fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Robert Gwiazdowski: Pół biedy i bieda cała

shutterstock
Alchemicy od wieków poszukiwali kamienia filozoficznego – substancji zamieniającej metale nieszlachetne w szlachetne, które pełniły rolę pieniądza.

Okazało się, że odkryli go współcześni makroekonomiści, którzy pieniądze, które pełnią rolę złota, „wypłukują z powietrza". Bank centralny może ich wyemitować, ile chce. Nazywa się to Modern Monetary Theory (MMT). Niektórzy jednak złośliwie rozwijają ten skrót jako More Money Today. A co będzie tomorrow?

Teoria ta bardzo mi się spodobała. Bo państwo nie powinno potrzebować moich pieniędzy. Skoro ma „swoje". Okazuje się jednak, że moje pieniądze wcale nie są „moje". Zarobiłem je w społeczeństwie, więc tylko jakiś ich procent jest mój. I ktoś wie, jaki to jest procent, a jaki ma wrócić do społeczeństwa. Państwo ich nie potrzebuje do funkcjonowania, tylko do zwiększania równości i sprawiedliwości społecznej.

Ale skoro można wyemitować tyle pieniędzy, ile się chce, to dlaczego zwiększa się dług publiczny? Tego to już zupełnie nie wiadomo. Widocznie nie można wyemitować, ile się chce i trochę trzeba pożyczyć. Długu ponoć nie trzeba będzie oddawać. Wystarczy go obsługiwać. W tym jest trochę racji. Skoro bowiem niektórzy w jakimś nie do końca transparentnym trybie otrzymali te wyemitowane z niczego przez banki centralne pieniądze, to muszą coś z nimi zrobić – kupić jakieś aktywa, których na sprzedaż nie ma za dużo, albo pożyczyć wiarygodnemu kredytobiorcy, żeby płacił odsetki. Zawsze to lepsze od trzymania ich w banku na ujemnych stopach procentowych.

Ale o długu parę rzeczy trzeba wiedzieć. A dokładniej pięć: od kogo się pożycza, w jakiej walucie, jak dużo, jak szybko zwiększa się zadłużenie i w jakim celu. Dług wewnętrzny nie jest tak groźny jak zagraniczny – własnych obywateli łatwiej oszukać. Ten w pieniądzu emitowanym przez dłużnika jest mniej groźny niż w pieniądzu emitowanym przez wierzycieli – bo dłużnik nie może emitować cudzych pieniędzy, a jak za dużo emituje własnych, to kursy wymiany się niekorzystnie zmieniają. Jak wysoki może to być dług – jeżeli prawdą jest, że nie trzeba go będzie spłacać – nie powinno mieć znaczenia. Chyba że jednak trzeba będzie. Żeby dług obsługiwać, czyli płacić odsetki, trzeba mieć na odsetki. A skoro się ma deficyt, to dług trzeba „rolować", czyli zaciągać nowy na odsetki od starego. Jak zbyt szybko się dług powiększa, wierzyciele mogą się bać pożyczać. A wtedy trzeba zacząć spłacać dług. Jak go zaciągnięto na cele inwestycyjne, to pół biedy. Ale jak go zaciągnięto na łapówki dla wyborców – to bieda będzie cała.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA