fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Spór o sądy wraca do Polski - komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Waldemar Kompała/Fotorzepa
Opinia rzecznika generalnego TSUE daje polskim sędziom i opozycji twardszą podstawę do kwestionowania statusu nowej Krajowej Rady Sądownictwa oraz jej decyzji.

Wyrok Trybunału w Luksemburgu jeszcze nie zapadł, ale wysoce prawdopodobne jest, że będzie zbieżny z czwartkową opinią rzecznika generalnego. Stwierdził on, w skrócie, że Izba Dyscyplinarna SN nie spełnia wymogów niezależności w rozumieniu prawa UE, bo jej skład rekomendowała Krajowa Rada Sądownictwa. Jej status jest zaś wadliwy, ponieważ sędziowską część wybierają politycy.

Czytaj także:

Zarówno szef nowej KRS Leszek Mazur, jak i Zbigniew Ziobro szybko skrytykowali opinię rzecznika. Minister sprawiedliwości wskazywał m.in. na rozwiązania niemieckie. Tam wpływy polityczne na obsadę stanowisk sędziowskich są znacznie większe niż w Polsce.

To jednak Polska, a nie Niemcy, prowadzi spór o praworządność z Brukselą i sporą częścią zbuntowanego środowiska sędziowskiego, które podobnie jak opozycja kwestionuje reformy wprowadzone przez PiS. I to Polska, a nie Niemcy, ma z tym problem. Nie do końca ma też rację sędzia Mazur, że wyrok nie będzie miał znaczenia.

Oczywiście odpowiedź na pytanie prejudycjalne wiąże bezpośrednio pytający sąd (w tym wypadku Sąd Najwyższy) i nie obliguje np. rządu w Warszawie do rozwiązania Izby Dyscyplinarnej oraz zmiany formuły nowej KRS. Ma jednak moc bomby z opóźnionym zapłonem. Sędziowskie organizacje buntujące się przeciwko zmianom opierały swoje stanowiska na subiektywnych opiniach, otrzymają twardy argument prawny w postaci decyzji sądu UE, potwierdzający wprost stawiane zarzuty. Co więcej, sędziowie będą wykorzystywać decyzje TSUE w swoich orzeczeniach, jeżeli prowadzone sprawy będą dotykały aktywności KRS i Izby Dyscyplinarnej SN.

W ten sposób status Izby Dyscyplinarnej może być kwestionowany, a jej decyzje nieuznawane i skarżone (nie jest jasne gdzie). Kwestionowane z większą siłą mogą być też decyzje KRS, a zgromadzenia sędziowskie blokujące dziś wakaty kilkuset sędziom z powodu, ich zdaniem, wadliwości nowej KRS wzmocnią jedynie swoje stanowisko orzeczeniem TSUE. Trybunał otworzy też drogę do kolejnych skarg i pytań prejudycjalnych, gdy tak powstałe spory nie znajdą rozwiązania w Polsce.

To może apokaliptyczna wizja, ale patrząc na dynamikę sporu, z czasem bardzo realna. Spór o Temidę wraca z unijnego forum do Polski, tyle że w ostrzejszej formie. Sędziowie dostali argumenty prawne, które trudno będzie kwestionować.

Co zrobi PiS? W tej sytuacji raczej nie zastosuje manewru wyprzedzającego, jak w przypadku wieku emerytalnego sędziów. Gdyby zdecydował się na taki krok, rozmontowałby wszystkie zmiany w wymiarze sprawiedliwości, które z takim wysiłkiem wprowadzał. „Nadzwyczajna kasta" i znienawidzony Frans Timmermans triumfowaliby, co byłoby politycznie nie do przyjęcia.

Czerwoną linią w sporze z Brukselą jest przestrzeganie orzeczeń TSUE. Za nią stoi polityczny zarzut polexitu, który przed wyborami nabiera większej mocy. Dlatego PiS będzie raczej unikał kolejnego politycznego zwarcia, traktując ten spór jako wewnętrzną sprawę sądownictwa, w którą nie chce ingerować. Moment na taki bezruch jest dobry, bo nie ukształtował się jeszcze nowy porządek w UE, z nowym składem Komisji i koalicji w Parlamencie. Dla polityków zajętych układaniem nowych konstelacji w Unii sprawa praworządności zeszła na drugi plan i trudno spodziewać się nacisków.

W dzisiejszej Polsce opinia rzecznika po raz kolejny pokazuje, jak dalekosiężne skutki może mieć nieprzemyślana, w gruncie rzeczy emocjonalna, decyzja zmian w KRS, której destrukcyjne skutki związane z nieustającym konfliktem wokół jej statusu mogą się rozciągnąć na długie lata.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA