fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Szułdrzyński: Dziurawa samoobrona Stanisława Piotrowicza

Stanisław Piotrowicz
PAP, Tomasz Gzell
Nawet jeśli PiS uda się obronić byłego PZPR-owskiego prokuratora, to i tak jako partia antykomunistyczna straci wiarygodność.

Poseł Stanisław Piotrowicz przedstawił swą linię obrony. – Jestem dziś tym, który jest najbardziej w państwie atakowany – mówił i zapewnił, że nigdy nie oskarżał opozycjonistów.

To jego odpowiedź na wystąpienie byłego działacza Solidarności Antoniego Pikula, który został aresztowany w stanie wojennym, a ostatnio stwierdził, że prokurator Piotrowicz mu wtedy nie pomagał. To także odpowiedź na odnaleziony w IPN akt oskarżenia przeciwko Pikulowi z podpisem Piotrowicza.

Obecny poseł PiS zapewniał, że gdy tylko zapoznał się z aktami sprawy Pikula, która trafiła do niego przez przypadek, dogadał się w sprawie pomocy dla niego z obrońcą Stanisławem Zającem. Pojechali razem do aresztu i tak przeprowadzili czynności, by protokół był korzystny dla działacza „S". Aktu oskarżenia pisać nie chciał, ale przełożeni zmusili go do jego podpisania.

Piotrowicz nie ma sobie nic do zarzucenia. Twierdzi, że dzięki jego postępowaniu sąd oddał sprawę prokuraturze do uzupełnienia. Później trafiła ona do prokuratury wojskowej i ostatecznie została umorzona w sądzie.

Przedstawiona przez posła wersja wydarzeń stawia go w nieco lepszym świetle. Mamy dziś słowo przeciwko słowu. Z jednej strony ostatnie wystąpienia Pikula, który zmienił zdanie, bo kiedyś o Piotrowiczu wyrażał się pozytywnie. Z drugiej mamy obronę Piotrowicza, która w kilku punktach jest dziurawa.

Jedyna osoba mogąca potwierdzić wersję posła PiS, czyli mecenas Zając, zginęła w katastrofie smoleńskiej. W dodatku sam Piotrowicz zmienił wersję wydarzeń. W 2013 r. mówił „Gazecie Polskiej", że jego podpisu pod aktem oskarżenia nie było, a prócz przesłuchania Pikula nie podejmował innych czynności.

Mówił też, że wstyd mu, że w stanie wojennym był w PZPR i nie zachował się heroicznie. W poniedziałek zapewniał, że zawsze postępował tak jak trzeba i działał zgodnie z chrześcijańskimi wartościami. W dodatku przekonywał, że prawie w ogóle nie zajmował się sprawami politycznymi. Tyle że w PZPR działał. A służbę w partyjnej egzekutywie trudno nazwać apolityczną.

Piotrowicz mówi, że sprawa Pikula groziła jego karierze, ale w 1984 r. został odznaczony Krzyżem Zasługi.

Poseł powinien więc wyjaśnić jeszcze parę spraw. Ale nawet jeśli mu się to uda, a PiS uda się go obronić, i tak straci wiarygodność, jako partia, która ma ostatecznie pogrzebać komunizm.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA