fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Górski Karabach. Wojna, która rozpełza się na kolejne państwa

Górski Karabach. Bateria artylerii ormiańskiej na linii frontu
Bateria artylerii ormiańskiej na linii frontu, 25 października
AFP
Moskwa nie wie, jak rozwiązać problem Karabachu i rozgląda się w poszukiwaniu pomocy.

– Kreml denerwuje się nie tylko z powodu Armenii i Azerbejdżanu, ale także całych swych peryferii: od Białorusi po Kirgizję. Myślę, że nie wiedzą, co robić – uważa David Kramer, były doradca amerykańskiego sekretarza stanu w republikańskiej administracji George'a Busha.

Wojna o Górski Karabach trwa już od miesiąca i pochłonęła prawdopodobnie kilka tysięcy ofiar. Obecnie Ormianie ją przegrywają, a armia azerska zajęła znaczną część terytorium administrowanego wcześniej przez rząd ormiańskiego Górskiego Karabachu. Przede wszystkim oddziały ormiańskie zostały wyparte z południowej części rejonu, graniczącego z Iranem.

Zaciekłe walki prowadzone tuż za granicą wywołały zdenerwowanie w Teheranie, pociski bowiem (nie wiadomo czyje) spadały na teren Iranu. W dodatku przyległe rejony państwa ajatollahów zamieszkałe są przez Azerów, którzy gwałtownie demonstrowali swe poparcie dla żołnierzy z Baku. – Nie ma zagrożenia dla kraju – zapewnił jednak zastępca dowódcy irańskiej straży granicznej. Mimo to w kierunku granicy jadą obecnie kolumny czołgów i wozów pancernych Strażników Rewolucji.

Iran jednak nie jest najważniejszym zewnętrznym państwem zainteresowanym przebiegiem konfliktu. Wojna o Karabach zamienia się bowiem w dyplomatyczne starcie Rosji i Turcji. Ankara popiera bezwarunkowo Azerbejdżan, Rosja formalnie związana jest sojuszem wojskowym z Armenią, ale nie chce się bezpośrednio angażować militarnie.

Analitycy wskazują, że Erywań jednak bardzo liczył na Rosję i jej mediację w konflikcie. Kreml dwukrotnie już pośredniczył w zawarciu rozejmów między walczącymi (10 i 18 października). Ale oba zostały zerwane w kilka godzin po ich uzgodnieniu, ujawniając słabość Moskwy.

– Rosyjskim problemem jest to, że nie ma ona dobrych wyborów w obecnej sytuacji – zauważył kanadyjski ekspert Robert Cutler. Wszystko z powodu błędów popełnionych przez prezydenta Putina. Poprzednio walki w Karabachu wybuchły na kilka dni w lipcu. Wtedy Rosjanie przerzucili samolotami uzbrojenie i sprzęt dla armeńskiej armii. – Doprowadziło to Azerbejdżan do utraty wiary w rosyjską bezstronność – sądzi Cutler.

Wcześniej oba kraje uważały, że mogą się zwracać do Moskwy o mediację. Ale od lipcowych walk Baku skierowało się w stronę Ankary. – Turcja uzyskała trwały wpływ na ten kraj. Trudno sobie wyobrazić, jak Rosja może temu przeciwdziałać, choćby militarnie – powiedział Laurence Broers z Chatham House. Przy czym Kreml próbował na początku obecnych walk wywrzeć wojskowy nacisk na Azerbejdżan, prowadząc manewry swej Flotylli Kaspijskiej na północ od Baku. Sugerował przy tym, że może ograniczyć azerską żeglugę i połowy na morzu. Ale Baku, silne wsparciem Turcji, zignorowało ostrzeżenie.

– Ambicje Erdogana przerosły oczekiwania Putina i Rosja nie ma obecnie zbyt wiele dobrych opcji do wyboru – sądzi Broers.

Jednak starcie Moskwy i Ankary na terenie Zakaukazia zagrozi szlakom transportowym ropy i gazu z Azerbejdżanu do Europy. Za kilka tygodni zostanie uruchomione kolejne rozwidlenie rurociągów z Azerbejdżanu, tym razem na południe Europy – gazociąg Trans Adriatic Pipeline (TAP) prowadzący przez Grecję do Włoch. Korzystając z tego, Baku już zażądało od Unii Europejskiej „poważnego traktowania postulatu dołączenia Turcji" do rozmów o rozwiązaniu konfliktu w Karabachu. Na razie Unia milczy zaskoczona, a jedynie Francja sprzeciwia się rosnącemu znaczeniu Ankary (ale Paryż skonfliktowany jest z nią jeszcze w Libii).

– Jedynie za zgodą wszystkich zainteresowanych – uchyliła się z kolei Moskwa od odpowiedzi na żądanie Azerbejdżanu. Zainteresowanymi są członkowie tzw. Grupy Mińskiej OBWE prowadzący mediację między Armenią i Azerbejdżanem (w tym niechętna Turcji Francja) oraz Erywań, który rzecz jasna nie zgodzi się na to.

W tej sytuacji Kreml z ulgą przyjął amerykańską propozycję mediacji, licząc, że USA powstrzymają ambicje Erdogana. Tym bardziej, że polityka tureckiego prezydenta prowadzi do konfliktów wewnątrz NATO, a USA już za prezydentury Baracka Obamy miały na pieńku z Ankarą. Sam prezydent Trump w zeszłym roku używał przeciw niej sankcji gospodarczych. W Waszyngtonie odbyło się w piątek spotkanie ministrów spraw zagranicznych Armenii i Azerbejdżanu z sekretarzem stanu Mikiem Pompeo. Prezydent Trump ogłosił, że zakończyły się one sukcesem, ale Pompeo rozmawiał z gośćmi osobno, a same negocjacje oficjalnie nazwano tylko „konsultacjami". USA uchyliły się od angażowania w konflikt.

„Więcej mogłoby zostać zrobione" – zauważył były dowódca NATO w Europie, generał Philip Breadlove. Ale jego propozycja rozwiązania konfliktu jest bardzo zaskakująca: „Wspieranie przez mocarstwa lokalnego przywództwa oferowanego przez zaufanych sojuszników i partnerów, takich jak Gruzja". Czyli pozostawienie Rosji i Turcji sam na sam w Karabachu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA