fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Pacjentka kłamała w sprawie wirusa. Prokurator postawi zarzuty

AdobeStock
Za poświadczenie nieprawdy może odpowiedzieć matka nowo narodzonego dziecka, która zataiła przed personelem porodówki, że miała styczność z osobą w kwarantannie.

Jeszcze przed rozwiązaniem kobieta zadzwoniła do szpitala Pro-Familia w Rzeszowie, twierdząc, że rozpoczęła się u niej akcja porodowa, ale nie wie, czy może przyjechać, bo jej mąż poddawany jest kwarantannie. Mężczyzna miał wrócić z kraju o wzmożonej zachorowalności na covid- 19. Usłyszała, że powinna jechać do jednoimiennego szpitala zakaźnego, który przygotowany jest na przyjęcie porodów kobiet, które mogą być nosicielkami wirusa.

Rodząca postanowiła jednak rodzić w Pro-Familii. Towarzyszył jej mąż. Na izbie przyjęć zaznaczyła w kwestionariuszu, że nie miała styczności z osobą w kwarantannie. Prawda wyszła na jaw przypadkiem, a dyrekcja szpitala zdecydowała się złożyć zawiadomienie do prokuratury.

– Złożyliśmy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w postaci poświadczenia nieprawdy, ponieważ pacjentka złożyła oświadczenie, w którym zaznaczyła, że nie miała do czynienia z osobą z kwarantanny – mówi Radosław Skiba, dyrektor szpitala Pro-Familia w Rzeszowie. Gdyby się okazało, że jest zakażona koronawirusem, szpital rozważałby zawiadomienie o możliwości narażenia życia i zdrowia personelu i innych pacjentek.

Dyrektor dodaje, że nie mógł postąpić inaczej.

– Chodzi o zdrowie nas wszystkich, ale przede wszystkim personelu medycznego, bez którego nie będzie nas miał kto ratować. Moim obowiązkiem jest zadbać o to, by nie narażać go na zakażenie. Mam nadzieję, że zdecydowane kroki prawne podjęte w stosunku do pacjentki zniechęcą innych do podobnych działań. W obecnych czasach hasło „Nie okłamuj medyka" nabiera szczególnego znaczenia – podkreśla dyrektor.

Dodaje, że gdyby pacjentka po przyjeździe do szpitala przyznała, że miała kontakt z osobą w kwarantannie, zostałaby przyjęta w specjalnie wydzielonej części szpitala, przystosowanej do leczenia takich osób.

O próbach zatajenia informacji o kontakcie z osobą zakażoną medycy mówią od początku epidemii. Przykład takiego zachowania opisywał w mediach społecznościowych rezydent onkologii Jakub Kosikowski, którego na Twitterze obserwuje ponad 20 tys. osób: „Miej nowotwór, miej gorączkę, weź paracetamol, żeby ją ukryć. Prześliźnij się na śluzach kontrolnych w szpitalu onkologicznym, bo przecież nie masz gorączki i objawów. Zagorączkuj już w środku. Izolacja, paraliż, test na szybko. Uff, tym razem ujemny".

– Niemówienie medykowi prawdy o swoich objawach lub kontaktach z osobami potencjalnie zakażonymi w okresie epidemii jest objawem głupoty, ale też skrajnej nieodpowiedzialności, ponieważ naraża nie tylko pacjentów aktualnie znajdujących się w szpitalu, ale także tych, którzy chcieliby się w nim leczyć. Styczność z osobą zakażoną wiąże się bowiem z koniecznością dwutygodniowej kwarantanny i wyłączeniem personelu z pracy – zwraca uwagę dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie i rezydent nefrologii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA