fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Oczekiwania rozgrzane do czerwoności

Fotorzepa, Michał Walczak
Kolejne grupy społeczne i zawodowe będą żądać podwyżek płac i dochodów w związku z wysokim wzrostem PKB w polskiej gospodarce.

Roszczenia społeczne raczej nie zostaną zaspokojone ze żniw inwestycyjnych, ponieważ akumulacja, jakkolwiek zaczyna wreszcie odbijać, to może jedynie oscylować wokół bardzo niskiego udziału 18 proc. w PKB. Tak niski poziom inwestycji w PKB charakteryzuje kraje, które w naszych badaniach określamy jako ekonomicznie emocjonalne. Polska zaczyna się do nich zaliczać.

Polityka gospodarcza krajów emocjonalnych najczęściej jest realizowana pod dyktando oczekiwań społecznych. Oznacza to czasowe ignorowanie takich czynników jak zmiany na rynkach zagranicznych towarów i usług, postęp technologii, standardy w zakresie ochrony środowiska czy praw człowieka oraz sytuacji na krajowym rynku pracy.

W naszych badaniach oczekiwania społeczne są jedną z czterech grup wskaźników szczegółowych, charakteryzujących syntetyczny wskaźnik równowagi systemu społeczno-gospodarczego (wskaźnik ALK). Pozostałe trzy grupy wskaźników to: bieżąca sytuacja społeczna, ekonomiczne czynniki wewnętrzne i ekonomiczne czynniki zewnętrzne.

Wszystkie łącznie określają sterowność systemu, czyli jego zdolność do adekwatnego reagowania na zmiany zachodzące wewnątrz i na zewnątrz gospodarki i społeczeństwa. Kształtowanie się syntetycznego wskaźnika ALK i jego czterech komponentów w latach 1999–2017 pokazuje wykres.

Wysokie aspiracje

Oczekiwania społeczne odnotowują zdecydowanie większy wzrost w 2017 r. niż pozostałe trzy komponenty i zbliżają się do wysokiego poziomu sprzed kryzysów z lat 1999 i 2007. Czy może to oznaczać, że znów grozi nam spowolnienie lub wręcz kryzys?

Wzrost gospodarczy Polski, nieprzekraczający o 3 pkt proc. wzrostu PKB Unii Europejskiej, nie zapewnia oczekiwanego przez społeczeństwo skracania dystansu do najbardziej rozwiniętych krajów Wspólnoty. Niezaspokojone lub nie w pełni zaspokojone społeczne oczekiwania mogą doprowadzić do zaburzenia równowagi społecznej i politycznej, a wówczas grożą nam w skali społecznej negatywne konsekwencje dysonansu poznawczego.

Polega on na tym, że silne przekonanie, iż „będzie lepiej" konfrontowane jest z coraz większą liczbą negatywnych doświadczeń i obserwacji. Wiara w przyszłość zmienia się wówczas w poczucie zawodu, a nawet gniewu. W takiej sytuacji prawdziwą sztuką będzie zarządzanie oczekiwaniami i aspiracjami społecznymi w warunkach ograniczonych możliwości gospodarki, innymi słowy porzucenie emocjonalnego trybu polityki społeczno-gospodarczej na rzecz racjonalnego kalkulowania potrzeb i możliwości w dłuższym horyzoncie czasowym. Taka zmiana musi być umiejętnie zakomunikowana społeczeństwu.

Pesymistyczny scenariusz nie musi się zrealizować, bo gospodarka Polski świetnie sobie radzi dzięki sprzyjającej sytuacji zewnętrznej. Jak widać na wykresie, krzywa ekonomicznych czynników zewnętrznych idzie w górę i silnie wspiera wewnętrzne czynniki wzrostu gospodarczego. Wprawdzie liczne prognozy wskazują na wiele potencjalnych źródeł przyszłego spowolnienia gospodarczego na świecie i w Europie, czym innym są jednak zagrożenia, a czym innym ich urzeczywistnienie w postaci braku wzrostu PKB, niższych inwestycji, konsumpcji i obrotów w handlu zagranicznym.

W numerycznych prognozach tych wielkości nie widać załamania, jedynie lekkie osłabienia dynamiki wzrostu. Jednakże numeryczne prognozy, nawet najbardziej szacownych światowych organizacji i instytutów naukowych, potrafią się zmieniać kilka razy w roku. Nie można więc wykluczyć istotnego spowolnienia gospodarki światowej i także gospodarki polskiej.

Gdyby rzeczywiście na świecie zaczęły się pojawiać poważniejsze oznaki kryzysu gospodarczego, to gospodarka Polski może ponownie (jak w latach 2000–2001 i 2008–2012) przejść je łagodniej niż reszta świata. Pod dwoma wszakże warunkami.

Po pierwsze, konieczna jest dobra współpraca rządu z kapitałem zagranicznym, który odpowiada za ponad połowę polskiego eksportu. Tutaj pojawia się jednak wiele problemów. Symbolicznym może okazać się syndrom Fiata-Chryslera, dotychczas potęgi eksportowej Polski, która w tej chwili stoi „na rozdrożu".

Statystyki NBP odnotowały spadek inwestycji zagranicznych w 2017 r. do 35 mld zł z 62 mld zł w 2016, i wszystko wskazuje, że w 2018 inwestycje te będą również poniżej roku 2016. Wprawdzie rzeczywisty spadek inwestycji zagranicznych nie jest tak silny, jeśli dokładnie przeanalizuje się powyższe liczby, to udział tych inwestycji w PKB jest znacznie niższy niż w poprzednich okresach dobrej koniunktury.

Po drugie, niezbędne jest zatrzymanie syndromu Pesy czy Ursusa, czyli wyczerpywania się ekstensywnych możliwości eksportowych ambitnych polskich przedsiębiorstw prywatnych skonfrontowanych z trudnym dostępem do kapitału. Nie widać postępu w tej dziedzinie ze względu na słabo skrywaną niechęć władz do dużych firm prywatnych. A to one, a nie średni, mały i mikrobiznes, zadecydują o przyszłym wzroście lub spowolnieniu gospodarczym. „Wspieranie" małej przedsiębiorczości w gruncie rzeczy ma wymiar socjalny.

Hazard ambicji

Dokonywana przez nas za pomocą wskaźnika ALK analiza faz cyklu społeczno-ekonomicznego w gospodarce polskiej w latach 1999–2017 pokazuje, że oczekiwania społeczne są istotnym pozytywnym czynnikiem rozwoju, ponieważ dostarczają bodźców do zmian prospołecznych i prokonsumpcyjnych. Jednak mogą też doprowadzać do zahamowania wzrostu, gdy rosną zbyt silnie.

Atrakcyjność silnego wzrostu oczekiwań społecznych przybiera charakter hazardu: mogą jeszcze nawet kilka lat pobudzać wzrost gospodarczy i dobrą ocenę bieżącej sytuacji wewnętrznej, ale mogą też szybko doprowadzić do załamania i perturbacji społecznych i politycznych. Zgodnie ze starym podręcznikowym zaleceniem laureata Nobla z ekonomii Paula Samuelsona: „trzeba schować poncz, gdy impreza zaczyna się rozkręcać".

Oczekiwania społeczne nie mają charakteru homogenicznego: inaczej wyrażają się u konsumentów, inaczej u pracowników i jeszcze inaczej u przedsiębiorców. Z punktu widzenia rozwoju społeczno-gospodarczego najlepiej, gdy ta ostatnia grupa charakteryzuje się optymistycznymi oczekiwaniami. Od trzech lat przedsiębiorcy wykazują najmniejszy entuzjazm, co przekłada się na stagnację w inwestycjach prywatnych. Dopiero w roku 2018 zaczynają one lekko wzrastać, jednak zdecydowanie słabiej, niż to zazwyczaj ma miejsce przy wzroście PKB na poziomie 5 proc.

Optymizmem tryskają natomiast Polacy jako konsumenci. Z kolei pracownicy zaczynają wykazywać coraz większe zniecierpliwienie i frustrację, oczekując wzrostu wynagrodzeń.

Na ile więc możliwe jest – mówiąc nieprzypadkowo językiem Nassima Taleba – zwiększenie antykruchości polskiej gospodarki przez wzrost pozytywnych oczekiwań polskich przedsiębiorców, racjonalizację oczekiwań konsumentów i zdecentralizowaną realizację oczekiwań pracowniczych?

Relatywnie mało optymistyczne oczekiwania przedsiębiorców w stosunku do wysokiego wzrostu PKB mają wiele przyczyn. Na ich czele jest permanentnie wysoka niepewność polityczna i systemowa, powodująca nadmierne wykorzystanie posiadanych zdolności wytwórczych zamiast ich inwestycyjnej rozbudowy.

Łagodzący wpływ taniej, zagranicznej siły roboczej na koszty działalności okazał się dość efektywny, w 2017 r. podniósł bowiem rentowność netto przedsiębiorstw niefinansowych do poziomu 4,8 proc. z poziomu 3,6 proc. w 2015. W 2018 rentowność jednak już obniża się do 4,3 proc. To skutek braku modernizacji, jaka pozwalałaby częściowo złagodzić presje płacowe i konkurencję o tańszych pracowników ze strony innych krajów, np. Czech czy Słowacji, oraz pomogłaby działać w bezinflacyjnym, silnie konkurencyjnym świecie.

Czy odkładana konieczność modernizacji wreszcie przeważy obawy przedsiębiorców, związane z niepewnością polityczną i systemową? Po stronie niepewności znajduje się też zmiana modeli biznesowych, odchodzenie od zawodnych biznesplanów, sprzyjających kiedyś inwestycjom, i przechodzenie do „szczupłych" przedsięwzięć angażujących mniej tradycyjnych inwestycji. W warunkach niepewności silniejsze staje się także dążenie do zapewnienia osobistego bezpieczeństwa finansowego kosztem inwestycji i nieuchronnie związanego z nimi ryzyka.

Niska, bliska zera inflacja i wysoka konkurencyjność gospodarki bardzo cieszą natomiast konsumentów. Konsumpcja jest od trzech lat głównym silnikiem ciągnącym polską gospodarkę. Nie jest to jednak konsumpcja racjonalizująca produkcję, bo znaczna jej część skierowana jest na rekordowe zakupy używanych aut z importu, gadżetomanię. Natomiast wzrost zakupu mieszkań zaczyna coraz częściej natrafiać na bariery realizacyjne i finansowe, zarówno po stronie wykonawców (siła robocza), jak i nabywców (zdolność kredytowa).

Pochopne działania państwa

Rozgrzane oczekiwania stają się najbardziej niebezpieczne na rynku pracy. Nadmiernym adresatem tych oczekiwań staje się państwo, które zamiast procesu prywatyzacji i decentralizacji rynku pracy umocniło i rozszerzyło swój wpływ na gospodarkę.

Państwo, obarczone niskim poziomem menedżerskiej sprawności, zbyt pochopnie bierze na siebie największy ciężar inwestycji i negocjacji z pracownikami. I to ono będzie musiało się zmierzyć z rozgrzanymi do czerwoności oczekiwaniami społecznymi.

Prof. Andrzej K. Koźmiński jest prezydentem Akademii Leona Koźmińskiego (ALK), prof. Adam Noga pracuje w Katedrze Ekonomii ALK, Katarzyna Piotrowska – w Katedrze Metod Ilościowych i Zastosowania Informatyki ALK, a prof. Krzysztof Zagórski – w Katedrze Nauk Społecznych ALK. Wspólnie prowadzą badania syntetycznego wskaźnika równowagi systemu społeczno-gospodarczego (wskaźnika ALK).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA