fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Tajemnica Ściany Płaczu

Tadeusz Konwicki i Gustaw Holoubek
Tadeusz Konwicki i Gustaw Holoubek, artyści i przyjaciele
materiały prasowe
Gustaw Holoubek, legendarny już odtwórca roli Konrada w „Dziadach" Dejmka, w biografii Zofii Turowskiej pokazany jest też jako fan sportu i ulubieniec kobiet.

„Aktorem można nazwać jedynie tego, który gra w teatrze, świecie, który nie jest udziałem rzeczywistości" – twierdził Holoubek i był temu stwierdzeniu wierny. Mówił, że krakowska przeszłość (tam się urodził w 1923 roku i wychował) ma dla niego znaczenie pierwotne, więc podstawowe, bo „tu teraźniejszość ocenia się z punktu widzenia przeszłości".

Bufet i stolik

Chodził do tej samej podstawówki co filozof Roman Ingarden, pisarz Karol Bunsch, psychiatra Antoni Kępiński. Potem było znakomite humanistyczne Gimnazjum Nowodworskiego 200 metrów od Wawelu. Notabene – niemal pół wieku po jego ukończeniu jedna z sal lekcyjnych została nazwana imieniem wybitnego wychowanka. Trzyletnią Państwową Wyższą Szkołę Dramatyczną Holoubek ukończył z wyróżnieniem, jej rektora Juliusza Osterwę uważał za „największego człowieka teatru".

Pierwsze sukcesy przyszły w katowickim Teatrze Śląskim, do którego zaangażował się, mając 26 lat. Tam zagrał Króla w „Mazepie" Słowackiego, za którego dostał swoją pierwszą nagrodę państwową. Gruźlica, nabyta w czasie II wojny światowej, skazała aktora na dwuletnie zawodowe pauzowanie, ale nie przeszkodziła w aktorskiej karierze kontynuowanej w Warszawie. Przez kolejne lata kunszt zawodowy Holoubka można było podziwiać na scenach Teatru Polskiego, Dramatycznego, Ateneum. Dwóch ostatnich był dyrektorem. Tworzył w nich porządek hierarchiczny, budując dwa teatralne centra tych światów: bufet i stolik do gry w kości. Do historii – nie tylko teatru, ale i Polski – przeszła jego rola Gustawa-Konrada w „Dziadach" wyreżyserowanych przez Kazimierza Dejmka w 1968 roku.

„Film tworzy zdecydowanie reżyser, a aktor jest czymś w rodzaju rekwizytu" – uważał, a zagrał w ponad 70 filmach. Za swój debiut uważał alkoholika Kubę w „Pętli" Wojciecha Jerzego Hasa, z którym związali się na osiem ważnych filmów. Druga filmowa, ale i życiowa przyjaźń związana jest z Tadeuszem Konwickim i datuje się od „Salta" (1965). W przyjaźniach był wierny. Zofię i Jana Budzyńskich z Bukowiny traktował jak rodzinę przez dziesięciolecia, spędzając u nich święta i wakacje. W Warszawie triumwirat: Dygat, Konwicki, Holoubek i ich regularne spotkania przy stoliku w Czytelniku i u Bliklego obrosły legendą.

Był fanem sportu. „Nie lubił tylko kolarstwa, ale i tak je oglądał" – pamięta syn Jan. Na igrzyska w Rzymie w 1960 roku pojechał z wycieczką ze Sports-Touristu. Nie tylko regularnie zasiadał na trybunach warszawskiej Legii, ale też „lubił brydża i pokera w doborowym towarzystwie" – jak mówi Magdalena Zawadzka – oraz „lubił hazard, grał na wyścigach" – pamięta Ewa Holoubek-Laskowska, córka. „Gdy zaczynał mówić o sporcie, schodził na poziom prostej, potocznej mowy, czasem nawet gwary" – zauważył Grzegorz Królikiewicz.

„Nie pchał się na stanowiska" – przypomina Jan Englert. A jednak w 1970 roku wybrany przez aklamację na prezesa SPATiF-u sprawował 11-letnią kadencję, najdłuższą w historii Stowarzyszenia. Począwszy od 1976 roku, był posłem w Sejmie, ale bezpartyjnym – nigdy nie należał do partii. Po wprowadzeniu stanu wojennego złożył mandat poselski.

„Nie miałem nigdy poczucia, że służę reżimowi. Pełniłem te funkcje, żeby reżim powstrzymywać od głupoty i szkodliwości wobec naszego środowiska" – mówił Holoubek.

Życie jako spektakl

„Każde 20 minut z Holoubkiem to łaska boska, łaska spotkania z narracyjnym mistrzem nad mistrzami, teatr dla jednego widza. Każda opowieść – perła, znakomicie skonstruowana, coraz bardziej ulepszana" – zauważał Henryk Bereza. Potwierdza to choćby lapidarna uwaga Holoubka o rzucającej się w oczy aktorce: „jest ładna, ale nie kojarzy klamki z drzwiami".

Podobał się kobietom. „Zmysłowy. Kochałam się w nim jako 13-latka" – pamięta Joanna Szczepkowska. Był trzykrotnie żonaty, za każdym razem z aktorkami: Danutą Kwiatkowską, Mają Wachowiak i Magdaleną Zawadzką. Matka o jego żonach mówiła „one". „Nie lubiła, jak się żeniłem, w ogóle nie przyjmowała tego do wiadomości" – przyznawał Holoubek.

Ale Zawadzka ufa: „Z tego, co o niej opowiadał, jestem pewna, że pobłogosławiłaby ten związek i zrozumiałaby nasze wybory". Miał i mniej jasne strony. Wyznawał kiedyś samokrytycznie: „młodszej córki (Magdalena Holoubek-Szabo) po prostu nie znam". Krzysztof Słysz, jego siostrzeniec i bratanek, mówi: „Może traktował życie jak kolejno wystawiane sztuki: zobaczone, przeżyte zeszły z afisza. Nie utrzymywał z nami więzi, zawieszony ponad ziemią w każdej dziedzinie". Konwicki stwierdził: „Unikał mrocznych spraw i tematów, nie grzebał się w przeszłości". Magdalena Zawadzka uzupełnia: „zostawił w Ścianie Płaczu list z życzeniem, ale nigdy nie zdradził, co w nim napisał"...

Lekturę tej biografii warto zacząć od końca, czyli od bibliografii, by zorientować się, że źródeł, do których odwołuje się autorka jest nie tylko wiele, ale i są z różnych światów. Oprócz oczywistych, jak zaczerpnięte z książki Holoubka „Wspomnienia z niepamięci” (2009), czy licznych z nim wywiadów, są wyimki z książek innych, ale i np. opinia współczesnej internautki o roli Napoleona w „Marysi i Napoleonie” z 1966 roku czy Katarzyny – Frank – Niemczyckiej wyznającej, że jako 16-latka widziała aktora na scenie po raz pierwszy w „Dziadach” i „ta jego rola została w mojej pamięci na resztę życia”.

Autorka biografii podzieliła życie Gustawa Holoubka na różne segmenty jego aktywności tworząc z nich poszczególne rozdziały od – „Sceny najpierwszej”, „Sceny krakowskiej”, „Sceny katowickiej”, „Sceny walki”, „Sceny filmowej”, „Sceny kibica i pasjonata”, „Sceny politycznej”, „Sceny przyjaźni”, „Sceny prywatnej”, „Sceny poza sceną”, aż po „Scenę pożegnania”. Choć wewnątrz każdego rozdziału zachowany został chronologiczny porządek, to już czytanie rozdziału po rozdziale łatwe nie jest. Autorka najwyraźniej zakłada, że biografia aktora jest na tyle czytelnikowi znana, że nie pogubi się wśród pojawiających się bez przedstawienia postaci, opisanych dopiero w kolejnych rozdziałach. Tak jest m.in. w przypadku Janusza Hellicha, jak się okazuje przez wiele lat zaprzyjaźnionego z Holoubkiem. Skądinąd w tej książce jego komentarze dotyczące życia bohatera opowieści pojawiają się tak często, że można by sądzić, że był nieomal najważniejszą dla niego osobą.

Wyjątkowo bogatą karierę teatralną i filmową przedstawić ma karkołomna wyliczanka ról komentowana fragmentami rozmaitych recenzji uzupełnianymi przez liczne zdjęcia i afisze.

Interdyscyplinarne życie Gustawa Holoubka stało się bogactwem, które trudno okiełznać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA