fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Królikowski: Nowy proces karny jest jak remont

Fotorzepa, Rafał Guz
Zamiast przygotowywać się do nowych zasad, wielu skupiło się na poszukiwaniu wad reformy i zablokowaniu jej wejścia w życie.

Rz: 1 lipca zaczęła obowiązywać zmieniona procedura karna. W ostatnich miesiącach przed jej wejściem w życie trwała ożywiona dyskusja na temat zalet i wad nowych rozwiązań. Dwa miesiące obowiązywania nowej procedury karnej pokazują, że obawy były zasadne. Tysiące spraw zdjęto z wokand, płacimy duże pieniądze za formularze oświadczeń o prawach i obowiązkach oskarżonych, prokuratorzy nie wysyłają aktów oskarżenia. Przyzna pan, że jest trochę komplikacji. Można było reformę lepiej przygotować?

Michał Królikowski: Dużo zarzutów w tym pytaniu. Jeśli miałbym odpowiedzieć w tej konwencji, to rzekłbym: nie było powodu do zdejmowania spraw z wokand i nie było ich tysiące, pouczenia o prawach i obowiązkach oskarżonych i pokrzywdzonych to rzecz dobra, nawet jeśli trochę kosztuje, a prokuratorzy wysłali tyle aktów oskarżenia przed wejściem w życie reformy, że nie mają z czego dosłać szybko nowych.

Chce pan powiedzieć, że krytykujący nową procedurę w wersji, jaka weszła w życie, przesadzają?

Mówiąc poważnie, myślę, że pyta pani o to, czy dało się uniknąć zamieszania związanego z wejściem w życie tak dużej reformy.

I tak, i nie.

Tak, bo można było się lepiej przygotować do stosowania tych przepisów, a wielu skupiło się na poszukiwaniu wad i próbie zablokowania reformy, a nie na rozwiewaniu wątpliwości i poszukiwaniu operatywności nowych rozwiązań.

Nie, bo duże zmiany można porównać do remontu. Nie da się położyć tynków, pomalować i umeblować mieszkania bez zamieszania i brudu. Cieszymy się jednak po fakcie, kiedy ściany są już czyste, a fotele wygodne.

Sędziowie twierdzą, że diabeł tkwi w szczegółach. Tym razem w złych przepisach przejściowych. Zapomniano o nich? Podobno gdyby to właściwie zapisać, w starych sprawach, które były już w sądzie przed 1 lipca, nie trzeba byłoby pouczać oskarżonych, a to rozwiązałoby problem odraczania rozpraw...

Nie jest to do końca prawda. Nie było potrzeby odraczania rozpraw w celu pouczenia. Wielu sędziów zresztą radziło sobie z tym doskonale i prowadziło bez zakłóceń toczące się postępowania. Można było również przewidzieć tę potrzebę na wiele miesięcy przed wejściem w życie przepisów i odpowiednio jej zaradzić. Zresztą jeśli pyta pani o zamieszanie związane z reformą, to formułuje pytanie do mnie jako do osoby odpowiedzialnej za wszystko ze względu na pełnioną przeze mnie wcześniej funkcję w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ta odpowiedzialność ma jednak swoje granice. Nie obejmuje decyzji i racjonalności działania podmiotów zaangażowanych w funkcjonowanie procesu karnego. Nie mogę więc odpowiadać za to, co robią sędziowie, prokuratorzy. Proszę zresztą pamiętać, że prace nad tą reformą obejmowały wielokrotne konsultacje z praktykami. Na niektóre rzeczy, dziś tak ostro krytykowane, w ich trakcie nikt nie zwracał uwagi.

Jako współautor reformy myśli pan, że wszystko poszło zgodnie z planem? Warto było naciskać na termin 1 lipca? Może trzeba było poczekać?

Jak mawiał pewien święty, co masz zrobić, zrób dzisiaj, nie odkładaj na jutro, czyli na nigdy.

Sędziowie twierdzą, że po 1 lipca nie zauważyli na sali rozpraw większej aktywności stron, a w wielu wypadkach bywa wręcz odwrotnie...

Nie mogą jej na razie zauważyć, skoro niemal wszystkie sprawy toczą się na podstawie starych przepisów – przecież mnóstwo postępowań zostało wszczętych przed 1 lipca, w ostatniej chwili. Tak by zdążyć jeszcze wnieść sprawy na starych zasadach. A jeśli już mowa o większej aktywności, to nie ona sama jest tu wartością. Jest nią rozkład odpowiedzialności – za oskarżenie, za obronę, za wymiar sprawiedliwości. I przypomnę: to nie rozprawa ma być krótsza, to proces w danej sprawie będzie trwał krócej. Dzięki zmianom szybciej uzyskamy prawomocne rozstrzygnięcie i nie odbędzie się to kosztem prawdy. Bo ta pozostaje najważniejsza.

Z tego, co mówią praktycy, wynika jednak, że są komplikacje, z którymi nie można dyskutować. Przykład? Kłopot z aktualnością informacji o stanie majątkowym oskarżonych. Ta jest wymagana podczas wysyłania do sądu aktu oskarżenia. To, co dziś potrafią uzyskać prokuratorzy, nie jest aktualną informacją, o której mówi kodeks postępowania karnego. Pochodzi ona bowiem sprzed roku. W tym czasie mogło się wiele wydarzyć. Nawet gdyby sąd chciał przed wyrokiem zweryfikować dane o finansach podsądnego, bardziej aktualnej informacji nie dostanie. Tak więc w sprawach, w których będą orzekane wysokie grzywny, mogą się pojawić zarzuty i apelacje.

Z tego, co wiem, jest to problem przejściowy i wiąże się z opóźnieniem przygotowania oprogramowania w Ministerstwie Finansów. Sąd zawsze będzie mógł się zwrócić o aktualizację danych, jeżeli jest ona dostępna. Do tej pory dane o stanie majątkowym, pozyskiwane według dotychczasowej metody, często były zupełnie niewiarygodne.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Michał Królikowski jest profesorem, adwokatem, associate partnerem w kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy, członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, w latach 2011–2014 był wiceministrem sprawiedliwości

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA