fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marcin Matczak o uchwale Sądu Najwyższego w sprawie prawa łaski

Marcin Matczak
materiały prasowe
O tym, co oznacza wydana w środę uchwała Sądu Najwyższego w sprawie prawa łaski i jakie konsekwencje niesie ze sobą, mówi Agacie Łukaszewicz profesor Marcin Matczak, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Rz: Panie profesorze, nie milkną echa środowej uchwały Sądu Najwyższego w sprawie prawa łaski. Ten uznał, że o ułaskawieniu można mówić dopiero wtedy, kiedy dojdzie do prawomocnego skazania. Jeśli jednak do aktu łaski dojdzie wcześniej, to pozostaje on nieważny – uznał SN. Wszyscy czekali na ten wyrok. Co zrobi Sąd Najwyższy – zastanawiało się wielu. Teraz, kiedy uchwała jest już znana, pojawiają się głosy, że SN nie miał prawa zabierać głosu w tej sprawie, bowiem wypowiadał się w sprawie prerogatyw prezydenta, a do tego nie ma prawa. Pana zdaniem Sąd Najwyższy mógł wydać taką uchwałę czy nie?

Marcin Matczak: Oczywiście, że miał prawo, wręcz obowiązek. Proszę zauważyć, że sąd nie wypowiadał się w sprawie prerogatyw prezydenta, tylko zabierał głos w konkretnej sprawie. I robił to nie sam z siebie, tylko o rozstrzygnięcie sprawy zwrócił się do niego trzyosobowy skład sędziowski także SN. Ten nabrał wątpliwości przy rozpatrywaniu kasacji pełnomocników pokrzywdzonych. SN w składzie siedmioosobowym nie miał innego wyjścia, niż wątpliwości rozstrzygnąć.

Czyli SN nie wszedł w kompetencje prezydenta? Bo takie głosy też się pojawiły.

Absolutnie. Jeśli już ktoś wszedł w czyjeś kompetencje, to raczej prezydent w kompetencje sądu, poprzez skorzystanie z prawa łaski przed wydaniem prawomocnego wyroku przez ten sąd. Jak stwierdził SN, powstrzymanie się prezydenta od ingerowania w przebieg procesu sądowego, zanim ten się nie skończy, jest jedynym sposobem na rozdzielenie kompetencji sądu, jako reprezentanta władzy judykacyjnej, i prezydenta, jako reprezentanta egzekutywy.

Pana zdaniem uchwała jest prawidłowa? Zgadza się pan z takim poglądem?

Tak. Prezentuję taki sam jak Sąd Najwyższy pogląd w kwestii prawa łaski. Prezydent ma prawo ją zastosować, ale tylko i wyłącznie wobec osoby skazanej prawomocnym wyrokiem. Przedstawię to na przykładzie. Znamy z historii sytuację, w której cesarz rzymski ułaskawia gladiatora, który przegrał walkę, podnosząc kciuk w górę. Pan prezydent w sprawie Kamińskiego zachował się tak, jakby ten kciuk podniósł, zanim skończyła się walka, jakby ułaskawił kogoś, kto nie został jeszcze pokonany w boju.

Taki argument powinien przemówić do wielu. A nie do wszystkich przemawia. To rzeczywiście bez sensu?

Najmniejszego. Oczywiście można dalej forsować pogląd, że prezydent może wszystko, ale także prezydent jest związany wymogiem działania na podstawie i w granicach prawa. Uzasadniając zastosowanie prawa łaski na tym etapie, prezydent mówił, że wyręczył sądy w orzekaniu w politycznej sprawie. To jest po prostu niemożliwe – zadaniem prezydenta nie jest wymierzanie sprawiedliwości. Nie ma więc prawa wyręczać sądów w orzekaniu nawet w najtrudniejszych sprawach. W żadnych sprawach. To działanie rażąco sprzeczne z zasadą trójpodziału władzy.

A czy prezydent będzie mógł jeszcze raz użyć prawa łaski wobec Mariusza Kamińskiego i skazanych wraz z nim za nadużycie uprawnień, oczywiście jeśli zajdzie taka potrzeba?

Oczywiście, że tak. W sytuacji przewidzianej przez konstytucję – czyli po wydaniu przez niezależny sąd prawomocnego wyroku.

To o co ta cała awantura?

W świat idzie nie najlepsza informacja. Uchwała sądu, tym razem Sądu Najwyższego, znów nie jest respektowana przez rządzących. I to w największym stopniu, bo przez samego prezydenta. Brak poszanowania prawa, wyroków godzi w podstawowe zasady państwa prawa.

Myślę, że chodzi o to, by politycznie pokazać, że Sąd Najwyższy, podobnie jak wcześniej Trybunał Konstytucyjny, nie ma prawa wchodzić w drogę rządzącym. Tyle tylko, że w państwie prawa sądy od tego właśnie są, by kontrolować rządzących.

Jest jakieś wyjście z tej nieciekawej sytuacji, którą śledzą miliony Polaków? Nawet jeśli do środy tak nie było, to teraz wiele osób zastanawia się, co teraz się stanie?

Wyjście z sytuacji jest bardzo proste. Prezydent, który wprawdzie popełnił błąd, ale szanowałby konstytucję, zastosowałby się do uchwały SN.

W tej konkretnej sprawie chodzi jednak bardziej o politykę niż o prawo. W czasach kiedy mówimy o spadku zaufania do sądów, to właśnie prezydent powinien pokazać innym, że wyroki sądów należy szanować i respektować. Tymczasem nie dość, że pan prezydent nie zastosował konstytucji tak, jak ona tego wymaga, to jeszcze teraz ustami swoich reprezentantów wskazuje, że prawdopodobnie nie będzie się stosował do wyroku sądu, bo odmawia temu wyrokowi podstawy. Jest to niestety bardzo niebezpieczne dla państwa prawa.

A pana zdaniem artykuł 139 Konstytucji RP jest jasny, precyzyjny. Stwarza jakieś pole do różnych interpretacji? Pozwala albo dopuszcza inną interpretację niż ta, którą przedstawił SN?

Dla mnie jest jasny i precyzyjny. Nigdy nie miałem wątpliwości, kogo prawo łaski może dotyczyć. To przepis, którego nie można czytać w izolacji od innych postanowień konstytucji. Musi być czytany systemowo. W trakcie zajęć ze studentami zachęcam ich właśnie do takiego patrzenia na prawo. I tak zinterpretował go SN – prawo łaski, o którym mowa w art. 139, może być stosowane w sposób, który respektuje trójpodział władzy, czyli art. 10 i inne przepisy konstytucji.

Od kilku dni obserwujemy: zachowanie obu stron, wystąpienia przedstawicieli prezydenta, zachowanie osób, które myślą podobnie jak prezydent, ale zaraz potem prostują i wycofują się z sojuszników głowy państwa, a na koniec reakcję Sądu Najwyższego na atak na uchwałę. To chyba nie tylko polityczna walka?

Oczywiście, że nie. Wkraczając z prawem łaski wcześniej, czyli na etapie postępowania przygotowawczego czy sądowego, zamyka się drogę pokrzywdzonym do dochodzenia swoich praw. A przecież w sprawie Mariusza Kamińskiego pokrzywdzeni byli. Akt łaski stosowany przed prawomocnym wyrokiem odbiera także podsądnemu prawo do uniewinnienia. To wszystko powoduje olbrzymie problemy prawne.

Co będzie dalej? Sprawa nie należy do najłatwiejszych, najbardziej oczywistych.

Teraz sprawę kasacji rozstrzygnie trzyosobowy skład SN – a potem, zobaczymy. Nie ubiegajmy finału tej sprawy.

A czy prezydentowi za to, jak postąpił w sprawie prawa łaski dla Mariusza Kamińskiego i jak teraz reaguje na uchwałę Sądu Najwyższego, coś grozi?

Możemy mówić o naruszeniu konstytucji, ponieważ nadużycie prawa, czy wykonanie swojej kompetencji niezgodnie z regulacją konstytucji jest jej naruszeniem. Jest za wcześnie, by mówić, czy do naruszenia doszło, trzeba wziąć pod uwagę to, na czym pan prezydent się oparł, czy miał jakieś opinie prawne. Sąd Najwyższy niewątpliwie stwierdził, że ingerencja pana prezydenta w działanie niezawisłego sądu była niezgodna z prawem. Moim zdaniem było to naruszenie konstytucji. Dopiero jednak przyszłość pokaże, czy to będzie podstawa dla ewentualnego oskarżenia pana prezydenta o delikt konstytucyjny.

W czwartek Kancelaria Prezydenta najpierw zapowiadała, a potem ogłosiła wykaz publikacji i prawników, którzy popierają pogląd prezydenta na prawo łaski. Na liście znalazły się autorytety prawnicze, które szybko sprostowały swoją obecność na liście. To, pana zdaniem, kolejne nadużycie?

Nie chcę oceniać tego w kategoriach nadużycia, ponieważ nie mam w tej kwestii pełnej wiedzy. Wiem jednak, że część wskazanych publikacji pochodziła z czasów PRL albo z czasów sprzed konstytucji z 1997 roku. Obecnie kluczowym elementem ustrojowym, który skłonił SN do wydania takiego, a nie innego rozstrzygnięcia, jest art. 10 obecnej ustawy zasadniczej, czyli zasada podziału i równowagi władz.

Nie można wykorzystywać w argumentacji prowadzonej dzisiaj argumentów formułowanych w innym reżimie konstytucyjnym. Poza tym wszystkim opinie formułowane w literaturze nie są źródłem prawa w naszym kraju. A Konstytucja RP i jej art. 10 jak najbardziej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA