fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lekarze rezydenci bez podwyżek, myślą o wyjeździe za granicę

123RF
Joanna Ćwiek
Co drugi student medycyny myśli o wyjeździe za granicę, bo w trakcie specjalizacji zarabia tyle co na kasie.

Podwyżek rezydentur nie będzie – usłyszeli lekarze z Porozumienia Rezydentów i z Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) od ministra Konstantego Radziwiłła podczas spotkania w ministerstwie. Potem minister powtórzył to w Senacie.

– To błąd, bo te pieniądze i poprawa jakości kształcenia wiele osób zatrzymałyby w kraju – mówi Filip Dąbrowski, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy warszawskiej OIL.

Wyjazdy pogarszają i tak niewesołą sytuację polskiej służby zdrowia. Pod koniec maja 2015 r. w Centralnym Rejestrze Lekarzy figurowało tylko 181 188 osób, w tym 163 780 wykonujących zawód, z czego 39 608 to dentyści. Wśród lekarzy pozostałych specjalizacji przeważają kobiety – jest ich 73 520 na 55 049. Oznacza to, że na 10 tys. mieszkańców przypada 2,2 lekarza. To znacznie poniżej średniej w krajach OECD, która wynosi 3,2.

Według szacunków Naczelnej Izby Lekarskiej co roku za granicę wyjeżdża co czwarty absolwent medycyny, a około 30 tys. polskich lekarzy pracuje poza ojczyzną.

– Ze szpitali zniknęli medycy w średnim wieku. Są albo stażyści, albo osoby przed emeryturą – mówi dr Beata Szymczyk-Hałas, pediatra i zakaźnik w jednym z warszawskich szpitali.

Niskie pensje

Z danych NIL wynika, że aż połowa studentów kierunków medycznych rozważa wyjazd za granicę, bo zrobienie w Polsce specjalizacji to droga przez mękę. Często za darmo, bo rezydentur, czyli etatów specjalizacyjnych, w szpitalach jest mało. W rezultacie specjalizację robi się jako wolontariusz, a na życie zarabia inaczej. Tak jak walczący o podwyżki dla rezydentów dr Filip Dąbrowski, 29-latek na specjalizacji z ginekologii i położnictwa, który na swoją pierwszą pensję czekał trzy lata. Pod koniec stycznia na jego konto wpłynęło 2043 zł (3400 zł brutto). Tyle, ile potrzebuje na czynsz i opłaty za wynajmowane w Warszawie mieszkanie. Na życie i tak będzie musiał zarobić, ale może już nie tak szaleńczą liczbą dyżurów, po 24 godzinach przyjmowania porodów i asystowania przy operacjach.

Z czego żył przez ostatnie trzy lata na specjalizacji? Ze stypendium doktoranckiego (1500 zł), dyżurów i pracy w poradni. Etat szpitalny (40 godz. w tygodniu) odpracowywał jako wolontariusz. Jego 3400 zł brutto zrównuje go z pracownikiem hipermarketu.

3170 zł brutto zarabia lekarz w pierwszych dwóch latach rezydentury, potem 3458 zł

– Niedawno widziałem reklamę jednej sieci: „Nie czekaj, przyjdź do nas, pracuj za 3250 zł brutto". To zaledwie o 150 zł mniej, niż zarabia w Polsce młody medyk. Z całym szacunkiem do zawodu sklepowego, praca lekarza wiąże się z nieporównywalnie większą odpowiedzialnością, wiedzą i umiejętnościami niż wykładanie towarów na półki – mówi dr Dąbrowski. I choć do pensji „sklepowego" może dorobić dyżurami, nie zgadza się, by podawać zarobki łączne. – Przecież po pracy na poczcie też można sobie dorobić w DHL. Chodzi o to, by nasze zarobki na etacie nie zmuszały do pracy ponad siły i ryzykowania życia i zdrowia swojego i pacjentów – tłumaczy.

O wiele łatwiej mają ci, którzy zdecydowali się zrobić specjalizację za granicą. Dziesięć osób z roku Filipa Dąbrowskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym szlify w zawodzie zdobywa poza Polską. Na specjalizację do innych krajów wyjechała większość znajomych Beaty Szymczyk-Hałas, która przez pięć lat pracowała w jednym ze szpitali na Wyspach.

Młodym rezydentom nie chodzi tylko o pieniądze.

– Wcale się im nie dziwię, bo robienie specjalizacji w Polsce to droga przez mękę. Nieraz obserwowałam z zazdrością, jak takie szkolenie zorganizowane jest w Wielkiej Brytanii – mówi Beata Szymczyk-Hałas.

Zły program

W Polsce problematyczny jest także udział młodych lekarzy w specjalistycznych kursach, szkoleniach, warsztatach i sympozjach.

– To często się nie podoba i młodym lekarzom trudno jest uzyskać delegacje, jeśli chcą wziąć w takim przedsięwzięciu udział – opowiada lekarka.

3602 zł brutto zarabia rezydent na specjalizacji w dziedzinach priorytetowych, po dwóch latach – 3890 zł

– Liczby są bezlitosne: średnia wieku lekarza uzyskującego specjalizację wynosi 37,6 roku. Koledzy ze szpitali w małych miejscowościach tytuł specjalisty uzyskują nawet po dziesięciu latach, ponieważ nie mają czasu robić wszystkich staży. Kierownik kliniki ich na nie nie puszcza, bo na całym oddziale ma czasem czterech lekarzy i nie może sobie pozwolić na brak choćby jednego z nich – mówi Filip Dąbrowski. Sam jest w lepszej sytuacji. W I Katedrze i Klinice Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego stawiają na kształcenie i lekarz liczy na to, że zmieści się ze specjalizacją w pięć i pół roku. Swoją karierę wiąże z Polską, ale wie, że jeżeli warunki w kraju się nie zmienią, może zabraknąć lekarzy.

– Według wyliczeń NIL za 20 lat może ich być 100 tys. To wynika z demografii. Dzisiaj średni wiek specjalisty to 54,2 roku, ale jest jeszcze kwestia lepszych zarobków za granicą – ostrzega.

Młodzi lekarze uważają, że do zostania w kraju mogłyby ich zachęcić zarobki – wyższe nie tylko dla specjalistów, ale też dla lekarzy w trakcie specjalizacji. Do zeszłego tygodnia liczyli, że minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który w 2006 r., wówczas jako szef NIL, podpisał się pod apelem o podwyżkę pensji rezydentów, podwyższy ich płace. Jego tłumaczenie, że podwyżki dla rezydentów oznaczałyby konieczność zmniejszenia liczby samych rezydentur, młodym wydają się nie na miejscu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA