fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Szczepłek: Trenerzy się nie znają

Waldemar Fornalik, trener Piasta
Fotorzepa/ Grzegorz Rutkowski
W lipcu ubiegłego roku, przed rozpoczęciem ligi „Przegląd Sportowy" spytał trenerów, kto zostanie mistrzem Polski. Żaden z 16 nie wymienił Piasta Gliwice.

Powtórzono to pytanie w lutym. Piast przed rozpoczęciem rundy wiosennej, po 20 meczach zajmował szóste miejsce, ze stratą 11 punktów do prowadzącej Lechii i ośmiu do Legii. Nic dziwnego, że trenerzy nie zmienili zdania. Wskazywali jak zwykle na najbogatszą Legię, Lecha z Adamem Nawałką, Lechię lub Jagiellonię.

Czy trenerzy nie znają się na swojej pracy? Mam wrażenie, że kilku się nie zna. Gdzieś kiedyś coś im się udało, a potem jadą na nazwisku, grają rolę wszechwiedzących, na co mało zorientowani właściciele klubów dają się nabierać. Inni trenerzy wierzą, że piłką rządzą pieniądze i kto ma ich więcej, tym jego szanse są większe. Ustalony raz na kilka lat porządek jest nie do ruszenia.

Dochodzą do tego stereotypy w rodzaju „warszawka jest bliżej PZPN i Legii pomagają sędziowie". Wystarczy błąd sędziego Daniela Stefańskiego na korzyść Legii w meczu z Lechią, aby mieć argument potwierdzający teorię spiskową. W futbolu dla kibiców i trenerów nie ma granicy obłędu.

Waldemar Fornalik był daleko od tego rodzaju dywagacji i plotek. On w sondażu „PS" też nie stawiał na swoją drużynę, ale w jego wypadku wynikało to ze skromności. Stawiając na faworytów, dodawał, że „do walki zawsze może się włączyć inna drużyna". Cicho jechał – dalej zajechał. Kiedy faworyci borykali się z rozmaitymi problemami, Piast szedł jak burza. W rundzie dodatkowej wygrał sześć z siedmiu meczów. Pokonał najgroźniejszych rywali – Legię i Lechię – na ich stadionach.

W decydujących meczach Fornalik miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Nikt nie był kontuzjowany, nikt się nie leczył. Trener sam przypomniał, że to efekt pracy i filozofii lekarza, który nie żyje od dziewięciu lat – doktora Jerzego Wielkoszyńskiego, fizjologa i trenera, który przez lata wprowadzał w Polsce nowatorskie metody leczenia kontuzji i przygotowywania do meczów.

Trenerzy, którzy niewiele osiągnęli, uważali go za szarlatana. Antoni Piechniczek, Orest Lenczyk, Waldemar Fornalik czy piłkarze, których postawił na nogi: Jerzy Brzęczek, Marek Citko, Andrzej Niedzielan, Radosław Kałużny, Arkadiusz Głowacki lub Jakub Błaszczykowski mają odmienne zdanie. Ich sukcesy świadczą o skuteczności doktora, a Fornalik stawia na medyków, którym idee i metody zmarłego lekarza są bliskie. Jeśli dodamy do tego fakt, że mentorem Fornalika był Antoni Piechniczek, będzie można mówić, że sukces Piasta jest w jakimś stopniu zwycięstwem polskiej szkoły futbolu, a przynajmniej najzdolniejszych trenerów i lekarzy, wyedukowanych w kraju.

Fornalik jest pierwszym od roku 2013 trenerem Polakiem, który zdobył mistrzostwo, pracując przez cały sezon. W roku 2013 z Legią wygrał Jan Urban. Rok przed nim zwyciężyła stara szkoła Oresta Lenczyka, który ze Śląskiem Wrocław miał za nic ustalone hierarchie. Jak Fornalik teraz. Trenerzy z zagranicy, nawet jeśli wygrywali, nie zapadli w pamięć z powodu szczególnych umiejętności. Może z wyjątkiem Stanisława Czerczesowa, który doprowadził Legię do mistrzostwa na jej stulecie.

W poniedziałek odbyła się w Warszawie Gala Ekstraklasy, podczas której wręczano nagrody Waldemarowi Fornalikowi i najlepszym piłkarzom. Ja przyznałbym jeszcze jedną nagrodę, dziennikarzowi TVN Szymonowi Jadczakowi za cykl reportaży w programie „Superwizjer", na temat kibolstwa i grup przestępczych w kierownictwie Wisły Kraków. To doprowadziło do głębokiej reformy klubu i odsunięcia od niego pospolitych bandytów.

Każdy dziennikarz piszący o piłkarskich chuliganach musi się liczyć z ich reakcją w formie pogróżek lub fizycznych aktów agresji. Odwaga Szymona Jadczaka jest tym cenniejsza, że przypadła na czas kryzysu dziennikarstwa sportowego.

Znani dziennikarze reklamują zakłady bukmacherskie, mniej znani przychodzą na trybuny prasowe w szalikach klubowych, a redaktor naczelny, dyrektor TVP Sport, zamanifestował swój obiektywizm, przychodząc na Łazienkowską w koszulce klubowej Legii.

To też jest polska piłka. Raduje więc zwycięstwo skromnego Piasta z miasta o liczbie ludności niewiele większej od warszawskiego Ursynowa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA