fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Oscary

Oscary 2020: Kim jest Bong Joon-ho

AFP
A jednak! Nie „1917‚ nie „Joker”, nie „Irlandczyk” czy „Historia małżeńska”, tylko „Parasite”. Olbrzymia niespodzianka! Po raz pierwszy w ponad dziewięćdziesięcioletniej historii Oscarów statuetkę dla najlepszego filmu roku zdobyła produkcja nieamerykańska. Koreańczyk Bong Joon-ho stał się bohaterem tego wieczoru. W Dolby Theatre wychodził na scenę czterokrotnie, bo odbierał też Oscary za scenariusz oryginalny, reżyserię i dla najlepszego filmu zagranicznego.

50-letni reżyser nie jest nową postacią na filmowym rynku. To autor świetnej trylogii kryminalnej, w której nie zabrakło, jak w „Parasite”, obserwacji społecznych.

„Zagadka zbrodni” o poszukiwaniach seryjnego mordercy kobiet, „Matka” o kobiecie, która chce wyciągnąć z więzienia syna oskarżonego o morderstwo z koreańskimi elitami i koreańskim systemem sprawiedliwości w tle i „The Hoast. Potwór” o monstrum terroryzującym miasto otworzyły mu drogę na Zachód.

W koprodukcji koreańsko-amerykańsko-czesko-francuskiej zrealizował dystopijny thriller „Snowpiercer. Arka przyszłości”, gdzie w gigantycznym pociągu pokazywał dwa bieguny społeczeństwa. Podobnie jak w „Parasite” mieszając style – od dramatu do komiksu. Potem dla Netfiksa zrobił „Okję” - uroczą opowiastkę o przyjaźni małej dziewczynki i wielkiej, zmutowanej świni. I chyba zrozumiał, że takie historyjki są dla artysty o jego temperamencie tylko miłym oddechem, bo wrócił do swoich zainteresowań i do Korei, by zrobić „Parasite”. Ciekawy film, w którym przeskakując od realizmu aż do „stylu Tarantino” opowiada historię dwóch rodzin. Ta biedna, mieszkająca w suterenie w ubogiej dzielnicy wykorzystuje każdy podstęp, by dostać się w charakterze służby do domu bogaczy i zawładnąć nim. Bong Joon-ho portretuje świat pełen podziałów, antagonizujący ludzi należących do społecznej elity i tych wyrzuconych na margines z różnych powodów, przede wszystkim ekonomicznych. Z tą diagnozą pokaleczonego, podzielonego świata trafił we współczesne nastroje.

Triumfalny marsz „Parasite” zaczął się w maju 2019 roku roku w Cannes, skąd Bong Joon-ho wywiózł Złotą Palmę. Potem Koreańczyk dorzucił do tego cennego trofeum worek innych nagród festiwalowych, wyróżnienia krytyków z różnych stron świata, a wreszcie Złoty Glob i dwie brytyjskie BAFTA – dla filmu zagranicznego i za scenariusz.

Poczwórny triumf Oscarowy jest jednak wielkim wydarzeniem. Tego nie udało się dotąd dokonać żadnemu zagranicznemu filmowi. Nawet „Romie” w 2019 roku, choć Alfonso Cuaron jest traktowany w Hollywood jak reżyser amerykański, a Netflix wydał na kampanię Oscarową ponad 25 mln dolarów.

Jan Komasa

reżyser "Bożego Ciała" po oscarowej gali zapowiada premierę "Hejtera"


Nominacja dla „Bożego ciało”, czwarta dla polskiego filmu w dekadzie, to wielki sukces. Znamienne jest, że „Parasite”  i „Joker” są filmami o skutkach podziału świata. W „Bożym Ciele” też zajęliśmy się tym problemem, jednak próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, co zrobić, byśmy znowu zaczęli rozmawiać i mogli usiąść przy jednym stole.  Pytany o kompanię prezydencką w USA i Polsce, mówiłem że bardziej niż prezydenta potrzebujemy terapeuty. O problemie obecnej polityki, która dzieli, jest mój nowy film „Hejter”. Premiera w marcu. Opowiadam o wyborze prezydenta, co prawda  miasta, ale w przewrotny sposób.


j.c.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA