fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Prawnik: marszałek Grodzki nie naruszył tajemnicy lekarskiej słowami na temat Jarosława Kaczyńskiego

Fotorzepa, Robert Gardziński
Wniosek Stowarzyszenia Godność o ukaranie marszałka Senatu za ujawnienie tajemnicy lekarskiej jest bezpodstawny - uważają prawnicy i lekarze. Mówiąc o tym, że osoba pod wpływem silnych leków reaguje inaczej, nie odnosił się do swojego pacjenta.

Stowarzyszenie Godność chce, by Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy ukarał marszałka Tomasza Grodzkiego, profesora medycyny i czynnego chirurga klatki piersiowej oraz transplantologa, za słowa wypowiedziane na początku grudnia w Radiu Zet: „Jak się bierze silne leki przeciwbólowe, to naprawdę umysł człowieka reaguje trochę inaczej, więc na miejscu pana prezesa zająłbym się szybkim powrotem do zdrowia, do działalności i do pracy". Prof. Grodzki odniósł się w ten sposób do wypowiedzi prezesa PiS na temat projektu nowelizacji przepisów o ustroju sądów i Sądzie Najwyższym, zwanej ustawą kagańcową. „Mam nadzieję, że tym projektem powstrzymamy wysadzenie w powietrze wymiaru sprawiedliwości".

Jak podaje portal tvp.info, w uzasadnieniu wniosku Stowarzyszenie Godność napisało, że prof. Grodzki, mówiąc o przyjmowaniu środków przeciwbólowych przez prezesa PiS, „nieuprawnienie pozyskując niezweryfikowane dane chorobowe wypowiadał się w sprawach objętych tajemnicą lekarską".

Prawnicy mają na ten temat inne zdanie: - Zgodnie z ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty nie można ujawniać danych, które pozyskało się w związku z wykonywaniem zawodu. Tak byłoby w przypadku, gdyby prezes Jarosław Kaczyński był pacjentem marszałka Grodzkiego, lub marszałek byłby w jakiś inny sposób związany z jego procesem leczenia - mówi Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo działającej na rzecz przejrzystej władzy. - Wypowiedź marszałka Grodzkiego faktycznie nie jest, moim zdaniem, mądra, ale jeśli nie miał on nic wspólnego z procesem leczenia i powziął informację o zdrowiu Jarosława Kaczyńskiego z mediów, to nie ma podstaw do ukarania - dodaje Krzysztof Izdebski.

- Tajemnica lekarska jak każda tajemnica zawodowa opiera się na relacji zaufania pacjent-lekarz. Podlega jej wszystko, czego lekarz dowiedział się podczas udzielania pomocy medycznej. Tu relacja pacjent-lekarz nie istniała, a marszałek skomentował doniesienia medialne mówiące o operacji. W moim przekonaniu, to zawiadomienie złożono tylko po to, by wykreować newsa, który budzi emocje i dobrze się klika. Zarzut ujawnienia tajemnicy wobec przedstawiciela zawodu zaufania publicznego jest bardzo poważny. Trzeba jednak pamiętać, że celowe składanie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa lub przewinienia zawodowego samo może być przestępstwem, zwłaszcza jeśli się to robi, by kogoś zdyskredytować – mówi mec. Sylwia Gregorczyk-Abram ze stowarzyszenia Wolne Sądy.

- To absurdalne, bo Jarosław Kaczyński nie jest jego pacjentem. Obrzydliwa polityczna nagonka na marszałka trwa w najlepsze - mówi, z kolei, prawniczka specjalizująca się w prawie medycznym.

Po informacji tvp.info zawrzało także na Twitterze: „Grodzki wypowiadał się tylko i wyłącznie o standardach postępowania w bólu pooperacyjnym. To żadna tajemna wiedza, laik to wygugla. Rzecznikowi odpowiedzialności zawodowej życzę udanej zabawy" - napisał na Twitterze lekarz o pseudonimie Patrick House MD, jeden z najpopularniejszych medyków w mediach społecznościowych. „Możliwe dwie decyzje Rzecznika: 1. Umorzenie/ brak znamion wykroczenia przeciw kodeksowi etyki lekarskiej/ ustawie o zawodzie lekarza. 2. Pochwała za publicznie wyrażoną troskę o zdrowie pacjenta" - dodał.

Sam marszałek Grodzki napisał w sobotę po południu na swoim oficjalnym profilu na Facebooku, że ostatnie informacje na swój temat odbiera jako atak (miał na myśli również rewelacje dotyczące rzekomego przyjęcia przez siebie łapówki). „Przez 36 lat pracując jako chirurg miałem pod swoją opieką około 20 tys. pacjentów. Nigdy pod swoim adresem nie usłyszałem jakiegokolwiek zarzutu. Przez 4 lata byłem senatorem - nikomu nie przyszło do głowy, aby mnie oczerniać. Pierwsze ataki pojawiły się, gdy zostałem demokratycznie wybrany Marszałkiem Senatu. Gdy zapowiedziałem, że Senat z najwyższą starannością rozpatrzy ustawy sądowe, ruszyła kolejna fala hejtu i pomówień".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA