fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Czas nowych schizm

Logo Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego
Wikimedia Commons, Domena Publiczna
Amerykańskie media (bo do polskich jakoś się to nie przebiło) poinformowały kilka dni temu, że trzecia co do wielkości wspólnota protestancka w Stanach Zjednoczonych podjęła decyzję o pokojowym rozejściu się „konserwatystów" i „liberałów". Ci drudzy mają pozostać w Zjednoczonym Kościele Metodystycznym, ci pierwsi powołać nowe wyznanie, na które – za cenę rezygnacji z dochodzenia swoich praw do własności kościelnej – mają otrzymać 25 mln dolarów. Jeśli z wyznania wyłonią się kolejne grupy, to otrzymają po 2 mln dolarów. Konserwatyści są w tym sporze w sytuacji słabszej, bo to oni mają głosować w zborach, które mają przejść do nowej organizacji kościelnej, czy chcą opuścić wyznanie, ci zaś, którzy zdecydują się w nim pozostać, mimo zmieniającej się doktryny, żadnych głosowań w zborach prowadzić nie będą.

Powodem owego podziału, który został wynegocjowany przez profesjonalnych negocjatorów, jest stosunek do LGBT. Konserwatyści, zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego i tradycją wszystkich wyznań chrześcijańskich, wspólną im aż do końca wieku XX, odrzucają możliwość ordynacji osób homoseksualnych, biseksualnych, transseksualnych na pastorów, a także uznają, że tzw. małżeństwa gejowskie są nie do pogodzenia z nauczaniem biblijnym. Liberałowie uznają, że obie te sprawy to kwestia wiarygodności wobec współczesnego świata, a także inkluzywnego rozumienia Dobrej Nowiny, która nikogo nie wyklucza. Spór to nienowy, dzielił on metodystów od dawna i od dawna próbowano go zawiesić, rozwiązać przy pomocy kompromisu. Teraz okazało się to niemożliwe, podjęto więc decyzję o „eklezjalnym rozwodzie".




Metodyści w tej sprawie wytyczają szlak. Wiele wskazuje na to, że ich drogą (niekoniecznie tak pokojową) pójdą inne wyznania chrześcijańskie. Spór o LGBT to bowiem w istocie nie tylko spór o stosunek do osób homoseksualnych czy nawet nie o to, jak odpowiadać na postulaty polityczne środowisk gejowskich, ale o to, jak rozumieć autorytet Pisma Świętego, jak odczytywać zawartą w Biblii antropologię, jak wreszcie podchodzić do współczesnych politycznych pomysłów, które są – niekiedy siłowo – narzucane społeczeństwom. O te kwestie spierają się obecnie wszyscy niemal chrześcijanie, a podziały w tych antropologiczno-moralnych kwestiach są niezwykle głębokie, analogiczne do tych, które dzieliły chrześcijan w czasach reformacji.

Identyczny spór, choć nieco innym językiem, toczy się także wewnątrz Kościoła katolickiego. Kilkanaście dni temu przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec kard. Reinhard Marx oznajmił, że pary homoseksualne mogą liczyć na błogosławieństwo ze strony Kościoła. Nie jest jasne, czy chodzi mu o jakąś formę modlitwy z osobami w takim związku (co jeszcze nie byłoby wielkim skandalem) czy o jakąś formę obrządku dla nich (co skandalem by już było). Choć on sam zapewnia, że takie błogosławieństwo nie może oznaczać zmiany nauczania Kościoła na temat małżeństwa, które jest zawsze związkiem kobiety i mężczyzny, to trzeba powiedzieć, że proces zmian jest już zapoczątkowany. Inni duchowni, choćby amerykański jezuita o. James Martin, już wzywają do zmiany katechizmu, a część biskupów w USA już zaprosiła osoby homoseksualne w stałych związkach do Komunii Świętej.

Jeśli ktoś sądzi, że ten proces da się łatwo zatrzymać, jest w błędzie. Spór będzie narastał, podobnie jak realna schizma, nawet jeśli cicha. Nie musi się ona zakończyć tak jak u metodystów (ciekawe swoją drogą, w jakim kierunku pójdą metodyści w Europie, bo i tu są podzieleni), ale determinacja liberalnych teologów, by wykluczać konserwatystów, będzie się zwiększać. Idą trudne czasy.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA