fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Wyjść z piekielnej spirali nienawiści

AFP
Po pogrzebie prezydenta Gdańska trudno sądzić, że z naszej dyskusji zniknie język nienawiści. Przekonuje o tym kilka gestów, ale też prawda o zmieniającym się świecie.

Gesty? Choćby słowa Grzegorza Schetyny, że jego środowisko nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o odpowiedzialność za zbyt ostry język politycznego sporu. Albo decyzja organizatorów uroczystości, by w gdańskiej bazylice Mariackiej prezydent i premier RP zostali usadzeni w dalszych rzędach. Ale jednocześnie bardzo znacząca nieobecność prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na uroczystości, która miała charakter ogólnonarodowy, a także mniejsze lub większe manipulacje ze strony telewizji publicznej. Ktoś zarzuci mi tu symetryzm. Przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości powiedzą, że to przecież Kaczyński odpowiada za nienawiść i podziały, więc nie może być mowy o żadnej równowadze. Z kolei sympatycy PiS będą wyliczać wszystkie grzechy Platformy Obywatelskiej z czasów jej rządów i przekonywać, że prawica jest tylko niewinną ofiarą liberałów. Jedynym, co łączy obie strony, jest przekonanie, że winni nie jesteśmy my, lecz oni.

Tu nie chodzi więc o symetrię, ale o to, by zrozumieć, że nasze życie publiczne jest dziś ofiarą dwóch znacznie głębszych czynników. Pierwszy z nich to konsekwencje przenoszenia się debaty do internetu, a szczególnie do mediów społecznościowych. Siecią zaś rządzi ekonomia uwagi. Reklamodawcy – za pośrednictwem gigantów takich jak Google czy Facebook – chcą od nas chwili zainteresowania ich produktami. A tym, co najmocniej przykuwa uwagę, są emocje. To nieprawda, że dobro i piękno najlepiej się klikają, wywołują najwięcej reakcji, komentarzy czy udostępnień. Badania pokazały, że zmyślone newsy klikają się lepiej niż prawdziwe. Coraz większy odsetek ludzi nie czyta dzienników, tygodników, nie ogląda telewizji, lecz poznaje świat wyłącznie za pośrednictwem komputera albo smartfona.

Za tymi zmianami – to drugi czynnik – podąża polityka. Jeśli PO chce odebrać władzę PiS, musi rozgrzać emocje przeciwników tej partii do czerwoności. Jakiekolwiek studzenie emocji jest jej nie na rękę. Tak samo PiS – by wygrać, musi zmobilizować wszystkich swych potencjalnych zwolenników. A nic nie mobilizuje lepiej niż emocje, podziały. Rozum mówi nam więc, że jesteśmy skazani na negatywne emocje, na tę piekielną spiralę nienawiści. Tym bardziej każdy z nas, każdy człowiek dobrej woli, powinien zrobić wszystko, by się z tego zaklętego kręgu wyrwać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA