fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Iran: Nie poddamy się, nawet jeśli zostaniemy zbombardowani

AFP
Iran nie podda się amerykańskiej presji i nie porzuci swoich planów, nawet jeśli zostanie zbombardowany - powiedział prezydent Hassan Rouhani.

Dziś rano szef irańskie armii powiedział, że trwający impas między Teheranem a Waszyngtonem jest "starciem woli", a jakiekolwiek wrogie próby spotkają się z miażdżącą reakcją.

Napięcie między Iranem a USA wzrosło po informacji, że Pentagon planuje wysłać na Bliski Wschód kilka tysięcy dodatkowych żołnierzy. 

Prezydent Donald Trump przywrócił w ubiegłym roku sankcje nałożone na Iran. - Po nałożeniu tych surowych sankcji nasz naród nie ugiął się pod presją mimo trudności w ich życiu - powiedział prezydent Rouhani cytowany przez państwową agencję informacyjną IRNA.

- Potrzebujemy sprzeciwu, aby nasi wrogowie wiedzieli, że jeśli zbombardują naszą ziemię, a nasze dzieci zostaną zabite, zranione lub wzięte do niewoli, nie zrezygnujemy z naszych celów dotyczących niepodległości naszego kraju i naszej dumy - dodał.

W niedzielę Trump napisał na Twitterze, że "jeśli Iran chce walczyć, to będzie to oficjalny koniec Iranu. Nigdy więcej nie groźcie Stanom Zjednoczonym!".

Źródłem napięć w relacjach między USA a Iranem jest jednostronne wypowiedzenie przez USA porozumienia nuklearnego zawartego przez mocarstwa Zachodnie z Iranem w 2015 roku. Donald Trump wypowiedział to porozumienie w maju 2018 roku domagając się wynegocjowania nowej umowy dotyczącej irańskiego programu nuklearnego, a także programu rakietowego.

Jesienią 2018 roku USA nałożyły sankcje na Iran, wprowadzając m.in. embargo na import irańskiej ropy. Początkowo osiem krajów (w tym m.in. Chiny i Turcja) korzystały z wyłączenia spod sankcji, ale od maja 2019 roku embargo ma charakter bezwzględny. Celem USA jest doprowadzenie do spadku eksportu ropy przez Iran do zera, tak aby wywrzeć ekonomiczną presję na Teheran i zmusić Iran do rozpoczęcia negocjacji z USA.

W odpowiedzi na rozszerzenie sankcji przez USA Iran zagroził m.in. blokadą strategicznej cieśniny Ormuz, co mogłoby zakłócić transport ropy z innych krajów Zatoki Perskiej. Z kolei USA zdecydowały się na wysłanie w rejon Iranu grupy bojowej lotniskowca Abraham Lincoln i grupy zadaniowej bombowców B-52, a także baterii Patriotów, w związku ze zdobytymi przez amerykański wywiad informacjami, że siły amerykańskie stacjonujące na Bliskim Wschodzie mogą stać się celem ataku ze strony Iranu lub jego sojuszników.

"New York Times" ujawnił, że w przypadku ataku na siły USA, Waszyngton chce wysłać nawet 120 tys. żołnierzy do Iraku. Oficjalnie administracja Donalda Trumpa zdementowała te doniesienia.

W związku z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie USA podjęły decyzję o ewakuacji części swojego personelu dyplomatycznego z Iraku, a Wielka Brytania podniosła poziom zagrożenia dla swoich żołnierzy w tym kraju. Z kolei Niemcy przerwali szkolenie irackich żołnierzy - również ze względów bezpieczeństwa.

Przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przekonują, że okręty USA w rejonie Bliskiego Wschodu znajdują się w zasięgu irańskich rakiet. Z kolei prezydent Donald Trump stwierdził, że jakikolwiek atak na siły USA ze strony Iranu będzie "oficjalnym końcem" tego państwa.

Europejscy sojusznicy USA wyrażają zaniepokojenie możliwością eskalacji konfliktu, który - zdaniem szefa brytyjskiego MSZ, Jeremy'ego Hunta, może nawet doprowadzić do "przypadkowego wybuchu konfliktu". Zaniepokojenie rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie wyraziła też Rosja (prezydent Władimir Putin spotkał się w Soczi, 14 maja, z sekretarzem stanu USA Mikiem Pompeo).

Źródło: Reuters
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA