fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Policja częściej korzysta z monitoringu w karaniu kierowców

Fotorzepa, Maciej Kaczanowski
W obronie pieszych funkcjonariusze zasiądą przed kamerą i będą karać kierowców. Policja częściej korzysta z monitoringu w przypadku drobnych spraw.

Zaledwie 5 proc. zdarzeń zarejestrowanych przez miejski monitoring to kradzieże, rozboje, bójki. Ponad 30 proc. z kolei to wykroczenia drogowe, w tym złe parkowanie. Policja idzie jeszcze dalej i uruchamia kolejne pilotaże, w których wysyła funkcjonariuszy do centrów monitoringu, by tam pilnowali porządku i wystawiali mandaty za łamanie przepisów.

– Rozwój technologii powoduje, że coraz częściej korzystamy z takich nagrań – potwierdza Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji. Nie wszystkim to się podoba. Kamera nie zastąpi policjanta na drodze – mówią eksperci i podają przykład prewencji.

Sprawa stała się głośna właśnie teraz dzięki akcji bielskiej policji. Ta wprowadziła pilotaż – policjanci będą korzystać z monitoringu miejskiego składającego się z ponad 80 kamer. Docelowo ma ich być 100. Elwira Jurasz z tamtejszej komendy policji tłumaczy „Rz", jak taka współpraca ma wyglądać.

– Na stanowisku monitoringu wraz z funkcjonariuszami straży miejskiej będzie pracował policjant z drogówki. Będzie zwracał uwagę głównie na wyprzedzanie na przejściach dla pieszych, niebezpieczne omijanie samochodów, których kierowcy zatrzymali się przed pasami, nieustąpienie pierwszeństwa pieszym na przejściu oraz przejazd na czerwonym świetle – wylicza.

Nagrania z kamer monitoringu z zarejestrowanym wykroczeniem posłużą jako dowód. Jak będą namierzani kierowcy? Po numerze rejestracyjnym auta.

Coraz szersze wykorzystywanie monitoringu miejskiego do walki ze złym parkowaniem czy kierowcami nie wszystkim się podoba.

Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon mówi wprost, że ten trend pokazuje, że wbrew obiegowym opiniom kamery nie służą do zapewnienia bezpieczeństwa w miastach, tylko do reperowania budżetów samorządów i polepszenia statystyk policji.

Co z prewencją...

– Identycznie było z fotoradarami – przypomina. I dodaje, że monitoring mógłby wspomagać policję w jej działaniach, ale nie powinien ich zastępować. Zwraca też uwagę na aspekt prewencyjny.

– Jeśli radiowóz pojawia się na skrzyżowaniu czy widać go na ulicach, ma szansę zadziałać prewencyjnie. Kierowca zdejmie nogę z gazu, a pieszy zatrzyma się przed pasami. Jeśli z kolei wszystko odbywać się będzie w zaciszu centrum monitoringu, a mandat przyjdzie po miesiącu, to o prewencji nie ma mowy – mówi Klicki.

i z proporcją

Równie ostrożny jest adwokat Paweł Litwiński, Instytut Allerhanda.

– Policja ma prawo do korzystania z monitoringu miejskiego. Pytanie tylko, czy o to chodziło przy jego wprowadzeniu – zastanawia się. I dodaje, że nie może się on ograniczać do bycia maszynką do robienia pieniędzy czy darmowej telewizji. Ma służyć obywatelom, wszystkim. Powinien być traktowany jako narzędzie do wykrywania i przeciwdziałania poważnym przestępstwom.

Adwokat zastanawia się jeszcze nad jedną sprawą. Myśli o zasadzie proporcjonalności przy ingerencji w prywatność.

– Weźmy np. sytuację, w której zapada decyzja o montażu kamery w przejściu podziemnym, w którym dochodzi do rozbojów i gwałtów. W takiej sytuacji można śmiało powiedzieć, że zasada proporcjonalności jest zachowana. Ale kiedy spojrzymy na tysiące mandatów za złe parkowanie wystawionych na podstawie monitoringu, to już nie mam pewności. A tak być nie powinno.

Swoje zdanie o monitoringu wyraziła też Najwyższa Izba Kontroli. W raporcie opublikowanym w 2014 r. podała, że w skontrolowanych miastach operatorzy zaobserwowali ponad 152 tys. zdarzeń, w zdecydowanej większości wykroczeń drogowych. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA