fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Dentyści: będzie roczna stawka na leczenie każdego dziecka

www.sxc.hu
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wprowadzeniem rocznej stawki na leczenie każdego dziecka. Eksperci: to się nie może udać.

Zgodnie z pomysłem kierownictwa resortu każdy Polak obok lekarza pierwszego kontaktu miałby także swojego dentystę. Stomatolog byłby wybierany przez rodziców po narodzinach dziecka i dostawałby za jego leczenie zryczałtowaną stawkę roczną (kapitacyjną). Podobnie jak dziś lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) dostawałby od Narodowego Funduszu Zdrowia, a w przyszłości – jego odpowiednika – określoną sumę, która musiałaby wystarczyć na leczenie wszystkich ubytków i wad zgryzu.

Mało chętnych do dzieci

Jeśli dziecko miałoby zdrowe zęby, lekarz miałby być nagradzany premią. Według pomysłodawców to kolejny, po zwiększeniu od lipca o 20 proc. wyceny procedur stomatologii dziecięcej, krok w stronę polepszenia stanu uzębienia Polaków. Eksperci są innego zdania.

– To szczytna idea, ale całkowicie nierealna, i to z dwóch powodów – finansowego i organizacyjnego – uważa dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Na leczenie zębów już dziś brakuje pieniędzy i bardzo ciężko będzie zmusić stomatologów, którzy od wielu lat wybierają inne, bardziej intrantne specjalizacje, takie jak implantologia, do mniej dochodowego leczenia dzieci – dodaje.

Zgadza się z nim prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i honorowy prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego:

– Leczenie dzieci jest dużo trudniejsze niż dorosłych. Wymaga większego nakładu pracy i nawet kilka razy więcej czasu. Dziecko się boi, nie usiedzi nieruchomo jak dorosły, trzeba umieć do niego podejść, uspokoić je. To sprawia, że zabieg znacznie się wydłuża. Stomatologia dziecięca nie jest specjalizacją dla każdego – uważa profesor.

Fundusz da na trzy kanały

W dodatku stomatolodzy dziecięcy, wzorem tych leczących dorosłych, coraz częściej decydują się przyjmować wyłącznie prywatnie (stomatologia to najbardziej sprywatyzowana dziedzina polskiej medycyny). Dlaczego?

Zdaniem dr. n. med. Adama Ziemlewskiego, chirurga stomatologicznego i szczękowego, właściciela Impladent Medical & Dental Clinic, jeżeli lekarz chce świadczyć usługi na wysokim poziomie i zgodnie z kodeksem etyki lekarskiej, nie jest w stanie podpisać umowy z Funduszem. – Standard leczenia zachowawczego zębów zgodnie z zaleceniami NFZ to amalgamat w zębach bocznych i wypełnienie białe w zębach przednich, czyli standard lat 70. XX wieku. Przy leczeniu kanałowym u dzieci refundowane są jedynie do dwa, trzy kanały w zębie, choć statystycznie trzonowce często mają cztery kanały.

Dozwolone jest wykonanie dwóch zdjęć RTG małoobrazkowych na rok, choć to absolutne minimum do leczenia jednego zęba.

Co w sytuacji, gdy trzeba leczyć lub usunąć inny ząb? Lekarz albo postępuje niezgodnie zasadami, albo pokrywa koszty z własnych środków – tłumaczy dr Ziemlewski. Podobnie jest z leczeniem ortodontycznym – NFZ płaci za nie tylko u pacjentów do 12. roku życia, i to wyłącznie za aparaty ruchome.

I choć leczenie stomatologiczne dzieci to aż 66 milionów procedur NFZ rocznie, nie są one w stanie zabezpieczyć potrzeb zdrowotnych. Zgodnie z Ogólnopolskim Monitoringiem Zdrowia Jamy Ustnej 2008–2012 próchnicę ma ponad 85 proc. 6-latków i ponad 95 proc. 18-latków, a w części powiatów brakuje gabinetów stomatologicznych, które mają podpisany kontrakt z NFZ na leczenie dzieci.

Zdaniem ekspertów, gdyby resort chciał realnie zadbać o zdrowie dzieci, wprowadzając stawkę kapitacyjną, musiałaby ona wynosić co najmniej kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy złotych. A to, przy obecnych nakładach na ochronę zdrowia, jest nierealne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA