fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Sieć szpitali - zwiększenie zadłużenia w służbie zdrowia

Fotolia.com
Rząd dokonuje karkołomnej rewolucji, nie zwiększając finansowania. Zapłacą przedsiębiorcy i samorządy, do których należy większość szpitali.

– Zmiany mają przede wszystkim służyć pacjentowi, ale również doprowadzą do uporządkowania całego systemu służby zdrowia – mówił wczoraj we Wrocławiu o ustawie o sieci szpitali minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. – Ten system w ostatnich latach dryfował, ponieważ poprzednicy uznali, że to niewidzialna ręka rynku będzie regulować system służby zdrowia, co było z całą pewnością pomyłką – uspokoił minister. Zupełnie inną interpretację zmian przedstawiają eksperci, a przede wszystkim najbardziej zainteresowani – dyrektorzy szpitali, przedstawiciele, którzy są organami założycielskimi większości z nich, i przedsiębiorcy, którym najbiedniejsze szpitale gminne zalegają z opłatami nie tylko za tzw. usługi dodatkowe, czyli sprzątanie, pranie i katering, ale za leki, konserwację sprzętu medycznego czy materiały opatrunkowe. Ich zdaniem system dryfować dopiero zacznie. I to w bardzo niebezpiecznym kierunku – ku finansowej katastrofie.

Już dziś długi szpitali mogą wynosić nawet 15 mld zł. Jeśli dodać do tego straty wynikające z niezakwalifikowania się części oddziałów do sieci, należność wzrośnie o kolejne miliardy. Miliony złotych kosztować będą podwyżki dla przedstawicieli zawodów medycznych, zatrudnionych na szpitalnych etatach. Projekt, który rząd przyjął w trybie obiegowym na tydzień przed tym, jak Porozumienie Zawodów Medycznych złożyło w Sejmie swój własny, zakładający o wiele wyższe, ich zdaniem godziwe podwyżki.

Tyle że na te „niegodziwe" rząd też nie ma pieniędzy. W projekcie nie wskazał żadnych źródeł jej finansowania, co znaczy, że sfinansują ją szpitale, a ściślej ich organy założycielskie, w większości wypadków samorządy. Te, choć już ledwo zipią, czekają kolejne wydatki.

Mimo zadłużenia do 31 grudnia tego roku mają dostosować się do wymogów sanitarnych, a więc w wielu wypadkach gruntownie przebudować swoje stare, często zabytkowe szpitale.

Na tym nie koniec. Po wyczerpaniu się kontraktu placówki z Narodowym Funduszem Zdrowia będą mogły dokupić świadczenia gwarantowane dla swoich mieszkańców. Możliwość może okazać się koniecznością, jeśli kontrakt nie wystarczy na przyjęcie wszystkich wymagających pomocy. Przecież zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców jest obowiązkiem placówek, a więc ich organów założycielskich.

W dodatku od 1 stycznia borykają się z podwyżką stawek za usługi pomocnicze, jakie (słusznie!) wymusiła podwyżka płacy minimalnej i stawki godzinowej.

Teoretycznie pomóc im ma podwyżka punktu rozliczeniowego z 52 do 54 zł, ale ma ona obowiązywać tylko od lipca do końca września. W październiku zacznie obowiązywać sieć szpitali, a lecznice, które do niej wejdą, mają gwarancję finansowania ryczałtowego na poziomie kontraktu z 2015 r. Trudno więc szukać dodatkowych środków, nie tylko na spłatę zobowiązań, o które już upomina się komornik, ale również tych bieżących.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA