obywatelskich. I twierdzi, że nie będzie przyzwolenia społecznego na takie zmiany.

Tak się dzieje

Skąd ten pomysł ? Powodem mają być m.in. wydarzenia z sierpnia 2019 r w Lublinie. Tamtejsi policjanci w sobotę 3 sierpnia 2019 r. otrzymali zgłoszenie, że ktoś rzuca butelkami w ścianę bloku.

Po dojechaniu na miejsce rozpoznali mężczyznę, który odpowiadał podanemu rysopisowi. Ten jednak na widok policjantów postanowił uciekać. Pościg nie trwał długo, bo po chwili policjanci pojmali podejrzanego.

Tłumaczył, że uciekał ponieważ jest poszukiwany. Podczas czynności sprawdzających okazało się, że 22-latek podejrzany o rzucanie butelkami jest rzeczywiście poszukiwany by odbyć ponad półroczną karę więzienia za kradzież. Po chwili do policjantów podbiegła grupa osób, która domagała się wypuszczenia kolegi. Jednemu na tyle zależało, że postanowił skoczyć na policjantów, ale został szybko obezwładniony i postawione zostały mu zarzuty napaści na funkcjonariusza.

- A gdyby była kara za samo utrudnianie interwencji być może do tego by nie doszło - dodaje Jankowski.

86 proc. obywateli pozytywnie oceniło interwencje policji w 2018 r.

1,5 mln interwencji na mieście podejmują służby każdego miesiąca

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA