fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Kontrola prędkości: policyjne grupy SPEED będą ścigać piratów drogowych

Adobe Stock
W policji uruchomiono nową formację. Z nieoznakowanych, szybkich aut namierza tych, co łamią przepisy na drodze.

Do ścigania kierowców łamiących prawo nie wystarczają już helikoptery, drony, lornetki, kamery czy kaskadowe ustawienie patroli. Teraz dołącza do nich speed patrol. Grupy SPEED policji działają już w całej Polsce, przy każdym wydziale ruchu drogowego. Specjalnie wyszkoleni mundurowi ścigają piratów drogowych.

Jak się okazuje, nowe jednostki wyróżniają się nie tylko pretensjonalną nazwą, ale też nieco inną strukturą. W SPEED pracują nie tylko policjanci z drogówki, ale też z działów kryminalnych, do walki z cyberprzestępczością i przewodnicy z psami przyuczonymi do szukania narkotyków.

Jeszcze jedna rzecz wyróżnia nową jednostkę, która ma mieć wyraźnie elitarny charakter: samochody. Ulubioną marką polskiej policji jest ostatnio BMW. Oczywiście nieoznakowane. Przyspieszają do „setki" w 6,2 sek., a ich prędkość maksymalna wynosi 250 km/h.

Najlepsi z najlepszych

– W grupie znaleźli się najbardziej doświadczeni i zdolni policjanci, którzy przeszli dodatkowe szkolenia. Dostają najlepsze narzędzia do pracy, by walczyć z agresją na drogach, nadmierną prędkością i zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców.

– Ci policjanci przy użyciu wideorejestratorów wykroczeń, motocykli,laserowych mierników prędkości z wizualizacją obrazu będą skupiać się na tych, którzy wierzą, że to jest zabawa w kotka i myszkę z policjantem. Nie, tu idzie walka o życie, a my przekonamy piratów drogowych, że to nie jest zabawa – zapowiada Radosław Kobryś z KGP.

Do karania kierowców policja wykorzystuje coraz to nowe urządzenia. Nad autostradami A1 i A2 lata policyjny śmigłowiec, który monitoruje sytuację na drogach. Mundurowi zwracają uwagę głównie na kierowców ciężarówek łamiących zakazy wyprzedzania. Najczęściej wypierają się swej winy, bo nie widzieli na trasie radiowozu. Ich zaskoczenie jest tym większe, kiedy okazuje się, że wyczyny zarejestrowała kamera zainstalowana na śmigłowcu. Jak to działa? Sygnał z kamery na pokładzie policyjnego śmigłowca przekazywany jest na bieżąco do ekip z radiowozów przy najbardziej niebezpiecznych punktach autostrad A1 i A2. Na podstawie tego sygnału, a w razie wątpliwości po kontakcie z policjantem znajdującym się w śmigłowcu, funkcjonariusze zatrzymują kierowców, którzy naruszyli przepisy.

Drogówka używa też dronów. Specjaliści od prawa lotniczego twierdzą, że wykorzystanie dronów do pilnowania bezpieczeństwa ruchu drogowego to bardzo dobry pomysł. W dodatku oszczędny, bo bezzałogowe statki mogą same rejestrować wykroczenia.

Kara z nieba

Jak policja wykorzystuje drony?

Urządzenie w kilku miejscach, każdorazowo przez kilkadziesiąt minut rejestruje z góry zachowania uczestników ruchu drogowego. Oko kamery sprawdza, czy stosują się do sygnalizacji świetlnej, czy piesi we właściwy sposób przekraczają jezdnie, rejestrowane są też wykroczenia w relacjach kierujący-pieszy (nieprawidłowe omijanie, wymuszanie pierwszeństwa itd.). Umieszczona w dronie kamera rejestruje też brak zapiętych pasów bezpieczeństwa czy korzystanie przez kierowcę z telefonu komórkowego.

Jak nie z powietrza, to kamery – tak też drogówka karze drogowych piratów. Policjanci drogówki dyżurują w centrum monitoringu miejskiego i śledzą wykroczenia wobec pieszych. Monitoring pokazuje numer rejestracyjny auta, którego kierowca złamie przepisy. Potem drogówka wysyła do właściciela auta żądanie, by wskazał kierującego, a na końcu wystawia mandat zgodnie z taryfikatorem.

Kolejnym rodzajem urządzenia jest zestaw fotograficzny do rejestracji wykroczeń. Już w chwilę po popełnieniu wykroczenia można zobaczyć zdjęcie. Zdjęcia nie pokazują pojazdu w ruchu, ani nie ujawniają, o ile dany kierowca przekroczył dozwoloną prędkość, za to dokumentują twarz kierowcy i poza tym fotografują, czy auto jechało bez świateł i czy kierowca miał zapięte pasy bezpieczeństwa albo czy rozmawiał przez telefon komórkowy.

Dzięki dużemu przybliżeniu policjant z daleka widzi, czy kierowca łamie przepisy. Naciska spust i dowód gotowy.

Jeśli i to nie wystarcza, drogówka sięga po kaskadowy pomiar prędkości, żeby łapać tych kierowców, którzy złamią przepisy o prędkości na najszybszych drogach Polski. Koncepcja polega na tym, że kontrola prowadzona jest w następujących po sobie kilku punktach na tej samej drodze.

W takiej kontroli może brać udział dwa, trzy lub więcej radiowozów ustawionych kolejno po sobie na określonym, często krótkim, odcinku drogi. Kierowcy niestosujący się do ograniczeń prędkości muszą się liczyć z tym, że zostaną przyłapani przez policjantów, którzy mogą współdziałać w kilku patrolach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA