fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Od pudła z karnego do willi w Toskanii. Stefan Szczepłek o książce „Zbigniew Boniek. Mecze mojego życia”

Zbigniew Boniek. Mecze mojego życia
Zbigniew Boniek, Janusz Basałaj - Mecze mojego życia. SQN, Kraków 2020
materiały prasowe
Książka napisana przez Zbigniewa Bońka wspólnie z Januszem Basałajem to polska historia okraszona włoskim rodzynkiem.

„W styczniu 1985 roku prezes AS Roma Dino Viola spotkał się ze mną w swojej willi pod Florencją. Ostatniego dnia stycznia pożyczyłem ferrari od Michela Platiniego i wyjechałem o szóstej rano z Turynu, by obgadać z prezesem szczegóły mojej umowy".

Ilu polskich piłkarzy mogłoby napisać takie zdania? Tylko jeden: Zbigniew Boniek. Jest tu prawie wszystko: ziemia obiecana, jaką są Włochy, wielkie nazwiska i niebotyczne pieniądze.

Robert Lewandowski osiągnął podobny status 30 lat później w innym kraju, ale sukcesy z reprezentacją, jakich doświadczył Boniek, ma wciąż – miejmy nadzieję – przed sobą.

To jest opowieść o przeszłości latach PRL-u, obyczajach futbolowych, trenerach i działaczach przynoszonych w teczkach lub piszących raporty dla bezpieki. Ale to też zgrabny przekaz, że niektóre sytuacje wciąż się powtarzają, zmieniają się tylko nazwiska i nazwy.

Jest też mowa o roli przypadku w życiu. Co by się stało, gdyby w roku 1975, w meczu Zawisza Bydgoszcz – Lechia Gdańsk, prawie decydującym o awansie do ekstraklasy, Boniek wykorzystał rzut karny? Ale trafił w słupek, Zawisza przegrał 0:1, a część kibiców podejrzewała, że mecz został sprzedany i wiadomo kto sprzedał. Ten, kto nie wykorzystał jedenastki.

Wszyscy byli rozżaleni, kiedy więc w drodze z boiska do szatni ktoś pod adresem Bońka rzucił głośno zarzut, ten odpowiedział bluzgiem. Nie patrzył do kogo mówi. A był to mistrz olimpijski, biegacz Zdzisław Krzyszkowiak, mężczyzna starszy od ojca piłkarza. No i się zaczęło. Boniek stał się wrogiem publicznym. Czytał na swój temat niepochlebne opinie, z którymi trudno było mu się zgodzić. Kiedy ma się 19 lat, niełatwo znieść takie ataki.

I właśnie wtedy pojawiła się propozycja z Widzewa. Gdyby nie przestrzelony karny, Boniek zapewne zostałby w Zawiszy (choć raczej nie na długo) i losy jego, Widzewa oraz reprezentacji Polski potoczyłyby się inaczej.

Trzy lata później pojechał na swoje pierwsze mistrzostwa świata. Cztery lata później zagrał w Buenos Aires w drużynie Reszty Świata przeciw Argentynie i Diego Maradonie. Bez niego nie byłoby „Wielkiego Widzewa", bo „widzewski charakter" to był charakter Bońka. Nie byłoby trzeciego miejsca reprezentacji Polski na świecie i kto wie, może także Pucharu Mistrzów dla Juventusu.

Zbigniew Boniek opowiada o kulisach tych wydarzeń wprawdzie w pierwszej osobie, ale nigdy z wyższością. I nie mówi o słabościach innych, a mógłby to robić, bo był obecny przy większości najważniejszych wydarzeń w polskiej piłce ostatnich 40 lat.

Opowiada natomiast o sytuacjach, w których ludzie mu się nie sprawdzali. Jak choćby o presji legendarnego komentatora telewizyjnego Jana Ciszewskiego na Antoniego Piechniczka, aby w meczu z Peru na mundialu 1982 nie wystawiał Bońka.

W książce jest lista 38 kolegów i rywali z boiska. Najlepsze nazwiska polskiego, włoskiego i światowego futbolu. Jeśli mi czegoś brakuje, to osobistych opinii Bońka na ich temat, zamiast encyklopedycznych notek biograficznych. Ale to może okazja do napisania drugiej części książki, właśnie o tych ludziach. Na pewno czytałoby się tak dobrze, jak „Mecze mojego życia".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA