fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

SN o statusie konsumenta i ochronie z tym związanej

Adobe Stock
Zaprawiony gracz na kursach walut nie dostał statusu konsumenta i ochrony z tym związanej.

W efekcie przegrał ponad 3 mln zł. O statusie konsumenta według Sądu Najwyższego decydują bowiem także okoliczności, takie jak profesjonalizm osoby fizycznej dokonującej transakcji z przedsiębiorcą.

Filip J. zawarł z jednym z banków (jego następcą jest PKO BP) umowę ramową na swego rodzaju spekulacje, w neutralnym tego słowa znaczeniu, na zmianach kursu dolara amerykańskiego do złotego. W ramach tej współpracy w ciągu nieco ponad roku poczynając w drugiej połowie2009 r. zawarł 60 transakcji (zlecenia telefoniczne), w sumie na ponad miliard zł. W większości odnosił zyski, w sumie na ponad 3 mln zł. Identyczne transakcje (równoległe) zawierał jako prezes swojej spółki (i podobną sprawę spółka owa przegrała, gdyż z natury rzeczy nie jest konsumentem). Kluczową kwestią prawną w tym sporze było to czy powód miał status konsumenta i może korzystać z ochrony jaką taki status daje.

W tej sprawie chodzi o dwie transakcje (ostatnie jak się okazało) jakie Filip J. zawarł 21 kwietnia 2010 r. po kursie UDS 2.89 zł. Tymczasem na początku maja kurs dolara gwałtownie zaczął rosnąć. Zabezpieczenia ustanowione dla banku w postaci lokat i gotówki Filipa J. na koncie nie wystarczyły. Bank zareagował więc kilkoma ponagleniami by zwiększył zabezpieczenie z powodu „istotnej zmiany na rynku walut", co było zapisane w regulaminie banku, bądź zamknął transakcje. Filip J. sugerował zaś poczekanie na uspokojenie rynku, więc bank zamknął pozycje, część strat ściągnął z owych zabezpieczeń. Resztę - ponad ok. 3 mln i zaczął egzekwować (na podstawie zresztą BTE). Zdaniem Filipa J. nie było podstaw do podwyższenia zabezpieczenia, a nadto „istotna zmiana na rynku walut" była dla niego jako konsumenta niejasnym kryterium i nie powinno go wiązać.

Sąd Okręgowy oddalił żądanie Flipa J. uznając, że ze względy na liczne transakcje o dużej wartości nie ma statusu konsumenta. Innego zdania był zaś Sąd Apelacyjny w Gdańsku, który wskazał, że te dodatkowe kwestie nie mają znaczenia. Zdaniem sądu bierze się pod uwagę tylko przesłanki wskazane w art. 221 kodeksu cywilnego, który za konsumenta uważa „osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową". W efekcie zasądził żądaną kwotę.

Zwalczając ten werdykt pełnomocnik banku adwokat Jerzy Stachowicz wskazywał przed SN, że definicja konsumenta mówi o transakcji. Tu było 60 trudnych operacji, z którymi powód dawał sobie radę. Wiedział o ryzyku i żądanie, by bank jej wyrównał jest nadużyciem prawa.

Sąd Najwyższy podzielił to stanowisko.

Specjalne relacje powoda i jego spółki z bankiem pozwalają stwierdzić, że te operacje finansowe były związane z jego działalnością zawodową i przypisać mu przymiot profesjonalisty. Choć nie była to działalność formalnie zarejestrowana, to była zorganizowana – wskazała sędzia SN Agnieszka Piotrowska. – Jeśli nie uznajemy powoda za konsumenta, to nie może korzystać z ochrony konsumenckiej. Nie sposób wreszcie pominąć, co uczynił SA, że w tej sytuacji żądnie zapłaty stanowić może nadużycie (art. 5 kc.), gdyż obowiązki ma nie tylko bank ale tez jego klient, który wcześniej tych zasad nie kwestionował.

Sygn. akt: IV CSK 334/18

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA